Norwegian Wood – zawiodłam się na tobie, Murakami

To taka nawet nie recenzja, tylko gorzka, spontaniczna refleksja po przeczytaniu Norwegian Wood – Haruki Murakamiego. Długo myślałam, czy w ogóle ją publikować, bo jest totalnie nie w aktualnym stylu mojego bloga, ale Murakami tak mnie wkurwił, że chyba bardziej nie mógł i po przeczytaniu ostatniego słowa – jak nigdy – od razu zabrałam się za pisanie.

Uprzedzam – moja pisanina pełna będzie spoilerów i kretyńskich uwag, z którymi – tak przypuszczam – jakieś 85% świata totalnie się nie zgodzi. Całe szczęście zatem, że zagląda tu jakiś nanoprocent nanoprocenta ludzkości.

Zacznę od jasnej strony literackiej mocy, bo jak odkręcę kranik z tym, co mnie wewnętrznie poszarpało, to mogę nigdy nie skończyć pisać…

Murakami to niewątpliwie świetny pisarz. Wie, jak posługiwać się słowem, jak w pozornie melancholijnej powieści budować dramaturgię i snuć historię, którą ma się ochotę poznawać i czytać. Przez sam ten fakt prawdopodobnie dam mu jeszcze jedną szansę.

Ale albo nie wie nic o kobietach, albo w jego japońskim świecie kobiety są jakimiś skończonymi idiotkami, których życiowym celem jest czekanie z wypiekami na polikach, aż będą mogły obciągnąć swojemu facetowi. Mało tego – zachowują się przy tym jak trzynastki żywcem wyjęte z animacji hentai: „ooo, jaki duży! ojejku, jejku, na pewno się nie zmieści!”.

Gdzieś do połowy książka zdawała się milusia, sympatyczna, uroczo-ponura, miękka, do przeczytania, do przeżywania, do wczucia się w sytuację głównych postaci i ogólnie na tak. Miała dobre momenty, których już nie pamiętam, bo przysłoniły je kretyńskie, szowinistyczne wstawki, które doprowadzały mnie na skraj rozpaczy.

Historia kręci się generalnie wokół Watanabe i jego rozterek związanych z poranionymi i pokręconymi panienkami.

Naoko ma depresje albo schizofrenię, do końca nie wiadomo; Midori jest rozwrzeszczaną wariatką, która w głowie ma wyłącznie sado-maso; Reiko jest 19 lat starszą przyjaciółką i opiekunką z sanatorium Naoko, w dodatku kiedyś prawie zgwałciła ją trzynastolatka. Hmmm.

Watanabe jest świetny. Naprawdę, zawsze wie, co zrobić, co powiedzieć, kiedy pomóc, kiedy się przymknąć. Jest szarmancki, świetnie wychowany, a jak ma jakiś problem i chcice, to idzie się przespać z jakąś przygodną panną i życie toczy się dalej.

W telegraficznym skrócie o postaciach:

Watanabe – ledwo 20-letni Bohater Narodowy Trudnych Kobiet. Nawet jak je rani, to tak je rani, że zaraz mu wszystko wybaczają. Sypia z każdą dziewczyną, z którą zamieni więcej niż dwa słowa, bo „tak jakoś wyszło, co by tu innego zrobić, więc poszliśmy do pokoju hotelowego i się przespaliśmy”.

Midori – Czizas, jak ona mi działała na nerwy. Próbowałam ją lubić, naprawdę. Na początku nawet mi się to udawało, ale poziom jej przemyśliwań o życiu był niższy od mojej dzisiejszej szansy na wstanie z łóżka (podpowiem: mam  39 st. gorączki. Pieprzę, nie wstaję). Nie wiem do teraz, czemu miały służyć jej ciągłe na poły sadomasochistyczne fantazje – miały dodać pikanterii książce czy jej postaci?
I to jej ciągłe rzucanie dupą i fochami, jak u jakiejś 12-letniej dziewczynki…Na trzy strony potrafiła napisać list o tym, jaki to Watanabe jest świnia, że nie dostrzegł jej nowej fryzury i nie powiedział, że wygląda w niej pięknie.

Ojezu z nami koniec! Nie odzywam się do ciebie przez najbliższe 3 miesiące!

Naoko – najmniej denerwująca z całej książki, pewnie dlatego, że była bardziej wspomnieniem niż żywą istotą. Miała poprzestawianą głowę i ostatecznie – tak jak podejrzewałam po umieszczeniu jej w „sanatorium” – powiesiła się w lesie i tyle jej było widać. Nie wzrusza mnie to, bo w Norwegian Wood było sporo samobójstw. Ot, taki tam sposób na rozwiązanie wszystkiego, z czym nie mam ochoty sobie teraz radzić.

Reiko – 39-letnia przyjaciółka i opiekunka Naoko w sanatorium psychiatrycznym. Byłaby fajna i urocza, gdyby pod koniec historii, dla upamiętnienia śmierci Naoko, nie przespała się z Watanabe (generalnie wszystko tam było zwieńczane seksem albo robieniem mu loda; Murakami chyba uznał, że to zawsze załatwi sprawę).

Sam fakt, że się z nim przespała, aż tak odrzucający nie był – po prostu dwie strony wcześniej myślałam sobie ze znudzeniem: „hehe, ale by było, jakby przeleciał jeszcze Reiko!”, a potem już tylko mlaskałam z niedowierzaniem i przewracałam oczami, modląc się, by doczytać książkę do końca i zabrać się za cokolwiek innego. O wiele gorsze były dialogi ich fikuśnego stosunku.

Info dla pospieszalskich – wystarczy, jak przeczytacie pogrubione przeze mnie fragmenty:

Słuchaj, nie muszę się martwić, nie zrobisz mi dziecka, prawda? – zapytała cicho. – Wstydziłabym się zajść w tym wieku w ciążę.
Nie martw się. Bądź spokojna. 
Kiedy wsunąłem członek głęboko, jej ciało zadrżało i westchnęła. Delikatnie głaszcząc jej plecy, poruszyłem się w niej kilka razy i nagle nieoczekiwanie miałem wytrysk. Był gwałtowny, nie mogłem go zahamować. Trzymając Reiko mocno, kilka razy wlałem nasienie w jej ciepło. 
– Przepraszam, nie mogłem się powstrzymać.
– Ty głuptasie, nie przejmuj się takimi rzeczami – odparła, klepiąc mnie po pośladkach. – Zawsze o tym myślisz, kiedy to robisz z dziewczynami?
– No, właściwie tak.
– Ze mną nie musisz. Zapomnij. Kończ sobie, kiedy chcesz i ile chcesz. No jak, dobrze ci było?
– Bardzo. Dlatego nie mogłem się powstrzymać.
– Nie musisz się powstrzymywać. Naprawdę. Mnie też było bardzo dobrze.”

I potem zrobili to jeszcze 4 razy.

Serio? SERIO? Ale nie, SERIO???
Czy tylko w mojej głowie ten dialog jest jakby, no nie wiem, trochę taki, jakby to powiedzieć… NIEDORZECZNY, POZBAWIONY SENSU I LOGIKI WSZELAKIEJ???

Ja bardzo przepraszam, proszę mnie oświecić, skąd się biorą japońskie dzieci?

Po tym fragmencie dostałam już wścieku dupy ostatecznego. Naprawdę nie wpadłabym na to, że u pisarza tego kalibru znajdę tak kretyńską formę udziecinnionego seksu.

Dokładnie takie wstawki rozczarowują mi książkę najmocniej. Bo było ich znacznie więcej.

Kiedy Watanabe odwiedza Naoko w sanatorium, chcą być razem, najlepiej stopić się w jedno, ale ona nie ma ochoty na seks – w sumie nic nie szkodzi, bo przecież zawsze mogę ci obciągnąć, a zaraz potem zrobić ci loda! <3

Prafrazując reakcję Watanabe: „Ojej, naprawdę? Byłoby super, do dzieła!”

Kiedy z kolei Watanabe uświadamia sobie, że jednak…

…hmmm, chyba kocham Midori jak wiosennego niedźwiadka, ale nie mogę się z nią przespać, bo głupio tak, nie wyjaśniwszy sobie spraw z Naoko…Mam pomysł! Może po prostu mi obciągniesz i zrobisz mi wielokrotnego loda? <3

Coś ci powiem, Haruki. Zrujnowałeś mi tymi seksistowsko-debilnymi wstawkami całą historię, w którą gorąco próbowałam się wtopić.

Po pierwszej takiej akcji pomyślałam: „ok, wybaczam mu, to pisarz, musi sobie czasem pofantazjować we własnych książkach”. Ale z biegiem stron było znacznie gorzej.

Wiecie, pewnie dramatyzuję, bo książka na całym świecie zbiera chyba same pozytywne opinie. Z ciekawości przejrzałam recenzje na Lubimy Czytać i jak ktoś był na nie, to właśnie głównie z powodu „scen seksu”.

Może jestem zimną rybą, może ostatnio seks działa na mnie jak czerwona płachta na byka, a może Murakami powinien w najbliższym czasie spuścić się w obcej – 19 lat starszej – kobiecie i sprawdzić, czy jej reakcja rzeczywiście zamknie się w uroczym skonstatowaniu, iż: „ojejku, jejku, nic się nie stało, głuptasie! Spuszczaj mi się tak do woli, tylko uważaj, żeby mi przypadkiem nie machnąć dzieciaka. Głupio by było w tym wieku zaciążyć, hihi!”.

Przykro mi, ale jestem totalnie na nie. I źle mi z tym, bo jestem w mniejszości i pewnie nie mam ani trochę racji, ale chrzanić to.
Wymęczyłam się, obrzydziłam, straciłam zaufanie do słów. Aż się boję otwierać kolejną książkę. Idę spać.

Tags