co czytają wilki, czyli lubię ładne książki #1

Lena-Wadera-lubie-ladne-ksiazki

Ostat­nio zorien­to­wa­łam się, że naj­chęt­niej u innych czy­tam mini­re­cen­zje ran­do­mo­wych ksią­żek, któ­re blo­ge­rzy z jakie­goś powo­du pole­ca­ją lub nie. Prze­ko­pa­łam swo­ją gło­wę w poszu­ki­wa­niu tytu­łów, o któ­rych mogła­bym co nie­co napi­sać i po paru minu­tach zna­la­złam takich pozy­cji oko­ło 40. To zaska­ku­ją­ce odkry­cie skło­ni­ło mnie do tego, by urzą­dzić tu cykl mini-wpi­sów o książ­kach.

Pod­sta­wo­wa zasa­da jest taka, że nie ma tutaj żad­nych zasad. W każ­dym wpi­sie znaj­dziesz ok. pięć ksią­żek, do któ­rych dorzu­cę kil­ka słów od sie­bie. Lojal­nie ostrze­gam, że czy­tam wszyst­ko na kupę. Znaj­dziesz tu tanie roman­se, porad­ni­ki „jak żyć”, kry­mi­na­ły, sen­sa­cje, powie­ści gotyc­kie, kla­sy­kę, bio­gra­fie i wszyst­ko inne, cze­go nawet nie umiem popraw­nie zde­fi­nio­wać.

A zatem:

Julia Child — Moje życie we Fran­cji
Nigdy nie czy­ta­łam tak smacz­nej, dyna­micz­nej, cie­płej i po ame­ry­kań­sku fran­cu­skiej powie­ści. Tytu­ło­wa Julia Child to gigan­tycz­na kobie­ta, któ­ra zaraz po czter­dzie­st­ce prze­nio­sła się z mężem do Fran­cji i stwier­dzi­ła, że nauczy się goto­wać. Dotąd nie radzi­ła sobie nawet z ugo­to­wa­niem jaj­ka. Rap­tem się oka­za­ło, że fran­cu­ska kuch­nia to jej ogrom­na pasja, któ­rą z powo­dze­niem zaczę­ła zara­żać całą Hame­ry­kę. Tak zyska­ła mia­no jed­nej z naj­słyn­niej­szych kucha­rek minio­ne­go wie­ku.
Ser­ce mi się topi­ło w trak­cie czy­ta­nia tej książ­ki:

Jesteś maseł­kiem na moim chleb­ku i odde­chem mego życia 

Far­ley Mowat — Nie taki strasz­ny wilk
Żeby była jasność — wca­le nie odna­la­złam tej książ­ki po tytu­le! To ta książ­ka odna­la­zła mnie <3 A wła­ści­wie ksią­żecz­ka. O począt­ku­ją­cym bio­lo­gu, któ­ry został zesła­ny w cze­lu­ści kana­dyj­skiej tun­dry w celu obser­wa­cji wil­czych rodzin. Miał być z tego raport dla rzą­do­wej Służ­by Zwie­rzo­sta­nu, a powsta­ła mała powieść oba­la­ją­ca fał­szy­we mity o natu­rze „złych” wil­ków. Jak się zapew­ne domy­ślasz, oka­za­ło się, że ten wilk taki zły i strasz­ny nie jest, i wca­le nie chce wyrzą­dzić krzyw­dy ani nam, ani naszym owiecz­kom, ani w sumie niko­mu. To prę­dzej czło­wiek sta­no­wi zagro­że­nie (rów­nież dla same­go sie­bie).
Książ­ka napi­sa­na jest w taki spo­sób, że w poło­wie czy­ta­nia stra­ci­łam rachu­bę kapią­cych łez — nie wie­dzia­łam, któ­re są ze wzru­sze­nia, a któ­re ze śmie­chu.

Joan­na Wry­cza-Bekier — Magia słów. Jak pisać tek­sty, któ­re porwą tłu­my
Chy­ba naj­lep­szy porad­nik do pisa­nia, z jakim mia­łam przy­jem­ność się zmie­rzyć.
Zawsze do takich porad­ni­ków pod­cho­dzę z ołów­kiem w ręce, bo cią­gle się boję, że prze­czy­tam coś waż­ne­go i zaraz zapo­mnę. Wiesz, takie FOMO, tyl­ko książ­ko­we. A skle­ro­za nie boli. W tym wypad­ku jed­nak z ołów­ka zre­zy­gno­wa­łam, bo po kil­ku­na­stu stro­nach oka­za­ło się, że żeby nie zgu­bić cze­goś istot­ne­go, musia­ła­bym pod­kre­ślić całą książ­kę.
Dzię­ki niej wresz­cie zaczę­łam cia­chać zbęd­ne przy­słów­ki i przy­miot­ni­ki. Dużo zbęd­nych przy­słów­ków i przy­miot­ni­ków… Do dosko­na­łe­go cia­cha­nia bra­ku­je mi jesz­cze całych lat świetl­nych (tak, wiem, że rok świetl­ny to jed­nost­ka odle­gło­ści, a nie cza­su.), ale co ja pora­dzę, że pałam taką miło­ścią do przy­słów­miot­ni­ków?

Car­los Ruiz Zafón — Cień wia­tru
To jeden z moich naj naj tytu­łów.

Ślicz­na histo­ria napi­sa­na dosko­na­le brzmią­cym języ­kiem. Ani razu nie potknę­łam się tam o zbęd­ne zda­nie. Zresz­tą, Zafón tak ma, że umie śpie­wać języ­kiem.

J.L. Wiśniew­ski — S@motność w sie­ci
Pro­szę się nie śmiać. Pro­szę natych­miast stłu­mić ten ner­wo­wy chi­chot.
Do dzi­siaj nie wiem, co takie­go było w tej książ­ce, że ponad 6 lat temu, gdy ją czy­ta­łam, co trze­cią stro­nę wybu­cha­łam histe­rycz­nym szlo­chem. To pew­nie przez wspo­mnie­nia.
Kil­ka dni po śmier­ci moje­go chłop­ca, jak w amo­ku poszłam do księ­gar­ni z myślą, że żeby przez to przejść, muszę sobie kupić nowy pamięt­nik i książ­kę S@motność w sie­ci. Ma bez­na­dziej­ne zakoń­cze­nie, ale i tak war­to do niej zagląd­nąć. Trzy­mam tę książ­kę do dziś i obcho­dzę się z nią jak z jeżem.

Tags