ze snu budzę się zawsze z uczuciem zawstydzenia

Środ­kiem nocy ze snu wyrwał mnie — jak w mor­dę strze­lił — ojciec.
Nie będzie wiel­ką prze­sa­dą, gdy napi­szę, że od sied­miu lat ojciec śni mi się co noc. Ten sam ojciec, któ­ry mnie nie kochał, cho­ciaż chciał mnie kochać, tyl­ko nie wie­dział jak. Za głu­pi był na to emo­cjo­nal­nie, za bar­dzo się sta­rał, za dużo się naoglą­dał tele­wi­zo­ra i naśnił o ame­ry­kań­skiej rodzi­nie z rekla­my płat­ków corn­fla­kes.

Chciał rodzi­ny jak z obraz­ka, chciał być boha­te­rem, pró­bo­wał kupić swo­ją cór­kę dro­gi­mi pre­zen­ta­mi, bo zało­żył, że to dro­ga naj­ła­twiej­sza i naj­bar­dziej wprost.

Nie przyj­mo­wa­łam jego pre­zen­tów i nie pod­da­wa­łam się jego chce­niu, więc tuż po matu­rze wypier­do­lił mnie z domu. Kil­ka lat przede mną z domu wypier­do­lił też moje­go bra­ta. Bez ostrze­że­nia, z uśmie­chem na ustach i prze­po­wied­nią, że jakoś sobie będę musia­ła pora­dzić.

Nie­na­wi­dzi­łam go.
Nie dla­te­go, że mnie wypier­do­lił; bie­dak nie rozu­miał, że z wszyst­kich poda­ro­wa­nych mi pre­zen­tów — ten był naj­pięk­niej­szy.
Nie­na­wi­dzi­łam go, bo w oczach każ­de­go, kto też go nie­na­wi­dził, widzia­łam sie­bie.

To zresz­tą głów­nie dla­te­go nie utrzy­mu­ję ze swo­ją rodzi­ną pra­wie żad­ne­go kon­tak­tu. 90% z nich przy byle spo­tka­niu z pogar­dli­wą satys­fak­cją stwier­dza, że jestem “cały tatuś”. Mama, bab­cia, kuzyn­ka, ciot­ki, wuj­ki. Wie­dzą, że chy­ba nie moż­na mi powie­dzieć nic gor­sze­go, żeby dać mi w mor­dę, więc regu­lar­nie dają mi w mor­dę tatu­siem.

Kie­dyś krzy­cza­łam, tupa­łam i gry­złam, jak tyl­ko usły­sza­łam to porów­na­nie, teraz uśmie­cham się prze­pra­sza­ją­co, a w gło­wie wyli­czam w stro­nę oso­by, któ­ra je wypo­wie­dzia­ła, wszyst­kie wyzwi­ska, jakie przyj­dą mi do gło­wy.

A ty? Widzia­łaś się dzi­siaj w lustrze? Zado­wo­lo­na jesteś ze swo­je­go życia, nic nie­war­ta kre­tyn­ko? Napraw­dę uwa­żasz, że jesteś lep­sza ode mnie? Wskaż mi jed­ną rzecz, któ­ra ci się uda­ła. Och, co za pech, nie możesz.

Dża­ga wśród hej­te­rów.

Potem daję sobie myśla­mi w twarz za to, że tatuś potra­fi we mnie obu­dzić tyle agre­sji i liczę do dzie­się­ciu. Minu­tę póź­niej nie­na­wi­dzę się podwój­nie, bo duch tatu­sia zno­wu mi uświa­da­mia, że to ja jestem ta nic nie­war­ta.

Cza­sa­mi mam wra­że­nie, że jedy­ną ambi­cją moje­go życia jest nie-być-jak-tatuś. Do tej pory, za wyjąt­kiem fak­tu, że on — podob­nie jak ja — nie był szcze­gól­nie towa­rzy­ski, pięk­nie mi się to uda­je.

Tatu­sio­wi każ­dy zała­twiał pra­cę, bo był ofer­mą roz­piesz­czo­ną przez mamu­się, ja nato­miast jestem na to zbyt dum­na. I cho­ciaż moja posta­wa jest infan­tyl­na i god­na poli­to­wa­nia, bo teraz networ­kin­giem świat fre­elan­ce­rów stoi, to żad­na inna — dopó­ki tatuś nawie­dza mnie w snach — do mnie nie prze­ma­wia. Może i kopię pod sobą dołek, ale wolę gryźć beton, niż jak tatuś pro­sić kogo popad­nie o tzw. „przy­słu­gę”.

Ojciec gada­niem lubił pod­ci­nać mi skrzy­dła. Lubił mnie wyzy­wać od głu­pich i nie­roz­gar­nię­tych, lubił mi oka­zy­wać, jak nie­wie­le jestem war­ta i jak wąt­pi w to, że cokol­wiek mi się uda. Teraz co noc przy­cho­dzi do mnie we śnie i cho­ciaż rzad­ko się odzy­wa, to patrzy na mnie tak samo jak wte­dy, gdy już-już miał mi zasy­gna­li­zo­wać, jak bar­dzo mną pogar­dza.

Ze snu budzę się zawsze z uczu­ciem zawsty­dze­nia.
Tro­chę jak­by moja gło­wa przy­zna­wa­ła mu rację i naka­zy­wa­ła scho­wać się w nor­ce z pod­ku­lo­nym ogon­kiem.
Potem nic mi się nie chce i wszyst­ko, co sobie zapla­no­wa­łam, cze­ka, aż moja czasz­ka wyrzy­ga z sie­bie obraz tatu­sia.

Po sied­miu latach zaczy­nam się pod­da­wać i przy­zna­wać nie­chęt­nie, że może to rze­czy­wi­ście on zaszcze­pił we mnie gów­nia­ne poczu­cie war­to­ści.

Poko­na­łam kamień milo­wy — prze­sta­łam go nie­na­wi­dzić. Teraz na myśl o nim naj­wy­żej macham ręką, ale cza­sem jesz­cze się zasta­na­wiam, kie­dy zno­wu wle­zie bucio­ra­mi w moje życie i posta­no­wi mi je doku­ment­nie spier­do­lić.

Na pozio­mie świa­do­mo­ści, tatuś jest mi obo­jęt­ny.
Na pozio­mie pod­świa­do­mo­ści, tatuś ruj­nu­je moje poczu­cie war­to­ści.

Tatu­siu, gdzie­kol­wiek jesteś, jeśli jesz­cze jesteś, mam ci do powie­dze­nia tyl­ko jed­no:

pro­szę ja cie­bie, odpier­dol się wresz­cie.