kiedy Harry poznał Charlotte

 To był naj­dziw­niej­szy syl­we­ster w całym moim życiu, cho­ciaż poprzed­nich nawet nie pamię­tam.

Dzień wcze­śniej wylą­do­wa­łam w szpi­ta­lu z oka­zji zła­pa­nia paskud­nej mie­szan­ki gry­py, angi­ny i oko­ło­po­dob­nych wiru­sów. Zda­łam sobie tam spra­wę z nie­co­dzien­nych rze­czy i pod­ję­łam pew­ne decy­zje, któ­rych rano nie mia­łam już siły się trzy­mać (nie cho­dzi wca­le o jedze­nie, tyl­ko o męż­czy­znę).

#czy­taj­da­lej

głęboko w głowie mgła przykrywa myśli

głęboko w głowie mgła przykrywa myśli

- Lena, podasz mi łado­war­kę? Chy­ba przed wyj­ściem muszę nakar­mić tele­fon, bo jak zaczną do mnie…

Nie słu­cham go uważ­nie; prze­sie­wam jego sło­wa, bo w naj­więk­szym roz­tar­gnie­niu ple­cie o dupie mary­nie, ale bar­dziej do sie­bie niż do mnie. Machi­nal­nie wygrze­bu­ję kabel z pudeł­ka i kła­dę go na sto­li­ku razem z kub­kiem chłod­nej już — od cią­głe­go prze­sta­wia­nia — kawy.

#czy­taj­da­lej

porozmawiajmy o seksie

Ja to bym chcia­ła osią­gnąć wresz­cie ze sobą jakąś spój­ność. Na dzień dzi­siej­szy jeste­śmy dwie, czy­li co naj­mniej o pół­to­rej za dużo. Nie lubię tej dru­giej. Znam ją na wylot, ale męczy mnie ta jej cią­gła potrze­ba udo­wod­nie­nia mi, że nie jestem na nic goto­wa. Coraz czę­ściej łapię się na tym, że roz­wa­żam nad skraj­nie abs­trak­cyj­ny­mi kwe­stia­mi, któ­rych nigdy nie będę w sta­nie prze­ło­żyć na rze­czy­wi­stość. I tak na przy­kład od piąt­ku pró­bu­ję roz­wi­kłać egzy­sten­cjal­ną zagad­kę pt. „jak zatrzy­mać czas”. Albo jak go cof­nąć. Albo może jak wca­le nie chcieć, żeby stał. Mądrzy ludzie powta­rza­ją mi, że głu­po­tą jest kar­mić gło­wę złu­dze­nia­mi, a ja upar­cie im nie wie­rzę. Jasny Jezu, prze­cież tęsk­no­ta bie­rze się z gło­wy, nie z ser­ca.

#czy­taj­da­lej

robię sobie z mózgu księżyc

robię sobie z mózgu księżyc

Życie jest bar­dzo pro­ste od momen­tu, kie­dy dowia­du­jesz się, cze­go chcesz. Księ­życ mi czę­sto lubił tłu­ma­czyć, że jak sobie pona­kłu­wa, pona­ci­na i pona­gry­za, to wszyst­ko sta­je się kry­sta­licz­ne — jak­by ten cały splot myśli kumu­lo­wał swo­ją tok­sycz­ną ener­gię w skon­tro­lo­wa­nych przez nie­go frag­men­tach skó­ry i cia­ła. Wszyst­ko spro­wa­dza się do poczu­cia kon­tro­li, nie­za­leż­nie od tego, czy te wnio­ski wysnu­wa zdro­wa, czy cho­ra gło­wa. Jego gło­wa była gdzieś pomię­dzy.

#czy­taj­da­lej

pokój u Jakuba

pokój Jakuba

U Jaku­ba życie toczy się gdzie indziej. I sło­wa pada­ją też ina­czej, ale tyl­ko wte­dy, gdy są abso­lut­nie koniecz­ne. Woda jest tu cie­pła dopie­ro, gdy ktoś o niej pomy­śli wcze­śniej i ją zagrze­je. W komin­ku trza­ska weso­ło maleń­ki ogień, a na sto­li­ku zawsze paru­je jakiś kubek ze słod­ką cie­czą. Utar­ło się wśród Wil­ków, że na tę przy­stań woła­my robo­czo pod­ręcz­ne Biesz­cza­dy.

#czy­taj­da­lej