ktoś mi kiedyś powiedział: Lena, nie bój się złych snów

Wstaję rano, ale jakby trochę niechcący, z przeproszeniem. Jakbym nie do końca wierzyła, że tak jak inni mam pełne prawo zasypiać i się budzić. Z samego rana żyję wspomnieniami ze snów, bo tak najprościej rozpędzić się do starcia z nowym dniem.

Jest ciemno, gęsto, ciężko, otępiale. Jest rano, jest noc; nigdy nie wiem.

Długo wpatruję się w zegarek, żeby ustalić ze sobą raz na zawsze, która to godzina, który miesiąc, która pora dnia, która pora roku. Nie ufam temu światu, gdzie jest ciemno; już nie.

Zastygam ze wzrokiem wbitym w ciemność miasta i medytuję, że przecież kiedyś byłam tak bardzo odważna i wybiegałam o czwartej nad ranem witać na kopcu nowe słońce. Dzisiaj nie. Dzisiaj prędzej po omacku wrócę pod koc i będę udawać, że bardzo przepraszam, ale mnie życie od dawna nie dotyczy.

Aż mi ktoś przypomni, że jednak dotyczy, i że to nieładnie siedzieć ciągle w ukryciu.
Ktoś na mnie czeka. Ktoś do mnie macha. Ktoś jest mnie ciekawy i chce dowiedzieć się czegoś więcej. Ktoś się na mnie rzuca, bo dawno mnie nie widział. Ktoś mi podaje kawę. Ktoś dla mnie gotuje. Ktoś mnie bierze na wycieczkę i odwzajemnia mój uśmiech.

(Nawet jeśli wcale się nie uśmiecham)

 

Prawda jest taka, ze jestem atrakcyjną kobietą.
Prawda jest taka, że jestem nieatrakcyjną kobietą.
A najlepsze, że odpowiedź na pytanie, która z tych prawd jest prawdziwsza, zależy od tego, kogo zapytasz. Kropka, nie ma nic pomiędzy; pogódźże się z tym, do cholery.
Tylko co ten autor miał właściwie na myśli?

Nic, naprawdę nic, autor po prostu bezmyślnie napierdala w klawiaturę, bo ma w głowie paskudny mętlik, który ochoczo tutaj wyrzyguje. Bardzo dobrze, dostateczny, siadaj.

Nie mogę sobie przypomnieć tego momentu, kiedy postanowiliśmy pozwolić sobie na za dużo. Jak te głupiutkie, naiwne dziewczątka rozpaczają, że nie pamiętają ostatniego pocałunku swojego ukochanego, tak ja sobie rwę włosy z głowy, bo ty mi nie mówisz, z której strony, jak i po co przekroczyłam newralgiczną granicę. A ja przecież nienawidzę nie wiedzieć. Przecież ja uznaję tylko czerń i biel, bo w szarości co najwyżej się ubieram. Przecież to żadna filozofia powiedzieć mi: spierdalaj. Przecież jestem dużą dziewczynką, nie zamierzam rozkraczać się z tego powodu na środku ulicy i płakać wniebogłosy, ani nawet ze złości oklejać ci drzwi zużytymi podpaskami. Przecież potrafię być stabilna emocjonalnie. Przecież we mnie już od bardzo dawna nic nie ma.

No i dobra, wyjdziemy sobie na przeciw, a ty w połowie drogi wychłostasz mnie pełnym napięcia spojrzeniem. I pójdziesz w pizdu, bo okaże się, że nas jest w nas za dużo.

Ale co mi do tego, przecież życie toczy się gdzie indziej. Mnie jest doskonale tam, gdzie akurat mnie nie ma.