nieskończoność do potęgi singla

Ciekawa sprawa. Niektórzy moi koledzy pragną się zakochać. Nie wiem, czy to dlatego, że mam mnóstwo kolegów i całą jedną koleżankę (w porywach do trzech), czy rzeczywiście coś jest na płciowej rzeczy, ale fakt pozostaje faktem – mężczyźni z mojego otoczenia marzą o miłości. 

Najbardziej lubię słuchać ich prostolinijnych odpowiedzi na pytanie „dlaczego?”:
– bo umawianie się na randki jest takie wyczerpujące
– bo nikt nie czeka na nich w domu, gdy wracają z pracy
– bo kumple w ich wieku już się pożenili (serio?)
– bo miło by było dla odmiany coś poczuć

– bo ojciec mnie ostatnio pytał, ze smutkiem i jednoczesną próbą zrozumienia w oczach, czy jestem gejem…(weź się, tato!)

Siedzimy z kumplem w knajpie, aktualizujemy temat naszej codzienności, rozmowa standardowo schodzi na damsko-męskie pole. Pytam go, jak tam dziewczyna, z którą ostatnio kręcił. Czy będą z tego dzieci i takie tam, wiecie.

– No widać, że ona się fest zakręciła i zaczyna jej zależeć. No i wiesz, mnie niby też zależy i w ogóle, ale Lena!…Mnie jest tak dobrze samemu! Mnie się tak nie chce zakochiwać! 

Bingo. Singielstwo to forma pysznej wygody.

Przyznaję bez bicia, że zawsze się trochę podśmiechiwałam ze znajomych, którzy desperacko rozglądali się dookoła za wybrankiem swojego serca. Zupełnie jakby ich żywot w pojedynkę był niekompletny i pozbawiony fajerwerków. Kiedy ty wreszcie zrozumiesz, że chcąc nie chcąc idziemy przez ten świat samotnie? Może i rozumiesz, tylko tak cholernie boisz się tego określenia. Nie winię cię, chcę ci tylko pokazać inną drogę.

Żeby była jasność: nie potępiam związków ani prób ich stworzenia. Potępiam osoby, które jojczą na tzw. „samotność”, jeśli to te same osoby, które będąc w związku narzekały, że są ograniczane i już nic nie jest jak dawniej.

Wszystko przebiega według schematu do momentu dłuższej przerwy między próbą zaangażowania. Bo jest ktoś. Ktoś jest z nami długo. Uczy nas obsługi życia i jak się z bananem na ryju kupuje świeże bułeczki w Biedrze. Potem ten ktoś znika. Na jego, twoje lub wasze życzenie. Nie ma. Pustka.

Ale potem znowu jest ktoś i znowu jest na długo. Znowu jest dobrze, chociaż nie idealnie, ale w sam raz – tak jak według dzisiejszych standardów być powinno. I znowu znika. Pustka. I nie ma komu tej pustki zakleić.

Kiedy już przejdziesz przez wszystkie etapy żałoby pozwiązkowej:

zaprzeczenie – no kurwa nie!
gniew – madafaka, no nie, nie, nie!
targowanie – ooo, ja mu zaraz pokażę! Ooo, zaraz uruchamiam Chodakowską i od teraz do przyszłego tygodnia schudnę 48 kilo – niech zobaczy, co stracił!
depresja*gra supersmutna muzyka*, *z nosa ciekną ci supertęczowe śpiki*, *twój kot paczy na ciebie jak na oczywistego superdebila*
akceptacja – dobra, jebło to jebło, nie roztrząsam.

…dosłownie odnajdujesz światełko w tunelu.

Dlaczego?

Bo uświadamiasz sobie, że jesteś zmęczona wszystkimi staraniami, jakie wiążą się z romansem.
Bo nie musisz codziennie golić nóg i kompletnie nikt, poza tobą, nie będzie miał z tym problemu (jasne, że są długodystansowe opcje depilacji, ale próbuję nadać sprawie odpowiedniego dramatyzmu).
Bo nie masz ochoty raz jeszcze opowiadać historii swojego życia. Niby nie musisz, bo i po co, przecież wcale nie trzeba. Ale ostatecznie trzeba; między słowami, małymi kroczkami, noc za nocą, dzień za dniem.
Bo wreszcie możesz jeść co chcesz, jak chcesz, gdzie chcesz, z kim chcesz i ile chcesz. Chyba że akurat jesteś na diecie dla Tego Jedynego, Który Jak Zwykle Czai Się Za Rogiem.
Bo nie musisz sobie zaprzątać głowy antykoncepcją (tak naprawdę to musisz nawet bardziej, ale przecież te słowa kieruję do cnotek niewydymek, które na czas pauzy międzyzwiązkowej postanowiły zabarykadować się w hinduskiej aśramie i kontemplować emocjonalny i fizyczny celibat).
Bo wreszcie możesz bez wyrzutów sumienia masowo poznawać innych ludzi, a z co najmniej połową z nich bezwstydnie flirtować.
Bo czasu jest tak niewiele, a teraz cały ten czas jest najtwójszy. I możesz z nim zrobić wszystko co chcesz. Naprawdę – WSZYSTKO, CO CHCESZ.
Bo nikt nie ma do ciebie pretensji, że znowu późno wróciłeś z pracy, a przecież mieliście oglądać razem najnowszy odcinek Pamiętników Wampirów.

Bo możesz odpuścić sobie codzienne rozkminy w stylu „czy skoro nie napisał do mnie rano pierwszy, to mu się znudziłam? A czy skoro napisał do mnie pierwszy, to znaczy, że to już miłość?”

I tak dalej. Uderz w singla, a jadaczka mu się nie zamknie.

Jak dotąd znalazłam tylko jeden haczyk. Im dalej w las, tym robisz się coraz bardziej emocjonalnie upośledzony. I wygodnicki. Ktoś może nawet pomyśleć, że egoistyczny, bo teraz całe twoje dnie wypełnia myślenie o tobie. Co dzisiaj przeczytasz? Co dzisiaj napiszesz? Co dzisiaj narysujesz? Co dzisiaj poćwiczysz? Co zjesz? Czego się nauczysz? Kto cię dzisiaj zaskoczy? Kogo dzisiaj zaskoczysz?

Czy to naprawdę tak bardzo źle i społecznie chybione, że uwielbiam umawiać się na randki z samą sobą? Nie odpowiadaj. Bez ciebie promienieję.

 

  • Wadera

    wut wut wut?
    Ciśnie mi się na palce tylko: co Ty wiesz o kobietach?

  • Robbie.pl

    Uwielbiam te rozkminy ct.”Bo możesz odpuścić sobie codzienne rozkminy w stylu „czy skoro nie
    napisał do mnie rano pierwszy, to mu się znudziłam?..” Nie wieże w to że kobiety w głębi duchu są zadowolone z bycia singlem, nie oszukujmy się, mimo iż przejmują obecnie niektóre cechy mężczyzn to i
    tak natury nie oszukasz. Ale tak jak napisałaś, jest ktoś, później znów znika to jest deprawujące.

  • Wadera

    Urzekły mnie Twoje marchewki! <3

  • Magda | Emplace

    Boże, tych jojczących to więcej niż komarów.. szczególnie, gdy powoli osiągam te ‚dzieścia’ lat. Świat się im wali, bo w tym wieku prababka miała już dwójkę a za kilka lat to i Ciebie mama już dźwigała pod cyckami.. Nad pewnymi rzeczami nie warto być aż nadto wylewnym. Szczerze mówiąc o ile w życiu zawodowym trzeba wypruwać flaki ażeby coś tam osiągnąć, o tyle w każdej innej dziedzinie najwięcej zdobyłam mając wywalone. Ludzie chyba właśnie nie potrafią żyć ze sobą i dla siebie. A przecież to jest tak samo potrzebne i zdrowe jak jedzenie marchewek.

  • Blogierka

    Jestem wygodna i dobrze mi z tym ;)
    Aczkolwiek to nie myślenie o sobie, a raczej o zaspokajaniu potrzeb: co bym zjadła, gdzie wpaść na kawę itp.
    Ale też nadal jesteś osobą empatyczną w stosunku do rodziny/innych i zawsze mogą na Tobie polegać, nawet jak nie proszą. A jak ktoś ma zwierza- no to hello, przecież dbamy o niego ;).
    Ja też zawsze gardziłam tymi desperatami co szukali zapchaj-dziury a potem kolejnej itp, z tym że na głos;)
    ps. Lena is back :*

  • ka

    mam to w planach. a moje plany to rzecz święta ;-).

  • Wadera

    Ka, ja chyba nie mam żadnej formy; jestem jakąś pieprzoną wilczą poczwarką. Może taka moja rola – szukanie złotego środka, którego nie ma ;)

    Ale ten. Uwielbiaj mnie mimo wszystko! <3

  • ka

    to zdecydowanie moja ulubiona forma, w której tu występujesz – za takie teksty cię uwielbiam i przez takie teksty jestem twoją fanką!