nie-urodziny Aleksa, czyli ekskluzywny zapis mojego szaleństwa

Kocham cię brzy­da­lu

- tak mi powie­dział tuż przed tym, jak umarł.

Sie­dzia­łam w nocy wga­pio­na w pust­kę sufi­tu i z racji przy­mu­so­we­go prze­me­blo­wa­nia posta­no­wi­łam, że zer­k­nę do zaku­rzo­ne­go kufer­ka od skar­bów.

Jakież było moje zdzi­wie­nie, gdy odkry­łam różo­wy notat­nik z 2010 roku, któ­ry miał być schow­kiem rado­snych chwil, a zamiast tego po kil­ku stro­nach prze­isto­czył się w zapis moje­go sza­leń­stwa.

Wie­czo­rem 24 sierp­nia 2010 roku, po dzie­się­ciu dniach poszu­ki­wa­nia two­je­go zna­ku życia, odno­to­wa­łam w żało­śnie nie­sto­sow­nym, różo­wym pamięt­ni­ku:

Hisz­pań­ska służ­ba zdro­wia jest po pro­stu śmiesz­na. Tkan­ki pobra­ne z narzą­dów do usta­le­nia przy­czy­ny śmier­ci zosta­ły wysła­ne do Sevil­li, a wyni­ki będą za…pół roku. 

Ja wiem, co było przy­czy­ną śmier­ci, a oni odsta­wia­ją jakieś cyr­ki. Nie chcą nawet wydać rodzi­com aktu zgo­nu, dopie­ro po pół roku urzęd­nik pol­ski go dosta­nie, jeśli będzie wie­dział, że może pod­jąć taką odpo­wie­dzial­ność i we krwi nie znaj­dzie się żaden alko­hol czy nar­ko­tyk. Pół roku. 

Pogrzeb będzie przez to 2, 3 albo 4 wrze­śnia, bo są ogrom­ne pro­ble­my ze spro­wa­dze­niem cia­ła do Pol­ski. 

7 dni wcze­śniej:
Alex nie odzy­wa się do mnie od trzech dób. Jak­by kom­plet­nie o mnie zapo­mniał. Jak­by to było dla nie­go natu­ral­ne.

6 dni wcze­śniej:
Zało­żę się o wszyst­ko, że wła­śnie prze­ży­wa swo­ją wiel­ką waka­cyj­ną przy­go­dę i ma w dupie, że ja prze­ży­wam wiel­ki waka­cyj­ny kosz­mar.

5 dni wcze­śniej:
Nadal się nie odzy­wa. Nie odbie­ra moich tele­fo­nów, nie odpi­su­je na moje wia­do­mo­ści, nie pamię­ta o moim ist­nie­niu.

4 dni wcze­śniej:
Pocz­ta gło­so­wa. Pocz­ta gło­so­wa. Pocz­ta gło­so­wa. Nic, tyl­ko:

OMG, Ale­xis failed.

3 dni wcze­śniej:
Cho­dzę po ścia­nach z nie­po­ko­ju, nie mogę się z nikim stam­tąd skon­tak­to­wać. Nikt nie jest w sta­nie powie­dzieć mi, co się dzie­je.

2 dni wcze­śniej:
Upi­łam się szkoc­ką, bo Alex nie daje zna­ku życia. Komuś uda­ło się z nimi skon­tak­to­wać, podob­no ktoś umarł w jego hote­lu, a teraz pro­wa­dzą śledz­two, dla­te­go nie wol­no im korzy­stać z tele­fo­nów. To nie on umarł, tyl­ko jakaś dziew­czy­na.

póź­niej:
wytrzeź­wia­łam, ale nic się nie wyja­śni­ło. Nadal cisza, od któ­rej dosłow­nie sta­pia mi się ser­ce. Alex z wła­snej woli nie trzy­mał­by mnie w nie­pew­no­ści tyle cza­su. Jeśli sta­ło mu się cokol­wiek złe­go, nie prze­ży­ję tego. Czas wle­cze się nie­mi­ło­sier­nie, odda­ła­bym wszyst­ko, byle tyl­ko móc z nim przez chwi­lę poroz­ma­wiać. Dla­cze­go to tyle trwa? Czu­ję się tak, jak­by ktoś wyrwał mi ser­ce i w jego miej­sce wsta­wił pap­kę z wymio­ci­na­mi.

1 dzień wcze­śniej:
He’s ali­ve, he’s ali­ve, he’s ali­ve, he’s ali­ve…
I love you, I love you, I love you…

24 sierp­nia

Hej Lena,

prze­pra­szam, że piszę dopie­ro teraz. Nie wie­dzie­li­śmy, jak ci powie­dzieć…
Nie wie­dzie­li­śmy jak zare­agu­jesz. 

W sobo­tę 14 sierp­nia Alex wró­cił nad ranem z impre­zy i poło­żył się nor­mal­nie spać. O 6 zaczął kopać w szaf­kę, bo nie mógł oddy­chać. Pró­bo­wa­li­śmy mu pomóc. Reani­mo­wa­li­śmy go. Wezwa­li­śmy karet­kę, przy­je­cha­ła po sze­ściu minu­tach. Ale było już za póź­no. Nic już nie dało się zro­bić.

Pamię­tam, że w kuch­ni lała się woda, bo mama chy­ba zmy­wa­ła gary, a ja zaczę­łam krzy­czeć.

Trzę­są­cy­mi się dłoń­mi wysła­łam do Wojt­ka smsa, jak­by to mia­ła być ostat­nia rzecz, jaką zro­bię, zanim zupeł­nie się pod­dam. Napi­sa­łam: “on nie żyje. Alex”

A potem obu­dzi­łam się w szpi­ta­lu.


25 sierp­nia
Alex, jest śro­dek dru­gie­go tygo­dnia bez cie­bie. Nie radzę sobie z tą sytu­acją. Cza­sa­mi w środ­ku duszę się z tęsk­no­ty i smut­ku i mam ocho­tę biec w two­ją stro­nę, gdzie­kol­wiek jesteś. Dzi­siaj dzwo­nił do mnie twój ojciec poin­for­mo­wać mnie o całej “spra­wie”. Nazwał cię “spra­wą”.

Wziął ode mnie mój adres, żeby wysłać mi ostat­nią kart­kę od cie­bie. Czu­ję, że pęk­nę ze smut­ku, jak ją otrzy­mam, ale nie dbam o to. Czy napraw­dę musia­łeś umie­rać, żebym prze­sta­ła jeść, poszła na bada­nia, ode­bra­ła tele­fon od obce­go czło­wie­ka?

28 sierp­nia
Chce mi się krzy­czeć z tęsk­no­ty. Nie wiem, któ­rę­dy mam spusz­czać te emo­cje. Nie zdą­ży­łam ci poka­zać i powie­dzieć tylu nie­sa­mo­wi­tych rze­czy. Zosta­wi­łeś mnie z tym wszyst­kim cał­kiem samą. Iry­tu­je mnie Mar­ta i jej wiecz­ne narze­ka­nia na Mate­usza. Pró­bu­ję jej tłu­ma­czyć, że powin­na doce­nić fakt, że jej chło­piec nadal żyje i nadal może się z nim kłó­cić, prze­pra­szać go, kochać i nie­na­wi­dzić. A ja już nie. Ja nie mogę się na cie­bie wście­kać i nie mogę wysy­łać ci lamer­skich smsów na dobra­noc, nie mogę pro­sić cię, żebyś chciał żyć dla mnie, brał mniej leków, mniej wymio­to­wał, moc­niej mnie kochał. Nie mogę tego wszyst­kie­go, bo od dwóch tygo­dni nie ist­nie­jesz.

31 sierp­nia
Dzi­siaj przy­szła do mnie kart­ka z two­je­go wyjaz­du, wyry­so­wa­na dwu­krop­ka­mi i gwiazd­ka­mi od cie­bie. Był też cudow­ny upo­mi­nek. Wisior z czar­ną pan­dą, wyło­żo­ny mie­nią­cy­mi się kolo­ra­mi świe­ci­deł­ka­mi. Roz­pła­ka­łam się na jego widok. Pła­ka­łam, bo nie zdą­ży­łam ci za nie­go podzię­ko­wać, nie wiem nawet, czy nada­wać mu jakieś imię, w koń­cu takie rze­czy zawsze robi­li­śmy razem. Pamię­tasz, co powie­dzia­łam ci na począt­ku czerw­ca?

Alex, jak prze­ży­je­my te waka­cje, to już nic nas nie roz­dzie­li”.

Mogłeś jakoś ina­czej dać mi do zro­zu­mie­nia, że już nie chcesz…
To mia­ło być nasze poże­gna­nie?

3 wrze­śnia
Wer­to­wa­łam dzi­siaj sta­re wpi­sy i tra­fi­łam na mój ulu­bio­ny liścik od cie­bie:

briosz­ka — lena ale­xa. nad­typ z gatun­ku czło­wiek; nale­ży do gru­py blon­dów z rzę­du nie­bie­sko­okich; wyka­zu­je sil­ną więź z ale­xo­wa­ty­mi; powstał na począt­ku lat 90.

6 wrze­śnia
Mam potwor­ne, pra­wie wymiot­ne ata­ki pani­ki, kie­dy zda­ję sobie spra­wę z tego, że już nigdy wię­cej nie będzie mi dane z tobą poroz­ma­wiać.

8 wrze­śnia
Czy gdy­bym mia­ła szan­sę się poże­gnać, było­by mi łatwiej?

Ota­czam się tobą w każ­dy moż­li­wy spo­sób. Czy­tam nasze pierw­sze roz­mo­wy. Wącham two­je listy, kart­ki i upo­min­ki. Kon­ty­nu­uję nasze wspól­ne życie w swo­jej gło­wie. Zało­ży­łam maila z two­im logi­nem, żebyś już zawsze mógł być przy mnie. Słu­cham pio­se­nek, któ­re mi wysy­ła­łeś, bo na te, któ­re dla mnie nagry­wa­łeś, jesz­cze nie mam odwa­gi. Wma­wiam sobie i innym, że żyjesz. Ubie­ram się tak, jak lubisz. Odchu­dzam się do roz­mia­ru zero dla cie­bie, kła­dę się spać naj­póź­niej o pierw­szej, wsta­ję ok. dzie­wią­tej. Roz­ja­śni­łam swój blond, robię sobie odci­ski w szpil­kach na wyso­kich obca­sach, piję kawę w małej, por­ce­la­no­wej fili­żan­ce,  a nie w wiel­kim kub­ku. Spry­ska­łam twój swe­ter Dio­rem z sefo­ry, w któ­rym do koń­ca świa­ta będę zasy­piać, aż zasnę na zawsze i mnie w nim pocho­wa­ją.

10 wrze­śnia
Dzi­siaj pogrzeb. Nie poja­dę. Bez prze­sa­dy, prze­cież nie umar­łeś.

13 wrze­śnia
Boli mnie cia­ło, że już go nie doty­kasz. Dziś są two­je uro­dzi­ny.

15 wrze­śnia
Alex, docho­dzi trze­cia nad ranem, a ja ukry­wam się w toa­le­cie i pła­czę, bo nie mogę pora­dzić sobie z tą tęsk­no­tą. Mam ocho­tę zwy­mio­to­wać, kie­dy tyl­ko pomy­ślę, że już NIGDY do mnie nie wró­cisz. A nauczy­łeś mnie przede wszyst­kim tego jed­ne­go, że cokol­wiek się wyda­rzy, ZAWSZE będziesz do mnie wra­cał. Ze mną jest coraz gorzej.

21 wrze­śnia
To już ponad mie­siąc. Wiesz, co się u mnie dzie­je? Ja nie wiem kom­plet­nie nic o tobie. Mam cią­gle wiel­ką nadzie­ję, że zna­la­złeś się w lep­szym miej­scu.

Myślisz, że znaj­du­je­my się aktu­al­nie na płasz­czyź­nie tego same­go wymia­ru? Może jesteś teraz inną oso­bą. Może wła­śnie się uro­dzi­łeś? Może jesteś na woj­nie. Albo zosta­łeś księ­dzem. Może palą cię na sto­sie za upra­wia­nie cza­rów. Może zno­wu cze­kasz, aż cię odnaj­dę? Two­ja kolej. Teraz ty mnie odszu­kaj.

Speł­ni­łeś jeden punkt ze swo­jej listy marzeń. Odmie­ni­łeś czy­jeś życie. Moje życie.

25 wrze­śnia
Dzi­siaj pierw­szy raz od bar­dzo daw­na zer­k­nę­łam do histo­rii naszych roz­mów. Tra­fi­łam aku­rat na nasz naj­pięk­niej­szy czas, kie­dy byli­śmy ze sobą naj­bli­żej. Prak­tycz­nie wszyst­ko przy­po­mi­na mi o tobie albo raczej o tym, że cię już nie ma. Że ja już cie­bie nie mam. Nigdy nie było mi tak źle i nigdy tak czę­sto nie pła­ka­łam. Nie potra­fię zro­zu­mieć tego, co się sta­ło; nie potra­fię wyba­czyć ani tobie, ani sobie, że w ogó­le do tego dopu­ści­li­śmy. Musisz do mnie wró­cić. Nie obcho­dzi mnie jak. Musisz po pro­stu wró­cić. Ale pospiesz się, bo nie wiem ile jesz­cze zdo­łam wytrzy­mać w tym sta­nie.

27 wrze­śnia
Wczo­raj bar­dzo moc­no zapra­gnę­łam zamiesz­kać w Pary­żu na wzgó­rzu Mont­mar­tre. Obej­rza­łam po raz kolej­ny Ame­lię i zro­bi­ło mi się cie­plej na ser­cu. Co jakiś czas dawaj mi o sobie znać, tak żebym wie­dzia­ła, że jesteś. Mógł­byś?

4 paź­dzier­ni­ka
Prze­sta­łam już daw­no liczyć dni od two­je­go odej­ścia. Dla mnie to cały czas wyda­rzy­ło się w zeszłym tygo­dniu, kie­dy sie­dzia­łam cały­mi dnia­mi w kuch­ni na para­pe­cie i powta­rza­łam swo­ją man­trę, jak­bym nią chcia­ła zacza­ro­wać rze­czy­wi­stość: “he’s ali­ve, he’s ali­ve, he’s ali­ve…

Wyda­wa­ło mi się, że w mia­rę upły­wu cza­su będzie mi łatwiej oswo­ić się z two­im bra­kiem. Ale nie jest. Noca­mi zwi­jam się w kłę­bek w chłod­nej łazien­ce i pró­bu­ję opa­no­wać napa­dy pła­czu i histe­rii. Muszę uru­cho­mić wszyst­kie zmy­sły i wyobra­zić sobie, że jesteś obok mnie, dopie­ro wte­dy mogę wró­cić do łóż­ka i zasnąć.

Wszyst­ko przy­po­mi­na mi o tobie. Wszyst­ko.

Dzi­siaj na Pla­cu Matej­ki uśmiech­nął się do mnie jakiś chło­pak. Patrzył na mnie z sym­pa­tycz­nym zain­te­re­so­wa­niem, co było cał­kiem miłe, ale nie mogłam odwza­jem­nić uśmie­chu, bo od razu przy­po­mnia­ło mi się, że ty patrzy­łeś na mnie w iden­tycz­ny spo­sób.

Wra­ca­jąc z zajęć, mia­łam atak pani­ki w tym samym miej­scu. Nie wie­dzia­łam, co mi się dzie­je, po pro­stu czu­łam, jak osu­wam się w jakąś pustą otchłań. Nie pamię­tam, jak zna­la­złam się w tram­wa­ju.

15 paź­dzier­ni­ka
Dłu­go nie pisa­łam. Za dużo się dzia­ło, żebym mogła ot tak siąść i to wszyst­ko spi­sać. W tele­gra­ficz­nym skró­cie ojciec wyrzu­cił nas z domu.

Wczo­raj minę­ły dwa mie­sią­ce, z oka­zji któ­rych jak zwy­kle chcia­łam po pro­stu zwy­mio­to­wać. Zasta­na­wiam się cią­gle, skąd mam go wziąć.

Alex, skąd mam cię wziąć?

Wyobraź­nia nie jest już na tyle sil­na, żeby mogła na wystar­cza­ją­co dłu­go odcią­żyć moje roz­dar­te cia­ło, gło­wę i ser­ce. Byłeś moim zabu­rzo­nym chłop­cem, a teraz nie ma cię wca­le.

16 paź­dzier­ni­ka
CHCIAŁABYM  NAUCZYĆ SIĘ NIENAWIŚCI DO CIEBIE ZA TO, ŻE ZOSTAWIŁEŚ MNIE SAMĄ NA TYM ŚWIECIE I POZWOLIŁEŚ MI ZA SOBĄ TAK POTWORNIE TĘSKNIĆ. TO CO MI ZROBIŁEŚ JEST NIELUDZKIE I NIESPRAWIEDLIWE. MIAŁEŚ MI POMÓC W PRZEPROWADZCE, MIAŁEŚ ZAWSZE PRZY MNIE BYĆ. OBIECAŁEŚ MI, ŻE NIE ODEJDZIESZ, PÓKI JA CIĘ O TO NIE POPROSZĘ, A CZY KIEDYKOLWIEK PROSIŁAM CIĘ O TO, ŻEBYŚ UMIERAŁ W WIEKU 20 LAT?

JAK ŚMIAŁEŚ ZOSTAWIĆ MNIE SAMĄ PO TYM WSZYSTKIM, PRZEZ CO RAZEM PRZESZLIŚMY?

WYRWAŁEŚ MI SERCE, NIE MAM JUŻ W ŚRODKU NICZEGO. ŻADNYCH UCZUĆ I EMOCJI, POZA TĄ JEDNĄ PIERDOLONĄ NIEOPISANĄ NIEWYOBRAŻALNĄ NIE NIE NIE NIE NIE TĘSKNOTĄ.

18 paź­dzier­ni­ka
Wyda­wać by się mogło, że wystar­czy tro­chę cza­su i rze­czy­wi­ście będę mogła ruszyć dalej. Wca­le nie. Wyda­wać by się mogło, że nadal jestem mło­da, pięk­na i całe życie przede mną, wypeł­nio­ne masą róż­no­ra­kich nie­spo­dzia­nek. Wca­le nie. Wyda­wać by się mogło, że prze­sa­dzam, histe­ry­zy­ję, dra­ma­ty­zu­ję, emozuję…wcale, wca­le…

Po całym dniu odwra­ca­nia swo­jej uwa­gi od ponu­rej rze­czy­wi­sto­ści, wcho­dzę do swo­je­go tym­cza­so­we­go poko­ju i na widok Pan­do­ry odczu­wam nie­wy­obra­żal­ne poczu­cie winy, strach.

Czyż­bym zapo­mi­na­ła?”

I rze­czy­wi­ście, przez chwi­lę nie mogę przy­po­mnieć sobie jego cha­rak­te­ry­stycz­nych rysów twa­rzy. Czu­ję się wte­dy jak kre­tyn­ka i nie mam poję­cia, gdzie posłać swój umysł. Do dia­bła?

Nicze­go tak bar­dzo się nie boję, jak zapo­mi­na­nia.

1 listo­pa­da
Przed snem huś­tam się na two­im pasku od spodni.

4 listo­pa­da
Nie­dłu­go miną trzy mie­sią­ce, a ja zamiast radzić sobie lepiej, radzę sobie coraz gorzej.

Być może cały czas wie­rzy­łam, że to nie­praw­da, że Alex jed­nak w koń­cu się do mnie ode­zwie, wymy­śli idio­tycz­ną wymów­kę, a ja będę się na nie­go wście­kać przez cały, dłu­gi dzień. Ale nie odzy­wa się. Wciąż mil­czy. Bo nie żyje.

8 listo­pa­da
Docho­dzi dwu­na­sta w połu­dnie; upi­łam się zale­d­wie piwem i podwój­ną szkoc­ką.
Śpie­wa­łam smut­ne pio­sen­ki i wysy­ła­łam głu­pie ese­me­sy. Na przy­kład do Wojt­ka:

Alex nie żyje, cokol­wiek robię nie jestem w sta­nie tego zmie­nić. Nie mam siły prze­cho­dzić przez to codzien­nie. Zawsze przed snem i po prze­bu­dze­niu widzę, jak on kopie w tę szaf­kę, bo nie może oddy­chać. I umie­ra, a mnie przy nim nie ma. Musiał być prze­ra­żo­ny, na pew­no bar­dzo się bał, w koń­cu był w tej śmier­ci cał­kiem sam.

Woj­tek się wkur­wił. Oczy­wi­ście przy­ja­cie­le są od tego, żeby nas w odpo­wied­nim momen­cie opier­do­lić i z pozy­cji hory­zon­tal­nej usta­wić do pio­nu, ale dzi­siaj spo­dzie­wa­łam się chy­ba cze­goś inne­go.

W koń­cu, kie­dy wyzna­łam mu, że naj­bar­dziej boję się, że kie­dyś mogła­bym o tym wszyst­kim, co razem z Alek­sem prze­ży­łam, zapo­mnieć, zapro­po­no­wał, żebym spi­sa­ła swo­je wspo­mnie­nia. Może to jest pomysł. Ale nie wie­dzia­ła­bym nawet, od cze­go zacząć.

Ula mówi, że zmar­łym trud­niej jest odejść, kie­dy tak bar­dzo się za nimi pła­cze. Trud­no Alex, zosta­niesz ze mną na zawsze.

18 listo­pa­da
Śni­ło mi się coś dziw­ne­go, coś zwią­za­ne­go z tobą. Jakis auto­bus, od któ­re­go zale­ża­ło, czy prze­ży­jesz. Śni­ła mi się jakaś lista, dzię­ki któ­rej mogłam cof­nąć czas i ostrzec cię przed śmier­cią. Zawsze tak mi się śnisz — w tydzień przed swo­ją śmier­cią. W tych moich snach ści­gam się z cza­sem i wal­czę o to, byś tydzień wcze­śniej dowie­dział się o swo­jej śmier­ci i jej zapo­biegł. Chwi­lę przed tym zanim do cie­bie docie­ram, budzę się i odczu­wam zawód. Wiem, że zno­wu nie zdą­ży­łam.

Tej nocy nie było cię na liście osób, któ­re prze­ży­ły. Nie zna­la­złam tam two­je­go imie­nia. Ale w pewien spo­sób wie­dzia­łam, że ta dziew­czy­na prze­ży­ła, tyl­ko nie chce, żebym zno­wu prze­cho­dzi­ła przez pie­kło. I odwra­ca się ode mnie. Uśmier­ca cię. W tym śnie już pra­wie na jawie obwi­niam o two­ją śmierć zna­jo­mych, z któ­ry­mi byłeś w Kadyk­sie. Pytam ich, dla­cze­go po pro­stu nie zabro­ni­li ci rzy­gać, dla­cze­go nie zabro­ni­li ci pić, dla­cze­go nie zabra­li ci leków i nie spu­ści­li ich w tajem­ni­cy przed tobą w kiblu. Dla­cze­go nie reago­wa­li, kie­dy przez cały tydzień powta­rza­łeś, że kiep­sko się czu­jesz, dla­cze­go, dla­cze­go, dla­cze­go.

Pytam, a oni nie odpo­wia­da­ją. To nie musia­ło się tak skoń­czyć. Wystar­czył jeden tele­fon do mnie. Mogłeś żyć.

24 grud­nia
Pierw­sza Wigi­lia bez cie­bie — bez czło­wie­ka, któ­ry spra­wił, że pierw­szy raz w życiu byłam zako­cha­na i mia­łam dla sie­bie na wła­sność przy­ja­cie­la. Tak skrzęt­nie ukry­wa­łeś swo­ją tajem­ni­cę, że już nawet nie chcia­łam nigdy jej pozna­wać. Zawsze będziesz moim naj­pięk­niej­szym wspo­mnie­niem, nie­za­leż­nie od tego, ile razy krzyw­dzi­li­śmy się nawza­jem.

W sobo­tę osiem­na­ste­go grud­nia wybra­łam się z Wojt­kiem i jego dziew­czy­ną na wykład o schi­zo­fre­nii. To było jed­no z naj­dziw­niej­szych i jed­no­cze­śnie naj­trud­niej­szych doświad­czeń i prze­żyć jak do tej pory. Nie­kie­dy mia­łam wra­że­nie, że dok­tor wymó­wi two­je nazwi­sko i wska­że na mnie pal­cem, jako przy­kład dosko­na­łej, pięk­nej, pato­lo­gicz­no-schi­zo­fre­nicz­nej pary.

Pamię­tasz, jak jecha­li­śmy auto­bu­sem z par­ką, któ­ra wyglą­da­ła na naszych rówie­śni­ków? Wyda­wa­li się być szczę­śli­wi, ale w ich szczę­śli­wo­ści cze­goś bra­ko­wa­ło. Bólu i cier­pie­nia, któ­re mogli­by ze sobą współ­dzie­lić. W ramach szczę­ścia. Byli zako­cha­ni w swo­ich uśmiech­nię­tych cia­łach i pro­stych cha­rak­te­rach. Pyta­łam cię, czy my też jeste­śmy tacy na chwi­lę, tacy na pozór, tacy na pokaz. Pamię­tasz, co mi odpo­wie­dzia­łes?

- Nie, leni­ka. My jeste­śmy zako­cha­ni w swo­ich cho­rych umy­słach. Dzię­ki temu będzie­my trwać wiecz­nie.

Strasz­nie mnie to wte­dy roz­ba­wi­ło.

25 grud­nia
Alex, przed chwi­lą zno­wu przej­rza­łam two­je­go blo­ga. Wiesz, ile bym dała, żeby mieć dostęp do two­je­go dzien­ni­ka? Cza­sem myślę, żeby napi­sać list do two­ich rodzi­ców i opo­wie­dzieć im naszą histo­rię. Myślisz, że by zro­zu­mie­li? Myślisz, że mogli­by nam to wszyst­ko wyba­czyć? Czy może przy­spo­rzy­ła­bym im wię­cej zmar­twień? Nie chcę tego, ale nie mogę tak po pro­stu odciąć się od pew­nych punk­tów two­je­go życia. Alex, ty nie żyjesz, to jest nie­re­al­ne. Nie byłam przy­go­to­wa­na na two­je odej­ście. Musisz wró­cić i wyja­śnić mi wszyst­ko. Jaką mogę mieć pew­ność, że spo­tka­my się po śmier­ci? Jaką mam pew­ność, że po dru­giej stro­nie jest miej­sce, w któ­rym na mnie cze­kasz?

26 grud­nia
Gdy­by inni dowie­dzie­li się, co dzie­je się w mojej gło­wie, umie­ści­li­by mnie w zakła­dzie dla obłą­ka­nych.

Potra­fisz mi opo­wie­dzieć, jak tam jest? Kie­dyś mi o tym wspo­mi­na­łeś; two­je wyobra­że­nia dot. tego miej­sca były prze­ra­ża­ją­ce — puste i pozba­wio­ne rado­sne­go życia same­go w sobie.

Wczo­raj do trze­ciej w nocy z histe­rią i pła­czem prze­trze­py­wa­łam inter­net w poszu­ki­wa­niu infor­ma­cji na temat nawią­zy­wa­nia kon­tak­tu ze zmar­ły­mi. Z moich poszu­ki­wań wyni­ka, że jesteś przy mnie cały czas. Że sły­szysz mnie cały czas i moje smut­ki i żale odczu­wasz jako rze­czy­wi­stość, co zna­czy, że za każ­dym razem, kie­dy pła­czę z tęsk­no­ty za tobą, roz­ry­wam ci ser­ce i unie­moż­li­wiam ci przej­ście “na dru­gą stro­nę”.

To mia­łeś na myśli, mówiąc, żebym dała w spo­ko­ju odejść Ada­mo­wi? Mówi­łeś, że go nie chcę puścić i nie daję mu spo­koj­nie “żyć”.

Tro­chę prze­ra­ża mnie myśl, że widzisz mnie w tym pod­łym sta­nie. Nie lubi­łeś brzyd­kich, nie­zad­ba­nych ludzi. Ostat­nio tak wła­śnie wyglą­dam. Brzyd­ko, gru­bo, nie­zad­ba­nie. Nie­umy­te wło­sy, ten sam swe­ter w dzień i w nocy. Brud­ne majt­ki i skar­pet­ki. Wyglą­dam potwor­nie. Chcia­ła­bym być pięk­na. A wte­dy chcia­łam być pięk­na dla cie­bie. Przy tobie nie musia­łam być zakom­plek­sio­ną nasto­lat­ką, przy tobie byłam pew­ną sie­bie kobie­tą. Zawsze mogłam przy­biec do cie­bie. Nie obcho­dzi­ły mnie sło­wa i osą­dy innych, bo dla cie­bie byłam wszyst­kim. I mia­łam cho­ry umysł. Tak jak ty.

27 grud­nia
Lubię wspo­mi­nać krót­kie chwi­le spę­dzo­ne głę­bo­ko w tobie. Lubię czuć dotyk two­ich pal­ców na mojej skó­rze. Lubię ci mówić o tych wszyst­kich dziw­nych rze­czach, któ­re robi­li­śmy tyl­ko we dwo­je. Doce­niam fakt, że napraw­dę byli­śmy We Dwo­je. Żad­ne oso­by trze­cie nie mie­sza­ły się do nas i nie zakłó­ca­ły naszych fal. Nikt nie rozu­miał nas tak dobrze, jak my sami.

Chcę wie­rzyć, że to w nas zosta­ło. Chcę wie­rzyć, że to z nas nigdy nie wyj­dzie. Chcę wie­rzyć, że zawsze będziesz we mnie. Głę­bo­ko w ser­cu, głę­bo­ko w mózgu, głę­bo­ko pod skó­rą. Ponie­waż kocham cię każ­dym frag­men­tem swo­je­go ser­ca, swo­je­go mózgu, swo­je­go cia­ła. Nie­dłu­go zno­wu będzie­my razem. Obie­caj mi, że tam na mnie zacze­kasz.

28 grud­nia
Gdy­by uda­ło mi się spi­sać wszyst­kie nasze wspo­mnie­nia, była­bym naj­szczę­śliw­szym czło­wie­kiem pod księ­ży­cem. Naszym słod­kim księ­ży­cem.

1 stycz­nia 2011 r.
Ran­kiem mia­łam napraw­dę pięk­ny sen. Ide­al­ny, by przy­wi­tać Nowy Rok. Dzień jak co dzień. Tęsk­no­ta tak samo nie do wytrzy­ma­nia. Cza­sem, kie­dy śni mi się coś ład­ne­go, zasta­na­wiam się, czy to przy­pad­kiem ty dajesz mi sygna­ły do życia zza świa­tów. To głu­pie, wiem. Ale wolę trzy­mać się tej jed­nej myśli, niż bez­u­stan­nie tonąć w roz­pa­czy. Bo tonę. Trze­ba przy­znać, że tonę.

2 stycz­nia
Cza­sa­mi budzę się w nocy i myślę, że przy mnie jesteś. To dosyć dziw­ne uczu­cie, prze­ra­ża­ją­ce. Ale strach jest tym, co koja­rzy mi się z tobą naj­moc­niej. Strach, ból, nie­po­kój i wiecz­na, nie­za­spo­ko­jo­na żądza per­fek­cji.

Roz­ma­wiam o two­jej śmier­ci z tobą. Z nikim innym nie wyobra­żam sobie poru­szać tego tema­tu. Roz­ma­wiam z tobą w snach, we wspo­mnie­niach, w wyobraź­ni, któ­rej wszę­dzie peł­no. Roz­ma­wiam z tobą, bo sta­łeś się czę­ścią mnie.

30 stycz­nia
Chy­ba już moż­na się mnie bać, upa­dek wszel­kich war­to­ści, zgni­li­zna moral­na, żywy dowód śmier­ci. Prze­cież jestem w tym wszyst­kim tak strasz­nie łagod­na, bez­bron­na, roman­tycz­na. Alex, ci wszy­scy ślicz­ni chłop­cy to wciąż nie ty. A ja prze­sta­ję tęsk­nić. Zaczy­nam umie­rać. Czu­jesz to? Czu­jesz jak umie­ram?

21 mar­ca
Dzi­siaj pierw­szy dzień wio­sny. Tak bar­dzo lubi­łeś słoń­ce. Przy­kro mi, że nie mogę cie­szyć się tą wio­sną z tobą. Nie potra­fię zacząć bez cie­bie żyć. To nie­re­al­ne, nie­wy­obra­żal­ne, nie­wy­ko­nal­ne. Nawet nie wiem, jak się za to zabrać.

Michał powie­dział, że kie­dy ser­ce odma­wia posłu­szeń­stwa i prze­sta­je bić, a ty wciąż żyjesz, nie wie­dząc, co się dzie­je i nie mogąc oddychać…to boli. Więc po ponad sied­miu mie­sią­cach ocze­ki­wa­nia na odpo­wiedź, czy Alex w chwi­li śmier­ci cier­piał, oka­zu­je się, że…tak, cier­piał.

Mogę, nawet mam ocho­tę, zasta­na­wiać się, o czym wte­dy myślał, czy zdo­łał ucze­pić się jakiejś jed­nej myśli i zapo­mnieć o tym potwor­nym bólu, mogę o tym myśleć cały­mi dnia­mi, tyl­ko że oni wszy­scy mają rację — to nicze­go nie zmie­ni i nie przy­wró­ci mu życia. Mimo wszyst­ko…

11 kwiet­nia
Śnił mi się Alex. Śni­ło mi się, że prze­żył. Że to on był w tym samo­lo­cie, któ­ry roz­bił się w Smo­leń­sku i że to tak zgi­nął. A potem nagle, po ośmiu mie­sią­cach się odna­lazł. Był na mnie zły, dla­te­go że ja nie byłam zła na nie­go. Nic sobie nie robi­łam z jego kłam­stwa, tak bar­dzo cie­szy­łam się, że żyje. I kie­dy poszli­śmy z jakąś gru­pą osób do kościo­ła i czy­ta­li­śmy jakieś bzdu­ry, roz­pła­ka­łam się, zaczę­łam gła­skać go po ple­cach i powie­dzia­łam, że ja do koń­ca wie­rzy­łam, że on żyje, nigdy w to nie zwąt­pi­łam i to dla­te­go prze­trwał. I wte­dy w nim też coś pękło i też zaczął pła­kać. Cie­szy­li­śmy się, że zno­wu jeste­śmy razem, choć cały czas czu­łam, że coś jest nie tak, że coś złe­go zaraz się wyda­rzy. Ale on żył. I był ze mną.
A potem się obu­dzi­łam. I już go nie było. Znik­nął.

17 kwiet­nia
Czy moż­na kochać kogoś nad życie przez 7 lat? Nigdy niko­go nie kocha­łam nad życie dłu­żej niż ponad rok.

18 sierp­nia
Cią­gle wra­cam do punk­tu wyj­ścia, nie mogąc zna­czą­co i świa­do­mie ruszyć do przo­du. Jestem zako­cha­na. W morzu, cudzych sło­wach, dło­niach i uśmie­chu.

Poło­wa tego pamięt­ni­ka zosta­ła zapeł­nio­na żalem po stra­cie Alek­sa. Przy­szedł czas na to, by dru­gą poło­wę zapeł­nić wspo­mnie­nia­mi z życia, któ­re z aktu­al­nej per­spek­ty­wy wyglą­da dobrze i bez­piecz­nie.

Dosta­łam się na wyma­rzo­ne stu­dia. Od paź­dzier­ni­ka będę kolek­cjo­no­wać napraw­dę miłe chwi­le.

Minął rok. Sta­łam się innym czło­wie­kiem. I jeśli wciąż gdzieś tutaj jesteś, pro­szę cię, opie­kuj się mną i moim szczę­ściem — w koń­cu to ty mi je poda­ro­wa­łeś.

Scho­wam cię głę­bo­ko w swo­im ser­cu, ale to nie zna­czy, że kie­dy­kol­wiek o tobie zapo­mnę. Byłeś moim naj­lep­szym przy­ja­cie­lem. Chcia­łeś zmie­nić moje życie i to ci się uda­ło. Zawsze będę o tym pamię­tać.

12 luty 2012 r.
Od teraz będzie ina­czej. Będę się uśmie­cha­ła wia­ry­god­nie, a gdy ktoś zapy­ta, jak się czu­ję, odpo­wiem, że bar­dzo dobrze. I będą to szcze­re sło­wa. Z głę­bi ser­ca.

13 wrze­śnia 2018 r.
Dziś są two­je uro­dzi­ny, cho­ciaż tak napraw­dę to nie. Wciąż tęsk­nię. Wciąż pamię­tam.
Ale tro­chę lepiej umiem w życie, niż umia­łam wczo­raj. Muszę tyl­ko nabrać odwa­gi i w koń­cu się z tobą poże­gnać.