skowyt #3

skowyt #3

Wró­ci­łam do domu, zrzu­ci­łam z sie­bie w przed­po­ko­ju wszyst­kie ubra­nia i poszłam pro­sto pod prysz­nic. To było jedy­ne, co umia­łam z sie­bie jesz­cze świa­do­mie wykrze­sać.
Prze­bra­łam się w domo­we łachy, wiesz któ­re, ten spra­ny nie­bie­ski swe­ter, któ­ry nale­żał do moje­go zmar­łe­go, te getro­po­dob­ne gacie z dziw­nym wzor­kiem i skar­pet­ki z pierw­szą dziur­ką na lewej pię­cie. Wczoł­ga­łam się do łóż­ka i tak już zosta­łam. Leża­łam nie­ru­cho­mo, oddy­cha­łam głę­bo­ko i słu­cha­łam ciszy.
#czy­taj­da­lej

przed snem huśtam się na twoim pasku od spodni

przed snem

Mówi­łeś, że mogę pro­wa­dzić podwój­ne życie. Takie w ser­cu i na chod­ni­ku. Że to nie będzie mia­ło żad­ne­go zna­cze­nia, dopó­ki będę obec­na na obu tych płasz­czy­znach i nikt nie poczu­je się spe­cjal­nie skrzyw­dzo­ny. Cza­sa­mi to się spraw­dza, cza­sa­mi nie. Cza­sa­mi odpo­wie­dzi cisną się na język same.
Nie wiem, w co wie­rzyć, ale wiem, że mogę wie­rzyć tobie.
#czy­taj­da­lej

skowyt #1

skowyt
Wie­dzia­łem, że tak to się skoń­czy. Że pew­ne­go dnia wsta­nie i trza­śnie drzwia­mi. Że już do mnie nie wró­ci. Zacho­wu­je­my się, jak­by mię­dzy nami nicze­go nie było, cho­ciaż nasze ukrad­ko­we spoj­rze­nia mówią co inne­go. Oczy nie pod­da­ją się mani­pu­la­cjom cia­ła.

#czy­taj­da­lej

w poszukiwaniu wytrąconej kobiecości

Wra­ca­łam do domu zyg­za­kiem, nie­pew­nie sta­wia­jąc kro­ki, a w płasz­czu mia­łam źle zapię­ty guzik. Całą dro­gę myśla­łam tyl­ko o tym, że jeśli zaraz nie wybuch­nę pła­czem, to umrę i żad­na siła ludz­ka czy z kosmo­su nie zdo­ła mnie ponow­nie wskrze­sić. Nie byłam smut­na. Nie byłam roz­cza­ro­wa­na. I nic mnie nie bola­ło.

Jak to szło?

a zawsze tak jest, że miłość nie zna swej głę­bi aż do momen­tu roz­sta­nia

#czy­taj­da­lej