pokój u Jakuba

pokój Jakuba

Jakub mieszka w lesie. U Jakuba życie toczy się gdzie indziej. I słowa padają też inaczej, ale tylko wtedy, gdy są absolutnie konieczne. Woda jest tu ciepła dopiero, gdy ktoś o niej pomyśli wcześniej i ją zagrzeje. W kominku trzaska wesoło maleńki ogień, a na stoliku zawsze paruje jakiś kubek ze słodką cieczą. Utarło się wśród Wilków, że na tę przystań wołamy roboczo podręczne Bieszczady.

Jeśli płynie tutaj jakiś czas, to w tempie rozkosznego adagio, a wszędobylska cisza rozbrzmiewa kojącymi dźwiękami pianissimo possible. Jakub zabiera mi telefon, ilekroć zerkam do niego ze zmarszczonym czołem. Potem z groźną miną stawia na stoliku przy łóżku cytrynowe ciastka, których tak nienawidzę, i każe mi pisać dalej. Rzucam teatralnym fochem, ale w głębi serca oddycham z ulgą i wdzięcznością (telefon komórkowy = pochopnie wysłane esemesy = festiwal bólu dupy). Pies Jakuba, Batman, pomimo mojej permanentnej dezaprobaty, lubi lizać stopy. Jest nieposłuszny, ale zawsze na hasło „Batman, gdzie jest Robin?!” rzuca się w pościg za własnym ogonem.

Zewnętrzny świat nie ma tutaj prawa wstępu. Jakuba nie interesują twoje problemy, tylko wspólna kontemplacja ciszy. Milczy tak długo i dosadnie, aż za jego przykładem pójdzie reszta ochoczo zgromadzonych. Czasem gdzieś z dalekiego kąta kuchni dobiega nas ledwo słyszalna ambientowa fonia.

– Jakub, muszę wracać do domu
– jeszcze nie musisz

Tags