znowu śnią mi się jakieś kosmosy

Zno­wu śnią mi się jakieś kosmo­sy; naj­pierw ten popa­pra­niec wyła­zi mi z trze­wi, spod skó­ry, z trze­cie­go oka, ze szpi­ku kost­ne­go, napraw­dę nie wiem, gdzie się scho­wał, ale sie­dzi i wyła­zi zawsze jak w zegar­ku, środ­kiem nocy, gdy jestem naj­bar­dziej podat­na na zra­nie­nia.
#czy­taj­da­lej

zasługujemy na odrobinę więcej

Wystar­czy­ły dwa dni wśród ludzi, żebym skon­sta­to­wa­ła, że to wszyst­ko nic nie war­te, nale­ży odwró­cić się na pię­cie i uciec. O ile orga­ni­zo­wa­nie komuś rze­czy jest cał­kiem zno­śne, o tyle orga­ni­zo­wa­nie cudze­go życia — już nie. Nie moż­na we mnie pokła­dać tak dra­stycz­nych nadziei.
#czy­taj­da­lej