co byś zrobiła, gdybyś się nie bała?

Mam teraz trochę wolnego i nocami nie mogę zasnąć, więc przepraszam się gorączkowo ze Szklanym kloszem Sylvii Plath. Prawdopodobnie niesłusznie spisałam tę powieść na straty kilka lat temu. Już nie pamiętam, co mnie wtedy w niej tak drażniło, ale chyba wyzierający zewsząd banał. Banał, który po samobójczej śmierci autorki przeistoczył się w literacki geniusz (i jeszcze słowo prestidigitator, którego tam użyła, a którego wtedy nie znałam, ale było piękne, choć surowe i brzmiało po niemiecku). Może z wiekiem moje zahibernowane emocje postanowiły się roztopić i zrobiło mi się jej naprawdę żal. Gdyby tu była, pogłaskałabym ją po policzku i uśmiechnęłabym się do niej ciepło, pobłażliwie. Potem poszłybyśmy w tany i popełniłybyśmy mnóstwo głupstw, aż odechciałoby jej się tego śmiesznego umierania.

#czytajdalej