wyśnij o mnie mały sen

wyśnij o mnie mały sen

 — Leni­ka, obudź się, sły­szysz mnie?

Dooko­ła łóż­ka leży mnó­stwo kolo­ro­wych papie­rów i wycin­ków z gazet. Sły­chać podwój­ne postu­ki­wa­nie kla­wia­tur obu kom­pu­te­rów. Uchy­lo­ne okno robi prze­ciąg z drzwia­mi do łazien­ki; po całym miesz­ka­niu tań­czą firan­ki. 
On zer­ka na nią jak­by nagle przy­szedł mu do gło­wy jakiś pomysł. Uśmie­cha­ją się do sie­bie, ale ona tro­chę nie­śmia­ło, może nawet z lękiem. 

- Wyobraź sobie że okle­ja­my całe mia­sto kara­bi­na­mi.

- Kara­bi­na­mi? Nie wiem czy to by było słusz­ne, bo jutro chcia­łam się zapi­sać na ten kurs ze zwie­rzę­ta­mi. 
- Ale ja tam pój­dę z tobą i po dro­dze wstą­pi­my do pocią­gu, żeby zaha­czyć wcze­śniej o morze. 

Zakła­da sobie na gło­wę kra­cia­sty koc i szu­ka sucho­ście­ral­nych pisa­ków. Ona wsta­je z pod­ło­gi, pod­cho­dzi do tabli­cy i czer­wo­nym mar­ke­rem pisze „M O R Z E„ a potem rysu­je kośla­we ser­dusz­ko. Z wło­sów zwi­sa­ją jej odbla­sko­we naklej­ki.

***

Chy­ba jest lato. W całym mie­ście roz­brzmie­wa dziw­na muzy­ka. On krzy­czy do niej z dru­giej stro­ny uli­cy, żeby uwa­ża­ła na pasach, bo tam się krę­ci naj­wię­cej popa­prań­ców w kolo­ro­wych gar­ni­tu­rach. Ona wybu­cha śmie­chem i trzy­ma­jąc się za brzuch odkrzy­ku­je, że nie chce jej się iść do pra­cy. On się roz­pro­mie­nia i zaczy­na biec w jej stro­nę. Ona się odda­la, on jej zni­ka z pola widze­nia. Klę­ka na asfal­cie i kawa­łek po kawał­ku obma­cu­je całą powierzch­nię, żeby spraw­dzić, czy znaj­dzie śla­dy jego stóp pod swo­imi pal­ca­mi.

***

W poko­ju jest ciem­no, panu­je mar­twa cisza. Ona uno­si się na podusz­kach, pró­bu­jąc wśród wszech­ogar­nia­ją­cej czer­ni roz­po­znać jakiś zna­jo­my kształt. Nie jest pew­na, czy nadal śni, czy już się obu­dzi­ła. Z kuch­ni dobie­ga ją gło­śny, nie­na­tu­ral­ny szept:
- Musia­łem zna­leźć te sło­iki, bo nie wiem, kie­dy zno­wu otwo­rzą nam skle­py. Ja stąd nie wyj­dę i cie­bie też nie wypusz­czę, bo nas ode­ślą w róż­ne stro­ny. 
Sia­da przy niej na łóż­ku. Ona wstrzy­mu­je oddech, bo nie rozu­mie, dla­cze­go sły­szy jego głos, a nie potra­fi dostrzec twa­rzy. 
- Na pew­no tutaj jesteś? Mogła­bym zadzwo­nić do Bar­ce­lo­ny i popro­sić two­ją mamę, żeby to spraw­dzi­ła, ona mi bar­dzo pomo­gła, jak musia­łam zor­ga­ni­zo­wać tysiąc balo­nów na wese­le. 
- Nie, Len­ny, nie trze­ba. Śpij, potem poroz­ma­wia­my. Wszyst­ko ci opo­wiem.
- Co mi opo­wiesz?

- Jak się obu­dzisz, to się w sobie…

- Kirył?

Jasne, ośle­pia­ją­ce świa­tło. Bia­ła pościel i dziu­ra­we ścia­ny, jak­by ktoś w nich z nudów grze­bał kciu­ka­mi. Ktoś mnie głasz­cze po policz­ku, ale to nie jest męska dłoń, tyl­ko kobie­ca. Mam naj­cięż­szą gło­wę, jaką kie­dy­kol­wiek przy­szło mi dźwi­gać. I naj­cia­śniej­sze powie­ki, jakie kie­dy­kol­wiek przy­szło mi otwie­rać.

- Śni­ło ci się coś?