porozmawiajmy o seksie

Ja to bym chciała osiągnąć wreszcie ze sobą jakąś spójność. Na dzień dzisiejszy jesteśmy dwie, czyli co najmniej o półtorej za dużo. Nie lubię tej drugiej. Znam ją na wylot, ale męczy mnie ta jej ciągła potrzeba udowodnienia mi, że nie jestem na nic gotowa. Coraz częściej łapię się na tym, że rozważam nad skrajnie abstrakcyjnymi kwestiami, których nigdy nie będę w stanie przełożyć na rzeczywistość. I tak na przykład od piątku próbuję rozwikłać egzystencjalną zagadkę pt. „jak zatrzymać czas”. Albo jak go cofnąć. Albo może jak wcale nie chcieć, żeby stał. Mądrzy ludzie powtarzają mi, że głupotą jest karmić głowę złudzeniami, a ja uparcie im nie wierzę. Jasny Jezu, przecież tęsknota bierze się z głowy, nie z serca.

#czytajdalej

robię sobie z mózgu księżyc

robię sobie z mózgu księżyc

Życie jest bardzo proste od momentu, kiedy dowiadujesz się, czego chcesz. Księżyc mi często lubił tłumaczyć, że jak sobie ponakłuwa, ponacina i ponagryza, to wszystko staje się krystaliczne – jakby ten cały splot myśli kumulował swoją toksyczną energię w skontrolowanych przez niego fragmentach skóry i ciała. Wszystko sprowadza się do poczucia kontroli, niezależnie od tego, czy te wnioski wysnuwa zdrowa, czy chora głowa. Jego głowa była gdzieś pomiędzy.

#czytajdalej

mam na imię Lena i chciałabym się z tobą przespać

Lena Wadera
Bywa, że napiszę coś nadmiernie ckliwego. Czasem się skrzywię i wymamrotam dziesięć zdrowasiek za swoją grafomańską duszę, a niekiedy zaskoczę samą siebie jakąś celną puentą, z którą nawet nie do końca się zgadzam (serio? ja to powiedziałam???). Na tym chyba polega pisanie bloga. Marzymy sobie cichutko, żeby te treści były merytorycznie poprawne i jakościowo fantastyczne, ale w ostatecznym rozrachunku blog jest tylko uwspółcześnioną wersją aplikacji o nazwie „kochany pamiętniczku”.

Lubię myśleć, że słowa nie mają przede mną żadnych tajemnic. Ale wiem, że mają.
I dlatego wciąż nie przestałam pisać.