dzień świstaka, ustawiczna fatamorgana

dzień świstaka
Budzę się środ­kiem nocy, wiem tyl­ko, że śni mi się coś dziw­ne­go. Led­wo patrzę na oczy spod zasy­pa­nych pia­skiem powiek, ale nie mogę oprzeć się poku­sie i się­gam po tele­fon. Może to znak? Może duchy rze­czy­wi­ście ist­nie­ją.
Zero nowych wia­do­mo­ści.
Zero nie­ode­bra­nych połą­czeń.
Żad­nych powia­do­mień.

#czy­taj­da­lej

samiec alfa vs. pierdoła beta vs. ja

samiec alfa
Oczy zamknię­te, oczy otwar­te — widzę nic; jestem zablo­ko­wa­na.
Za zamknię­ty­mi powie­ka­mi męż­czyź­ni. W lewym naroż­ni­ku Wani­lio­wy, któ­ry kica za mną jak zają­czek i weso­ło mer­da na mój widok ogon­kiem. W pra­wym naroż­ni­ku Księ­ży­co­wy, któ­ry tak po pro­stu mnie nie chce, bo nie i już, i lepiej z tym nie han­dluj, mała. A ja pomię­dzy nimi, tak bar­dzo zobo­jęt­nia­ła.

#czy­taj­da­lej

skowyt #1

skowyt
Wie­dzia­łem, że tak to się skoń­czy. Że pew­ne­go dnia wsta­nie i trza­śnie drzwia­mi. Że już do mnie nie wró­ci. Zacho­wu­je­my się, jak­by mię­dzy nami nicze­go nie było, cho­ciaż nasze ukrad­ko­we spoj­rze­nia mówią co inne­go. Oczy nie pod­da­ją się mani­pu­la­cjom cia­ła.

#czy­taj­da­lej