z miłości do marzeń, z nienawiści do pierwszego kroku

z miłości do marzeń

Jakiś czas temu rzuciłam na FB hasło, że mam pomysł na życie, taki z petardą, fajerwerkami, hajsem i splendorem, ale zero odwagi na jego realizację. I zapytałam innych, jak żyć. Jakież było moje nie-zdziwienie, kiedy się okazało, że moi przyjaciele (i nie tylko!) znają odpowiedź na to pytanie, chociaż sami codziennie je sobie zadają.

Więc może po prostu wiemy? Może to wcale nie jest takie trudne? Może naprawdę możemy wszystko? No może.

Jedni wyszli z założenia, żebym wzięła nie pierdoliła i po prostu to zrobiła.
Drudzy pisali do mnie esemesy pełne ciepła i dobrej energii.
Inni oferowali swoją pomoc w pełnym zakresie.
Jeszcze inni pytali, co znowu wymyśliłam i kiedy sobie w końcu siądę na dupie.

Do przejścia na WordPressa zbierałam się ponad rok. Myślałam sobie, że to będzie kamień milowy na drodze do sama-nie-wiem-czego. Zawsze byłam do tych kamieni milowych uwiązana jak do betonowej kuli. Nie mogłam się zabrać za nic, co choćby delikatnie ocierało się o ryzyko, bo na co dzień bałam się trzech zasadniczych rzeczy:

1. że się nie uda
2. że się uda
3. że po-co-mi-to

Wejście w rok 2017 było dla mnie o tyle odkrywcze, że chyba pierwszy raz w życiu na początku stycznia nie obudziłam się z myślą „ok, nowy rok, nowa szansa, nowe początki, wszystko nowe, a najbardziej nowa ja”. Przeciwnie. Wstałam, przetarłam oczy, poszłam po kawę i zerknęłam do moich zeszłorocznych notatek. Sprawdziłam, w którym punkcie skończyłam pracę wczoraj. A potem zwyczajnie ją kontynuowałam.

W 2016 wyrobiłam w sobie niesamowicie przydatną intencję, że aby skończyć jakąś pracę, muszę tylko cały czas ją rozpoczynać. Proste, nie? Przestałam się katować myślami, ile jeszcze zostało mi do końca. Przestałam się zastanawiać nad rzeczami, na które uwagę zwracam tylko ja. Trochę odpuściłam z wszędobylskim perfekcjonizmem, w myśl którego jeśli coś nie jest doskonałe, to znaczy, że jest do dupy.
Może i nie jest doskonałe, ale doskonale się bawiłam w trakcie realizacji. Czułam, że coś robię. Że nie siedzę bezczynnie i nie marnuje czasu na wątpliwości, które tylko kasują moją produktywność i optymizm z działania samego w sobie. Robiłam pierwsze kroki. Tak jak przykazał Gonciarz.

Ja naprawdę nie wiem, czy z tego mojego turboplanu cokolwiek wyjdzie, bo plan sam w sobie jest o wiele bardziej odważny, niż ja kiedykolwiek byłam. Ale ile można żyć w wyimaginowanym świecie własnej głowy i zerkać z zazdrością, jak inni łapią garściami to, o czym ja mam siłę tylko marzyć?

Dzisiaj jestem krok dalej, niż byłam wczoraj.
Nie mam pewności, dokąd zawędruję, ale już się nie boję. I idę po swoje.
Cokolwiek to znaczy.

  • Po trzykroć się zgadzam, chociaż do tego ostatniego wciąż jeszcze emocjonalnie dojrzewam.

  • starzejemy, zdecydowanie. ;) (mam okołourodzinowy kryzys wieku starczego) ;))

  • Myślę, że takie rozterki i strach „przed tym, że nie uda lub przed tym, że się uda” dotyczą każdego, kto chce od życia trochę więcej, bo ma trochę więcej oleju w głowie. Potem zaczyna się coś robić, te „pierwsze kroki” i nagle okazuje się, że kołczingowe brednie pozostają kołczingowymi bredniami tylko wtedy, kiedy im na to pozwolisz. W innym wypadku, dają niezłego kopala w dupkę.

    Krzysiu Gonciarz. Pół życia przy nim mieszkałam (jak jeszcze mieszkał w Krakowie) i dopiero niedawno dowiedziałam się o tym, że rosło przy mnie imperium spełniających się, odważnych marzeń. Ten człowiek inspiruje jak mało kto.

    Napisałam Ci wtedy na FB „you go girl” i dalej to utrzymuje. Pomyśl co może się najgorszego stać. Na pewno to „najgorsze” będzie lepsze niż nie zrobienie niczego.

  • Obudzi się głodna i zła. :D
    Też traktuję blog jak miejsce, gdzie mogę pisać niedoskonałe teksty! :)

  • Czyli albo się starzejemy, albo poszłyśmy wreszcie po rozum do głowy :D

  • Ło mamo, mam tak samo. Nie wiem, co bardziej przerażające: że się uda, czy że się nie uda? Już od 2017 niczego wielkiego nie oczekuję, planuję robić swoje i aby nie było gorzej niż w 2016;D
    Powodzenia!

  • Patryk Hordyński

    :)

  • Noooo, oesu, skąd ja to znam! Perfekcjonizm zabija w człowieku całą jego spontaniczność, a jak idzie o pisanie to już w ogóle. Leczę się więc blogiem i pisaniem niedoskonałych głupot o dupie maryni. Nie działa :D

    Dzięki! <3 Mam nadzieję, że Partyzantka szybko obudzi się z zimowego snu :)

  • Dzięki! <3

  • Mnie strasznie przeszkadza perfekcjonizm. We wszystkim, ale w pisaniu mnie wręcz blokuje. Wszystko musi być najlepsze, bo inaczej mam wyrzuty sumienia, bo przecież mogłam lepiej.

    Też uwielbiam Gonciarza. :) I masz rację, idź po swoje, bo możesz. Jeśli uznasz, że mogę pomóc – wiesz, jak się wysyła pw, prawda? :)

    Ale teraz biorę się za pisanie niedoskonałego tekstu. ^^

  • Nic to nie znaczy, że trzymam kciuki, bo komu pomaga trzymanie czegokolwiek, ale zaciskam mocno! Powodzenia:)