wesoła etiuda o myśli samobójczej

Ostat­nio sobie duma­łam, że przez ciąg źle pod­ję­tych decy­zji stra­ci­łam kon­takt z więk­szo­ścią zna­jo­mych i przy­ja­ciół, i gdy tak wra­ca­łam z Empi­ku z samo­bój­czy­mi myśla­mi w sty­lu: nikt mnie już nie kocha, no czi­zas kur­we­łe ja pier­dziu, to zawo­łał za mną zna­jo­my, z któ­rym nie widzia­łam się dwa lata.
Poga­da­li­śmy 40 min., polu­zo­wa­li­śmy szczę­ki ze śmie­chu i od sło­wa do sło­wa dosta­łam od nie­go zapo­wiedź faj­ne­go zle­ce­nia.

Potem uśmie­cha­łam się jesz­cze sze­rzej, gdy na rogu Sta­ro­mo­sto­wej i Kal­wa­ryj­skiej wpa­dłam na kole­żan­kę ze stu­diów, któ­ra naopo­wia­da­ła mi mnó­stwa histo­rii i aktu­ali­za­cji z życia, zupeł­nie jak­by­śmy się widzia­ły wczo­raj, i z któ­rą natu­ral­nie zapla­no­wa­ły­śmy cały har­mo­no­gram wspól­nych kaw i tań­ców na barze, jak za sta­rych, dobrych cza­sów.

Kie­dy już zamiast ryja mia­łam bana­na i byłam prze­czni­cę od domu, z dru­gie­go koń­ca uli­cy wydarł na mnie japę Eddie. Poopo­wia­da­li­śmy sobie tro­chę kre­tyń­skich histo­ry­jek, jak to z Eddiem, on mi wyznał, że nie wie­rzy w jed­no­roż­ce, a potem zapro­sił mnie na impre­zę quizo­wą, któ­rą orga­ni­zo­wał oraz na jesz­cze inną impre­zę, któ­rą też orga­ni­zo­wał, i cho­ciaż uśmie­cha­łam się sze­ro­ko i wie­dzia­łam, że na żad­ną impre­zę nie pój­dę, bo to nie jest czas na takie impre­zy — ser­ce mi uro­sło, a kamień z ser­ca spadł mi na samą nogę, bo z punk­tu zda­łam sobie spra­wę, że nawet jeśli nikt mnie nie kocha, czi­zas kur­we­łe, ja pier­dziu, to przy­naj­mniej ludzie — moi ludzie — w samym cen­trum mia­sta woła­ją mnie z dru­gie­go koń­ca uli­cy po imie­niu.

Takie jest to moje Pod­gó­rze. <3

ZapiszZapisz

ZapiszZapisz