no nie wiem


autoerotyka / czwartek, Grudzień 12th, 2019

Dni jak te, w ciszy, któ­rą sobie na życze­nie zmą­cę Opo­wie­ścią o miło­ści i mro­ku. Płat­ki czo­ka­pik, pokój pach­ną­cy kawą i lasem (powtó­rzę: kawą i lasem), eks­cy­ta­cja jak stąd do Cie­cho­cin­ka, że idą *świę­ta*. Tak mi dobrze, tak mi nie prze­sta­waj.

Ale zanim to, muszę sobie przy­po­mnieć, jak zro­bić, żeby na neu­tra­lu funk­cjo­no­wać w spo­łe­czeń­stwie. Bo teraz jestem żar­tem, któ­ry spadł znie­nac­ka z odle­głej pla­ne­ty na mamę zie­mię i nie wie, jak roz­ma­wiać z dru­gim czło­wie­kiem. Przez dłu­gą część dnia uda­ję, że wiem, 12–15h, a potem jestem cho­ra z wyczer­pa­nia.

Dzi­siaj, cał­kiem zdru­zgo­ta­na, prze­żu­wa­łam kawa­łek sała­ty i ogór­ka, zasta­na­wia­łam się, jak się odwa­żyć, jak się uwol­nić, jak posta­wić na swo­im a nie na cudzym, jak sobie zaufać, jak się nie bać, jak być, jak żyć…i w momen­cie, kie­dy już pra­wie chcia­łam się z tej nie­wie­dzy roz­pła­kać, w gło­śni­kach pole­cia­ły sło­wa:

Took a lit­tle time to get whe­re I wan­ted
It took a lit­tle time to get free
It took a lit­tle time to be honest
It took a lit­tle time to be me
Coura­ge
It’s a feeling like no other*

Zamiast pła­kać, dosta­łam gęsiej skór­ki i wzię­łam się w garść.
Przy­naj­mniej kosmos jest przy mnie wte­dy, gdy wyda­je mi się, że nie ma przy mnie niko­go.

Prze­czy­ta­łam Wyso­ko wraż­li­wych i myślę do sie­bie, że już dobrze. Bo cho­ciaż to nadal nie będzie wystar­cza­ją­cy argu­ment dla moich przy­ja­ciół i zna­jo­mych, któ­rych zapro­sze­nie na wyj­ście bud­da-wie-gdzie odsu­nę w cza­sie albo anu­lu­ję i dosta­nę za to wią­zan­kę, że wycią­gnąć mnie gdzieś to ola­bo­ga, że ja to bym wszyst­ko i wszę­dzie sama, to… wystar­czy że ja wiem. W środ­ku wiem, w lenie, że nie jestem socjo­pat­ką, tyl­ko po całym dniu w hała­śli­wej pra­cy potrze­bu­ję być w ciszy, dla samej sie­bie. Fizycz­nie potrze­bu­ję, a nie neu­ro­tycz­nie.

Boha­ter­ka moje­go opo­wia­da­nia ma na imię Neva. Z tego, co o niej napi­sa­łam, wyglą­da mi na taką, któ­ra chcia­ła być pta­kiem, tyl­ko zanim zdą­ży­ła roz­ło­żyć skrzy­dła, wyrżnę­ła swo­im czło­wie­kiem o beton życia i zapa­dła na amne­zję. Bar­dzo się sta­ram, żeby ją wyrwać z letar­gu. I sie­bie też.

*Coura­ge, Vil­la­gers