saudade, ale dzisiaj nie mam wątpliwości, za czym tęsknię

Od kil­ku dłu­gich tygo­dni mam taki ścisk w jed­nym z serc i myślę sobie, że to może dla­te­go, że ostat­nio moje życie nie zacho­wu­je się, jak­by rze­czy­wi­ście było moje. Chy­ba że to tyl­ko cia­ło nie nawy­kło do takiej daw­ki ducho­wo­ści i cele­bro­wa­nia głę­bo­kim odde­chem, jaki mu ser­wu­ję inten­syw­nie w ostat­nim cza­sie, ale Dro­gie Cia­ło musi spró­bo­wać zro­zu­mieć, że koniec koń­ców to tyl­ko i aż dla jego dobra.
#czy­taj­da­lej

więcej grzechów nie pamiętam, czyli podsumowanie lutego

Ponie­waż prze­ży­wam wła­śnie kry­zys toż­sa­mo­ści blo­go­wej, nic nie stoi na prze­szko­dzie, by wrzu­cić tu tro­chę zapchaj­dziu­ro­wych tek­stów. Wol­no mi, u sie­bie jestem. A sko­ro sama uwiel­biam czy­tać pod­su­mo­wa­nia innych, pomy­śla­łam, że i ja zbio­rę do kupy luto­we szcze­gół­ki, o któ­rych za rok o tej porze być może chcia­ła­bym pamię­tać.
#czy­taj­da­lej

skowyt #4

lena wadera

Na jego widok sta­nę­łam jak wry­ta.
Wstrzy­ma­łam oddech, prze­łknę­łam śli­nę, roz­sze­rzy­ły mi się źre­ni­ce.
On też się nie ruszał.
On też nie wie­dział, gdzie się podziać.
Ode­zwać się, wymi­nąć mnie, odejść w prze­ciw­ną stro­nę?
Musia­łam pod­jąć decy­zję za nas obo­je.
Obró­ci­łam się jak w zwol­nio­nym tem­pie; na tyle, na ile pozwa­la­ły na to szu­mią­ce klat­ki wspo­mnień w mojej gło­wie.
I ode­szłam.
Trzę­słam się jak cho­le­ra.
Cie­ka­we, czy widział.
Cie­ka­we, czy o nas pamię­tał.
#czy­taj­da­lej

mam jedno ciepłe wspomnienie z mamą

Nie może­my być razem, bo za bar­dzo cię lubię i życie poka­za­ło mi już, że w tej kon­fi­gu­ra­cji to się nie może udać.
Im bar­dziej cię lubię, tym bar­dziej cię stra­cę, kie­dy cię stra­cę. Wie­dzia­łeś?

Mam jed­no cie­płe wspo­mnie­nie z mamą.
Takie, któ­re — podej­rze­wam — w rów­nym stop­niu zaska­ku­je i mnie, i ją.
#czy­taj­da­lej

#4. od A do ZEN. C jak CHAOS

od a do zen. c jak chaos

Wpa­dam do domu wście­kła jak osa, ciskam rze­cza­mi, nie­wie­le o nich myśląc; kot się boi, bo nicze­go nie rozu­mie, a ja go mam samo­lub­nie w nosie. Sia­dam na środ­ku łóż­ka, cięż­ko oddy­cham, myślę, jak bar­dzo życie mi się dzi­siaj nie uda­ło. Jak bar­dzo nie­udol­nie za wszyst­ko się zabra­łam. Jak bar­dzo nie umiem się roz­pę­dzić w pra­cy. Jak bar­dzo się wście­kam, że jestem uczu­lo­na na mle­ko i nie mogę sobie popra­wić humo­ru pierw­szym lep­szym bato­ni­kiem ze skle­pu pod blo­kiem. Jak bar­dzo chce mi się z tego pła­kać, cho­ciaż na łzy też jestem wście­kła, wiec trzy­mam je w nie­wo­li kąci­ków moich oczu. Oddy­cham cięż­ko, w zasa­dzie zapo­mi­nam, na co tak bar­dzo się wście­ka­łam. I wście­kam się jesz­cze bar­dziej, a naj­bar­dziej o to nie­uza­sad­nio­ne wście­ka­nie.
Śmiet­nik. Mam w gło­wie śmiet­nik. Za dużo myślę o rze­czach, któ­re nie zasłu­gu­ją na moją uwa­gę.
Cha­os, mam w gło­wie cha­os. Za mało pie­lę­gnu­ję myśli, po któ­rych się uśmie­cham.

#czy­taj­da­lej