kochany pamiętniczku

kochany pamiętniczku
Wcho­dzę do two­je­go domu z pust­ką w środ­ku. Dzi­siaj to ja zaj­mu­ję się psem. Mówi­łeś, że zawsze mogę tam przyjść, jeśli poczu­ję się niczy­ja. Pie­seł z rado­ści na mój widok nie­mal­że zwa­la mnie z nóg, bo moja oso­ba jest jedy­nym, co go łączy z two­ją nie­obec­no­ścią. Może myśli, że sko­ro jestem ja, za moment do domu wej­dziesz i ty. Mer­da ogo­nem i patrzy z rado­snym ocze­ki­wa­niem na drzwi. Jego spoj­rze­nie jest tak prze­ko­ny­wu­ją­ce, że przez chwi­lę nawet ja łapię się tej złud­nej nadziei.

#czy­taj­da­lej

kiedy Harry poznał Charlotte

 To był naj­dziw­niej­szy syl­we­ster w całym moim życiu, cho­ciaż poprzed­nich nawet nie pamię­tam.

Dzień wcze­śniej wylą­do­wa­łam w szpi­ta­lu z oka­zji zła­pa­nia paskud­nej mie­szan­ki gry­py, angi­ny i oko­ło­po­dob­nych wiru­sów. Zda­łam sobie tam spra­wę z nie­co­dzien­nych rze­czy i pod­ję­łam pew­ne decy­zje, któ­rych rano nie mia­łam już siły się trzy­mać (nie cho­dzi wca­le o jedze­nie, tyl­ko o męż­czy­znę).

#czy­taj­da­lej

porozmawiajmy o seksie

Ja to bym chcia­ła osią­gnąć wresz­cie ze sobą jakąś spój­ność. Na dzień dzi­siej­szy jeste­śmy dwie, czy­li co naj­mniej o pół­to­rej za dużo. Nie lubię tej dru­giej. Znam ją na wylot, ale męczy mnie ta jej cią­gła potrze­ba udo­wod­nie­nia mi, że nie jestem na nic goto­wa. Coraz czę­ściej łapię się na tym, że roz­wa­żam nad skraj­nie abs­trak­cyj­ny­mi kwe­stia­mi, któ­rych nigdy nie będę w sta­nie prze­ło­żyć na rze­czy­wi­stość. I tak na przy­kład od piąt­ku pró­bu­ję roz­wi­kłać egzy­sten­cjal­ną zagad­kę pt. „jak zatrzy­mać czas”. Albo jak go cof­nąć. Albo może jak wca­le nie chcieć, żeby stał. Mądrzy ludzie powta­rza­ją mi, że głu­po­tą jest kar­mić gło­wę złu­dze­nia­mi, a ja upar­cie im nie wie­rzę. Jasny Jezu, prze­cież tęsk­no­ta bie­rze się z gło­wy, nie z ser­ca.

#czy­taj­da­lej

robię sobie z mózgu księżyc

robię sobie z mózgu księżyc

Życie jest bar­dzo pro­ste od momen­tu, kie­dy dowia­du­jesz się, cze­go chcesz. Księ­życ mi czę­sto lubił tłu­ma­czyć, że jak sobie pona­kłu­wa, pona­ci­na i pona­gry­za, to wszyst­ko sta­je się kry­sta­licz­ne — jak­by ten cały splot myśli kumu­lo­wał swo­ją tok­sycz­ną ener­gię w skon­tro­lo­wa­nych przez nie­go frag­men­tach skó­ry i cia­ła. Wszyst­ko spro­wa­dza się do poczu­cia kon­tro­li, nie­za­leż­nie od tego, czy te wnio­ski wysnu­wa zdro­wa, czy cho­ra gło­wa. Jego gło­wa była gdzieś pomię­dzy.

#czy­taj­da­lej