Lena, tylko weź pisz odważnie

W ciągu miesiąca mojego sieciowego detoksu zdałam sobie sprawę, że kiedyś pisałam bloga, a teraz piszę telenowelę.

Mnóstwo mi nie wypada, albo przynajmniej jakiś czas temu siadło mi na głowie, że nie wypada.

Nie wypada mi zwierzać się Wam, że do pracy jeżdżę tramwajem, chociaż teraz rzadko, bo krakowskie tramwaje coraz częściej są zdziwione, że o poranku świat od nowa się kręci.

Nie wypada mi powiedzieć prosto z mostu, że w maju rzuciłam pracę, a zaraz po pracy rzuciłam się w wir życia, które ostatecznie mi się nie spodobało.

Nie wypada mi opowiadać o nowej pracy, bo to zawsze tak dziwnie o tym pisać, gdy czyta cię twój pracodawca. Stary czy nowy, co za różnica; koniec końców uczucie jest takie, jakby obaj zaglądali przez okienko do mojej sypialni i to akurat wtedy, gdy przygotowuję się do spania.

Nie wypada mi narzekać na moje prywatne życie, bo to akurat układa mi się przyzwoicie. Pewnie dlatego mam ze sobą taki problem. Nie nawykłam do życia, do którego od żadnej strony nie idzie się przyczepić. Takie mam hobby, szukam dziury w całym. Żeby w razie sromotnej klęski mieć punkt zaczepienia; coś, na co zapobiegawczo z góry mogę zwalić całą winę.

Mam emocje, ale nie mam przeżyć. 
Odkąd przeszłam na własną domenę i zaczęłam oficjalnie pisać pod moim imieniem, straciłam ostrość i trówymiarowość. Jak pytałam jakiś czas temu Wojtka, czy on myśli, że „pisanie to moja rzecz”, odpowiedział, że „oczywiście że twoja rzecz, tylko weź pisz odważnie”.

Wtedy nie do końca rozumiałam, o co mu chodzi, ale jak zerknęłam na całokształt moich pikselowych wypocin i porównałam je do wypocin sprzed lat, gdy jeszcze byłam enigmą pod pseudo-imieniem, z innym pomysłem na siebie (właściwie z brakiem pomysłu; teraz myślę, że to była moja największa przewaga), to zrozumiałam, że mi się słowa ze strachu przed oceną świata rozmemłały.
Agata, co myślisz? Sylwia, co myślisz? Kto jeszcze pamięta mnie sprzed stu lat, z ownloga?

Ja jestem całkiem niezła w emocje, ale nie zbuduję na emocjach swojej siły. 

Znowu mam lekkiego bzika na punkcie Oriany Fallaci, bo Legimi dorzuciło mi do abonamentu kolejnych parę jej książek. I znowu nie wiem, dlaczego mam bzika, ale chyba dlatego, że ona ze słowami się nie pieprzyła. Ewentualnie pieprzyła JE.
Ma takie siarczyste pióro, o jakim sama zawsze marzyłam. Które kiedyś może nawet miałam. Lata temu, gdy nikt nie mógł dopasować liter do mojej twarzy.

Co się zmieniło? Dlaczego ja złagodniałam? Co mi to dało, poza wątpliwościami…?
To tylko blog. To tylko słowa. To moje jedyne, o co chce mi się ze sobą walczyć.

Może to ta nagła moda na blogi takie, srakie i owakie cofnęła moje pisanie. Siadło mi na czerepie, że teraz już nie mogę pisać tak, ani tak, ani siak, bo mam bloga, ergo – nie przystoi.

Ale czemu Lena? Czemu?
Aż mnie palce zaswędziały, jak napisałam roszczeniowe czemu, a nie pokorne dlaczego. Na tych nowych blogach nie pisze się „czemu”.

Od kiedy pisanie stało się czymś więcej niż pisaniem?
I czemu?

  • Też tak kiedyś miałam…. pomogło mi to, że kiedy piszę, to wiem, że pierwszy szkic tekstu będzie gównem. Później może coś pozmieniam, może nie, zobaczymy. To daje mi taki… kreatywny flow ;) Nie oceniam siebie kiedy piszę. Nie w danym momencie. To naprawdę magiczne, spróbuj :)

  • Płonę z zawstydzenia. Dziękuję :)

  • Ty akurat w moich oczach masz tę siarczystość i wyrazistość pióra, którą cenię i bardzo lubię i absolutnie nie obnosisz się z prywatą. Nie posądziłabym Cię nawet o takie dylematy :) Sprawiasz wrażenie mocno przemyślanej, ukierunkowanej i zmierzającej w fajną, dobrą, wartościową stronę. Twój blog jest zresztą jednym z niewielu, jaki rzeczywiście regularnie CZYTAM (rzadko jednak komentuje, bo jestem strasznym januszem komentarzy i najczęściej odzywam się dopiero wtedy, jak już żywcem musze coś napisać…).

    Wszystkie sobie nałogowo życzymy, żebyśmy pisały tak, jak nam gra w sercu, a koniec końców się boimy i piszemy rzeczy, z których nie jesteśmy do końca zadowolone. Wtf, co z nami nie tak? :D

  • W zasadzie nie musisz, decyzja zawsze należy do Ciebie. Pytanie tylko, na ile ostatecznie się odważymy :)

  • Nie lubię zmian, więc pewnie zostanę tutaj i będę myśleć co dalej.
    Jeśli poważnie rozważasz powrót do anonimowości – co Cię powstrzymuje? :) Od terapeutycznego pisania mam zeszyt, ale ostatnio zdałam sobie sprawę, że stety niestety, jakoś tak wyszło – bloga też.

  • Jak dla mnie bomba, petarda. Dawno nie miałam takich sążnych rozkmin wieczorową porą :) Jakby co, odpisałam Ci w nowym poście na blogu :x

    Chaos się we mnie wdarł; nie wiem czy coś z tego zrozumiesz.

  • a.

    Wybacz tę prywatę, dopiero jak go dodałam, to zobaczyłam, że jest dłuższy niż Twój post :x

  • Disqus uznał, że normalni ludzie od pisania takich długich komentarzy mają blogi i zakwalifikował Cię jako spamerkę :D Uff, ulżyło mi, że nie przepadł na wieki. To najcenniejszy komentarz, jaki dostałam kiedykolwiek, ale zanim na niego odpiszę, muszę…pomyśleć :)

  • Hola, hola, absolutnie niczego nie usuwałam, ani nie ukrywałam; przeciwnie – Twój komentarz dodał mi otuchy! 3 razy go czytałam w tramwaju i nawet zaczęłam na niego odpowiadać. Zaraz go poszukam w czeluściach disqusach i dowiem się, co się odjaniepawliło :)

  • a.

    Usunęłaś lub ukryłaś mój kilometrowy komentarz i mam cichą nadzieję, że mnie nie znienawidziłaś. Ale czytam sobie tutaj wszystko od początku i aż szkoda, że dopiero teraz, bo trafiłam na Twój własny komentarz pod wpisem o samcach alfa i beta, sprzed 10 miesięcy.
    Lena, słuchaj tamtej Leny, bo dobrze prawi, i tak, pisz odważnie.

  • a.

    Od przedwczoraj (kiedy to przeczytałam Twój post w wannie, bo przecież skoro przelewy można robić podczas kąpieli, to czemu nie czytać blogów) myślę, czy napisać, czy lepiej nie. Ale chyba muszę, szczególnie, że zwróciłaś się do mnie bezpośrednio. I nie będę robić długich wstępów – powiem od razu, że tak, masz rację. I to jest coś, co zauważyłam już jakiś czas temu. I pewnie masz rację również z tym, że sporo się zmieniło z chwilą przejścia na własną domenę – podpisujesz się pod wszystkim oficjalnie i tak jak piszesz – mogą to przeczytać wszyscy, może to czytać Twój pracodawca, Twoi współpracownicy, Twój facet. A plastik-fantastik mogła pisać o wszystkim, o wszystkich, nie przebierając w słowach. Mogła narzekać w dziesięciu wpisach, ale robiła to tak, że na ten jedenasty, choćby też miał być pełen narzekania, też się czekało. Zero przejmowania się co ludzie pomyślą, momentami brutalna lub przejmująca szczerość, momentami słowotwórstwo tak rozbrajające, że zdarzyło mi się śmiać przez kolejny tydzień.
    Nie czytam już blogów. Kiedyś czytałam dużo, teraz czytam tylko Ciebie, bo u Ciebie zawsze było inaczej. Ale trochę już nie jest i nie mówię tego złośliwie, nie uważam też, że wszystkie zmiany są złe. Tylko właśnie, nie czytam blogów, bo wszystkie są takie same. Im większe są i im więcej mają czytelników, tym więcej mają też naśladowców. Zwróciłam na to uwagę po raz pierwszy parę lat temu obserwując kilka szafiarek, które w pewnym momencie zaczęły mi się mylić, bo co z tego że twarz inna, jak wszędzie te same ciuchy z Bershki i Zary. I coś podobnego zauważyć można jeśli chodzi o pisanie. O styl, tematykę i całą tego otoczkę w social mediach. Co z tego, że zdarzy mi się raz na jakiś czas przecztać kilka wpisów na jakimś blogu, skoro to pisanie jest najczęściej tak zwyczajne i tak przezroczyste, że za godzinę nie pamiętam nic? Mam wrażenie, że wszyscy piszą według tych samych podręczników czy poradników. Ma być przystępnie, ma być dużo i często, ma być wszędzie o tym samym, żeby było aktualnie. Byle tylko fejm się zgadzał. A ja się czuję jakbym wszędzie czytała tę samą osobę.
    Zwróciłam się aż z tego wszystkiego do źródeł i poczytałam Twoje stare wpisy na ownlogu i na blogspocie wcześnie, jeszcze anonimowo. „Kim jest plastikova od lat parodiująca swoje życie na blogu?”. Teraz już mniej więcej wiem, ale ta tajemnicza dziewczyna z Krakowa bez konkretnej twarzy, którą można dopasować do liter, miała swój urok. A teraz wiem nawet jak wygląda i czym się zajmuje Twój chłopak i trochę mnie jednak przeraża ta wiedza (tzn. to że ją w ogóle mam, bo internet się przewrócił do góry nogami i stał się paradoksalnie miejscem dużo mniej prywatnym niż real).
    Trochę tej starej Dajany jeszcze w nowej Lenie jest. Tylko nie zakop jej tak całkiem pod tym nowym życiem, bo mimo że zmiany są nieuniknione i potrzebne, to trochę słabo byłoby zgubić siebie po drodze i być jak wszyscy, pisać jak wszyscy.
    A co do Twojego ciągłego szukania dziury w całym – mam wrażenie, że tak naprawdę nikt nie lubi idealnego życia, idealnych ludzi, a ja nie lubię nawet tych wszystkich zdjęć z idealnie ułożonymi jabłkami, produktami na półce w sklepie, czy warzywami pokrojonymi w idealną kostkę. I idealnych instagramów. Bo tak naprawdę nie ma idealnego życia i idealnych ludzi. Perfekcja jest nudna. I czy gdyby tak naprawdę wszystko było idealnie, miałabyś o czym pisać? Z czego się można śmiać i co parodiować będąc idealnym?

    No ale co z tego, co Ci da ten mój słowotok, skoro nadal jest problem. I raczej nie ma tu złotego środka. Bo o czym pisać, jak nie o ludziach, albo o sobie? Wściekną się, obrażą, a do tego będą wiedzieć zdecydowanie za dużo o tym, co się dzieje w Twojej głowie. Z kolei jeśli zaczniesz gdzieś indziej, zupełnie anonimowo, to możesz przez długi czas pisać tylko dla siebie (bo nie oszukujmy się, ludzie mają gdzieś jakość. Byłam mocno zdziwiona jak dowiedziałam się, że „żywotność” postu na facebooku to około 4 godziny. Później pozamiatane. Pod dywan z piętrzących się innych informacji i postów które są o te 4 godziny bardziej aktualne).

    „Dlaczemu, Agato, jesteś taką starą zrzędą w swoim jakże podeszłym wieku lat dwudziestu czterech?” ano chyba dlatemu, że zawsze próbuję znaleźć sposób na zrobienie czegoś lepiej. I nie lubię braku szczerości w tym co się robi. To był główny powód mojego nagłego znielubienia Moniki Brodki.

    Mam nadzieję, że nie przesadziłam ze swoją odpowiedzią i że Cię nie uraziłam. Mam też nadzieję, że nie ma tu takich topornych sformułowań, do których mam tendencję, kiedy mam problem z ubraniem czegoś słowa i czasem można to odebrać odwrotnie niż zamierzyłam. Stresuję się tym bardziej, że przecież też już wiesz jak się nazywam :x
    W razie wątpliwości, wytknij mi i zapytaj czemu tak.

  • Mam tak samo. Tylko chyba jeszcze bardziej (Ty przynajmniej piszesz, ja juz w ogole zdechlam). Pisanie pod nazwiskiem było dobre dla mojej glowy, jako zabieg terapeutyczny, ale blogowi to nie pomogło. :| Tęsknie za anonimowością i poważnie rozważam powrót do pisania pod pseudonimem… Ty tez?

  • Jak ja dobrze to znam. Czytają mnie koleżanki z nowej pracy i osoby ze starej i jeszcze poprzedniej. Czytają mnie koleżanki z podstawówki i gimnazjum. Nie ze wszystkimi chciałabym się dzielić tym, co mam w głowie.

    Nie chcę być swoimi tekstami, szczególnie że moje słowa blogowe są czymś więcej niż Asią, którą znają np.ludzie z pracy. Są Asią, której nie pokazuje czasem nawet bliskim i póki słowa nie były identyfikowane ze mną, to czułam się bardzo wygodnie z pisaniem nawet bardziej osobistych treści. Publikowanie ich pod maską słowa na ławę było bardzo wygodne. ;)

    Czemu muszę przepuszczać słowa przez filtr „co inni pomyślą”? No cóż…

  • Zaśpiewam za Anią Dąbrowską: ‚W głowie mi siedzisz wciąż’! Takie same mam dylematy, zasłaniam się ksywą OlgaEs, ale i tak część ludzi wie, że ja to ja i to spina dupę, głowę i paluchy niemiłosiernie. Przy czym rodzina – poza mężem – o mojej blogowej zajawce nie wie, ale jak im powiem kiedyś (1000 lajków to będzie ten moment:D), to chyba tydzień do kompa nie podejdę, choć nie czuję, że wywalam za dużo prywaty. Ogólnie to trudny temat, ostatnio miałam nocny monolog o tym, ale chłop mi usnął po 30 minutach, więc nauczona traumatycznym doświadczeniem, kończę komentarz, trzymając kciuki byś pisała tak, jak gra Ci w sercu :)

  • Olej konwenanse i pisz jak chcesz i czujesz! <3
    ps. Co to za nowa praca?:)

  • Ja mam to samo, przestałam pisać otwarcie, a zaczęłam pod publikę bo tak wypada. Przecież tego ludzie oczekują, przecież tak się teraz pisze. A gdzie w tym wszystkim autentyczność? Także… Czemu? Czemu w każdym słowie masz rację? Czemu w każdym zdaniu jest tyle prawdy? No czemu? =]