SHARE WEEK 2018, czyli blogi które czytam i polecam

Doko­na­łam dzi­siaj naj­trud­niej­sze­go dla mnie w cyber­ko­smo­sie wybo­ru. W tym roku wygrał rozum, nie ser­ce.

Ponie­waż od stycz­nia skrę­ca­ło mnie z nie­zde­cy­do­wa­nia, któ­re blo­gi zgło­sić do Sha­re Weeka i czy w ogó­le brać udział, w pew­nym momen­cie się pod­da­łam i pokie­ro­wa­łam się chłod­ną kal­ku­la­cją: zada­łam sobie trud i prze­je­cha­łam się po wszyst­kich dotych­cza­so­wych zgło­sze­niach, zazna­cza­jąc ilość gło­sów, któ­re padły na moich uni­wer­sal­nych ulu­bień­ców.

Osta­tecz­nie do moje­go for­mu­la­rza wej­dą ci, któ­rzy na ten moment mają naj­więk­szą szan­sę na wyróż­nie­nie lub otrzy­ma­ły już jakie­kol­wiek gło­sy. Ser­ce w poro­zu­mie­niu z rozu­mem.

No, wiem, że jestem dziw­na, ale jeśli mój jeden i tak nie­zde­cy­do­wa­ny głos ma komuś pomóc w pro­mo­cji, to cze­muż to, ach cze­muż nie? Poza tym ja napraw­dę lubię spać w mia­rę spo­koj­nie.

Niniej­szym do for­mu­la­rza wędru­ją:

Z neta wzię­te — po pierw­sze dla­te­go, że pry­wat­nie bar­dzo Olgę lubię, co jest o tyle nie­ty­po­we, że pry­wat­nie to my się w ogó­le nie zna­my. Ale po co to roz­trzą­sać, sko­ro czu­ję tak, jak­by­śmy się zna­ły. Po dru­gie dla­te­go, że jest jed­ną z trzech dziew­czyn, któ­re od zeszłej edy­cji Sha­re Weeka w moich oczach roz­wi­nę­ły się naj­moc­niej (w moich oczach — fra­za klucz. Wbrew pozo­rom nie obser­wu­ję całej blo­gos­fe­ry). A po trze­cie dla­te­go, że to jeden z nie­wie­lu blo­gów, z któ­ry­mi jestem na bie­żą­co, na któ­re dobrze mi się wra­ca i któ­re świet­nie się czy­ta. Olga to mój czło­wiek, a moich czło­wie­ków w inter­ne­tach wca­le tak wie­lu nie ma.

Sło­wo na ławę — Asię „znam” naj­kró­cej, a jed­nak to ona zaska­ku­je mnie naj­moc­niej. Pomi­mo ogni­stej czu­pry­ny wyda­je się być dziew­czy­ną z sąsiedz­twa, scho­wa­ną w swo­ich skru­pu­lat­nie utka­nych sło­wach. Ja bar­dzo lubię takie dziew­czy­ny i takie sło­wa, przez któ­re mogę swo­bod­nie pły­nąć i poty­kać się o fra­zy, o któ­rych myślę „o, jak to ład­nie napi­sa­ne”. Bra­ku­je mi podob­nych blo­gów na wido­ku. Daj­cie namia­ry, jak jakieś jesz­cze macie.

Piąt­ko­wy Kącik Nie­na­wi­ści dla Ludz­ko­ści — Ania pew­nie myśli, że już daw­no o niej zapo­mnia­łam, ale niech sobie myśli, co chce, byle­by pamię­ta­ła, że obser­wu­ję jej poczy­na­nia na odle­głość i napraw­dę moc­no jej kibi­cu­ję. To dru­ga blo­ger­ka, któ­ra od ostat­niej edy­cji Sha­re Weeka pięk­nie się (w moich oczach! patrz wyżej) roz­wi­nę­ła. Jeśli myśli­cie, że Ania ocie­ka sar­ka­zmem, to ja Wam mówię, że jest odwrot­nie. To sar­kazm ocie­ka Anią. I wraż­li­wość, któ­rej, pomi­mo burz, pomi­mo łez, nadal w niej peł­no. W jej wywo­dach za wie­le się nie udzie­lam, bo jestem na suro­wej die­cie infor­ma­cyj­nej, a Ania lubi w iście nie­rze­tel­nym sty­lu komen­to­wać wie­ści z całe­go świa­ta. Doce­niam tre­ści, któ­re, z racji swo­ich infor­ma­cyj­nych bra­ków, nie zawsze rozu­miem, ale jesz­cze bar­dziej doce­niam żar­li­wość języ­ka. I cie­szę się, że widać ją w blo­gos­fe­rze coraz bar­dziej.

Wia­dom­ka, że jak się jest mną, to na trzech blo­gach się nie skoń­czy.

Czwar­tą dziew­czy­ną-petar­dą, któ­ra zasłu­gu­je na litry pącz­ków i szam­pa­na, i któ­ra pięk­nie w cią­gu tego roku roz­ło­ży­ła skrzy­dła, to Mag­da z blo­ga Dopra­co­wa­ni. Uwiel­biam jej uro­cze poczu­cie humo­ru i to, z jaką pasją doda­je pew­no­ści sie­bie kobie­tom na roz­ma­itych ryn­kach i rynecz­kach pra­cy. Na doda­wa­niu otu­chy się nie koń­czy, bowiem Mag­da pod­rzu­ca też narzę­dzia, goto­we roz­wią­za­nia, pro­ti­py, life­hac­ki i inne kung-fu i dżu-dżit­su, dzię­ki któ­rym kobie­ty kształ­tu­ją w sobie zdro­we prze­ko­na­nia o swo­jej nie­za­prze­czal­nej war­to­ści i fan­ta­stycz­no­ści. Mag­da to dla mnie defi­ni­cja Kobie­ty Mul­ti­po­ten­cjal­nej. Podej­rze­wam, że nie star­czy jej pal­ców u obu rąk, by wymie­nić, czym się zaj­mu­je, a naj­lep­sze jest to, że za co się nie weź­mie, robi to na 200%. I tym wszyst­kim nie­rzad­ko dzie­li się z nami.

A teraz wspo­mnę o wszyst­kich (albo pra­wie wszyst­kich; dam gło­wę, że z moją skle­ro­zą kogoś pomi­nę…), o któ­rych bar­dzo cie­pło pamię­tam. „Pamię­tam” wca­le nie zna­czy, że regu­lar­nie czy­tam i daję zna­ki, że jestem. Nie będę Wam mydlić oczu, że jestem na bie­żą­co z każ­dym Waszym postem. Fejs­bu­ka nie mam już ani na tele­fo­nie, ani w zakład­kach kom­pu­te­ra (sic!), czy­li odwie­dzam go, jak aku­rat sobie o nim przy­po­mnę. Zatem infor­ma­cje o Waszych nowych tre­ściach docie­ra­ją do mnie z ultra opóź­nie­niem. A i odzy­wam się też wyłącz­nie wte­dy, gdy już napraw­dę mam coś do powie­dze­nia. Musia­łam pod­jąć w koń­cu ego­istycz­ną decy­zję i sku­pić się na wła­snej gło­wie.

Pod­czy­tu­ję, doce­niam, sza­nu­ję, inspi­ru­ję się i pole­cam w kolej­no­ści dowol­nej:
Para­pet Lite­rac­ki, Par­ty­zant­ka, Jakub­Pe, Zen­Blog, Kło­siń­ski, Pier­wiast­ki, Rien­na­he­ra, Kac­Kil­ler, Pią­ty­Po­kójDziew­czy­na­od­pi­sa­nia, One­Lit­tle­Smi­le, MniejNiż100słów, MsFo­rest, Wild Rocks, Vegan Island.

Wię­cej blo­gów nie pamię­tam, wszyst­kie ści­skam czu­le.

Buziacz­ki,
Wasza dzi­ku­ska

ZapiszZapisz

ZapiszZapisz

Tags