pani Dalloway powiedziała, że sama kupi kwiaty

Są na tym świe­cie trzy kobie­ty, któ­re od zawsze mnie fascy­no­wa­ły: Mari­lyn Mon­roe, Vir­gi­nia Woolf i Mari­na Abra­mo­vić*. Łączą w sobie trzy cechy, któ­re moim skrom­nym zda­niem sta­no­wią peł­nię kobie­ty — pięk­no, inte­lekt i artyzm łama­ny przez popa­prań­stwo. Masz racje, powyż­sza opi­nia jaw­nie zde­ma­sko­wa­ła moją płyt­kość widze­nia świa­ta, ale to tyl­ko ja — mnie się takie rze­czy wyba­cza. 

#czy­taj­da­lej

dwunastu braci, wierząc w sny, zbadało mur od marzeń strony*

A pamię­tasz, jak sie­dzie­li­śmy do póź­na i roz­wo­dzi­li­śmy się nad bez­sen­sow­no­ścią domnie­my­wań na tema­ty poli­ty­ki i ist­nie­nia? Jak prze­pi­ja­li­śmy wód­kę piwem bez żad­nych fizycz­nych ani psy­chicz­nych kon­se­kwen­cji i budzi­li­śmy się rano wśród obcych ludzi? Ludzi, któ­rzy — choć obcy i nowi — w tych krót­kich momen­tach byli nam naj­bliż­si?

#czy­taj­da­lej

gwałcę replay jak Reksio szarpie szynkę od Zbyszka 3 cytryny

Sie­dzi­my kul­tu­ral­nie w Sto­wa­rzy­sze­niu Gmin i Powia­tów Mało­pol­ski na Grodz­kiej i w skrom­nym kółecz­ku roz­pra­wia­my na temat Kal­kwer­ku, pró­bu­jąc zin­ter­pre­to­wać m. in. rysu­nek na ścia­nie poja­wia­ją­cy się w któ­rejś­tam godzi­nie spek­ta­klu i wymie­nia­jąc się suge­styw­ny­mi komen­ta­rza­mi, że ten pan pro­fe­sor, któ­ry nie chce wpu­ścić Kon­ra­da do środ­ka, w życiu pry­wat­nym jest oso­bą pry­wat­ną same­go Kry­stia­na Lupy.

#czy­taj­da­lej

wszyscy mamy swoją banię

Do śnia­da­nia, tuż przed siód­mą rano, musi być kawa, zie­lo­na her­ba­ta i musu­ją­ca mul­ti­wi­ta­mi­na roz­pusz­czo­na w let­niej wodzie. Hiper­na­wod­nio­na pod­łą­czam uszy do swo­je­go tele­fo­nu i syn­chro­ni­zu­ję się z odświe­żo­ną play­li­stą na spotify’u.
Wycho­dzę z klat­ki i machi­nal­nie kie­ru­ję gło­wę na pół­noc­ny-zachód naprze­ciw­le­głe­go blo­ku, pró­bu­jąc doj­rzeć jakiej­ko­wiek for­my życia za zasło­nię­tym nie­bie­ski­mi role­ta­mi oknem. Po ułam­ku sekun­dy przy­po­mi­nam sobie, że cała prze­szłość już daw­no z tego okna ule­cia­ła, a we mnie zamiast wspo­mnień tli się — z jakie­goś powo­du wciąż żywy i wyczu­wal­ny na języ­ku — nie­smak (bo dla­cze­go coś tak ludz­kie­go i ład­ne­go koń­czyć tak nie­ludz­ko i nie­ład­nie?).

#czy­taj­da­lej