nie jestem niczyją Kornelią


autoerotyka / wtorek, Grudzień 17th, 2019

Dotar­łam do tego dziw­ne­go momen­tu i pod­ję­łam decy­zję o ska­so­wa­niu blo­ga. Duma­łam nad tym przez chwil­kę, kró­ciut­ką chwil­kę, i doszłam do wnio­sku, że jak go ska­su­ję, to nie sta­nie się zupeł­nie nic. Zen­box od jakie­goś 1,5 roku ma mnie głę­bo­ko i nie robi nic, żeby powstrzy­mać nie­koń­czą­ce się lagi, kie­dy na blo­ga wej­dzie całe 5 osób jed­no­cze­śnie. Oprócz tego pod­nie­śli ceny sta­łym użyt­kow­ni­kom (ale pod płasz­czy­kiem 25% pro­mo­cji, żeby wyglą­da­ło legit­nie), a z oka­zji swo­ich 7. uro­dzin obni­ży­li o 70% ceny dla tych nowych. Nie wiem, gdzie tu logi­ka, a co dopie­ro tro­ska o dobre rela­cje ze swo­im klien­tem.

Te zwie­chy, lagi i zero kon­struk­tyw­nej pomo­cy z ich stro­ny* spo­wo­do­wa­ły, że ode­chcia­ło mi się w ogó­le blo­ga aktu­ali­zo­wać. Nadal piszę. Praw­dę mówiąc wię­cej niż kie­dy­kol­wiek, prak­tycz­nie codzien­nie, weszło mi w nawyk, bar­dzo zresz­tą miły. Ale chy­ba stra­ci­łam do sie­bie, jako tej ist­nie­ją­cej w sie­ci, ser­ce. Inter­net wywró­cił się do góry noga­mi; ja zosta­łam w tyle, ta sama. Nowe­go deale­ra szu­kać mi się nie chce. Prze­cho­dzić przez cały pro­ces dłu­ba­ni­ny dla mier­ne­go efek­tu też nie.

No i co się sta­nie, jak w miej­sce leny­wa­de­ry poja­wi się wyrwa? Z przy­kro­ścią stwier­dzam, że nic. Myślę o tych wszyst­kich blo­gach, któ­re kie­dyś-kie­dyś czy­ta­łam, a któ­re znik­nę­ły w cze­lu­ści nowych two­rów inter­ne­to­wych. Czy za nimi tęsk­nię? Nie bar­dzo, praw­dę mówiąc, już mało kogo roz­róż­niam. Była kie­dyś taka Kor­ne­lia, któ­ra pisa­ła nie­sa­mo­wi­cie i wie­le lat temu posta­no­wi­ła zamknąć blo­ga na rzecz dru­giej pasji — foto­gra­fii. Ją jed­ną pamię­tam, bra­ku­je mi jej w sie­ci, gdy­bym wie­dzia­ła, że znik­nie tak nagle, poko­pio­wa­ła­bym sobie jej wpi­sy i zosta­wi­ła na pamiąt­kę w notat­ni­ku. Ale ja nie jestem dla niko­go taką Kor­ne­lią. Może i bym była, gdy­bym mia­ła wię­cej dys­cy­pli­ny, a przede wszyst­kim — tę cha­rak­te­ry­stycz­ną dla nie­któ­rych, mię­dzy­wier­szo­wą oso­bo­wość i coś war­to­ścio­we­go do prze­ka­za­nia. Nie mam. Nie kokie­tu­ję, po pro­stu nie mam.

Przy­pusz­czam, że blog powi­si dotąd, aż pozwo­li na to zen­box, po pięt­na­stu naga­nach, że wciąż nie opła­ci­łam swo­jej zupeł­nie nie­opła­cal­nej fak­tu­ry. To może potrwać nawet do koń­ca stycz­nia. Jeśli do tego cza­su nie zła­pię jakie­goś olśnie­nia, blog odej­dzie w nie­byt, a mnie będzie­cie mogli łapać na Twit­te­rze lub Insta­gra­mie, przy­naj­mniej dopó­ki nie uzbie­ram wystar­cza­ją­co dużo haj­su, żeby zaba­ry­ka­do­wać się na resz­tę życia w indyj­skim aśra­mie.

To dziw­ne, ale jakoś nie mam do tego miej­sca sen­ty­men­tu. Może to dla­te­go, że doro­słam wresz­cie do świa­do­mo­ści, że ci z natu­rą piśmien­ną zawsze znaj­dą sobie kawa­łek kart­ki albo edy­to­ra tek­sto­we­go i na tych pro­stych nośni­kach będą mogli dać upust swo­im emo­cjom, potrze­bom. Nowo pozna­na oso­ba już nigdy nie wywo­ła na mojej twa­rzy kon­wul­sji na hasło „hej, czy­ta­łem two­je­go blo­ga”. Sko­ro nie chcesz, żeby go czy­ta­li, to go nie pisz, pro­sta spra­wa, lena. Masz rację. Mam rację. Żad­nej wię­cej cen­zu­ry; żad­ne­go pra­nia bru­dów na oczach mas, któ­re w 99% mają cię głę­bo­ko w dupie. Szko­da pal­ców. Szko­da ser­ca. I gło­wy też. A tych ludzi, któ­rym dokła­dasz na ich tale­rze swo­je wła­sne, czę­sto bez­pod­staw­ne feel­sy, to szko­da naj­bar­dziej.

Eno­ugh is eno­ugh.
Fare­well i takie tam.

Kocham Was na tyle, na ile umiem kochać. Napraw­dę.


*pró­by pomo­cy niby były, ale wszyst­kie koń­czy­ły się na “nie wie­my, jak roz­wią­zać ten pro­blem, z naszej stro­ny wszyst­ko wyglą­da OK.” Oczy­wi­ście wiem, jak się teraz robi biz­ne­sy i nie mogę ocze­ki­wać, że takie­mu małe­mu użyt­kow­nicz­ko­wi jak ja mni­si poświę­cą tyle samo cza­su i uwa­gi, co kie­dyś, gdy dopie­ro prze­cie­ra­li ścież­ki i robi­li swo­je wiel­kie łał. Stać ich na to, żebym zre­zy­gno­wa­ła z moje­go pla­nu mikro i poszła z inter­ne­tu wpiz­du. Nie mam o to do nich pre­ten­sji, tyl­ko jakoś mi tak po prostu…przykro**.

**nie zesraj się*** 

***xoxo
Wasza dzi­ku­ska  <3