polemika dawnego Plastika, czyli Lena, pisz odważnie cz. 2

Ostat­nim postem przez przy­pa­dek roz­pę­ta­łam egzy­sten­cjal­ną burzę w sobie — i w Was.
Zwró­ci­łam się w nim m.in. do Aga­ty, wie­lo­let­niej czy­tel­nicz­ki moich dotych­cza­so­wych blo­gów, po moral­ne­go kopa w dupę, a Aga­ta sta­nę­ła na wyso­ko­ści zada­nia i wspa­nia­le mi odpi­sa­ła (i moral­nie doko­pa­ła!).
Wrzu­cam Wam jej komen­tarz, a niżej moją cha­otycz­ną pró­bę odpo­wie­dzi.
Aga­ta, obyś nie mia­ła mi tego za złe! :)
#czy­taj­da­lej

uciec, ale donikąd

Sie­dzę przy otwar­tym oknie, za któ­rym jak na miej­ską sce­ne­rię widać napraw­dę spo­ro zie­le­ni. Zwi­nię­ta w koc z wize­run­kiem wil­ka, któ­ry dosta­łam na uro­dzi­ny od przy­ja­cie­la, stu­kam w kla­wia­tu­rę kom­pu­te­ra. Dooko­ła mnie niczym nie­zmą­co­na cisza. Tyl­ko kot pomru­ku­je zado­wo­lo­ny, wygrze­wa­jąc się na moich kola­nach. Wszyst­ko jest dzi­siaj kadrem z fil­mu, któ­ry w chłod­ny wie­czór zapew­ne chcia­ła­bym obej­rzeć.

#czy­taj­da­lej