na myśl o kobietach z telewizora ogarnia mnie melancholia

Coś mi odbiło i po kilku latach nieobcowania z telewizorem, naszło mnie, żeby to pudło dzisiaj włączyć.

Po tym, jak wyzachwycałam się, że wciąż grają takie rzeczy jak brazylijskie telenowele, odkryłam z niesmakiem, że grają też coraz więcej takich rzeczy jak Szkoły, Zdrady, Słoiki i Trudne sprawy. Rozbijając się egzystencjalnie między żenującymi paradokumentami, postawiłam ostatecznie na Eskę i nie wiem, czy nie wyrządziłam sobie tym większej szkody.

Jak byłam szczylem, to wydawało mi się, że cierpię na niedobór kablówki i strasznie mi było smutno, że nie mogłam jak moi rówieśnicy cały dzień słuchać/oglądać VIVY albo MTV. Te muzyczne programy były dla mnie synonimem dostatniego życia i w ogóle jakiegoś takiego nieuchwytnego obycia w konsumpcyjnym świecie.

Ale jak wlazłam dzisiaj na Eskę, to mi się gęba długo nie mogła domknąć z wrażenia. I pomyślałam ze smutkiem, że na nic wszelkie ruchy kobiet, dopóki w mediach przodować będą wymuskane, sfotoszopowane i wyseksualizowane do cna przyzwoitości pind-dupeczki. To taką reklamę kobiety robią kobietom?

Tak jakby muzyka już dawno przestała być muzyką i nie była w stanie obronić się sama. Tak jakby te wszystkie śpiewające panie, z obawy, że może wcale nie potrafią śpiewać, postawiły na grę swoim ciałem, w myśl zasady: czego nie dośpiewam, to dowyglądam, albo czego nie dosłyszą, to dowidzą.

Pierwszy teledysk w całości koncentrował się na pani, która ledwo ruszała ustami do słów piosenki, co to ją niby śpiewała, bo była zbyt skoncentrowana na podwijaniu swojej kiecki coraz bliżej majtek. Teledysk naturalnie skończył się wtedy, gdy pani odsłoniła całe udko.

Na drugim teledysku była Plarza i Może oraz panienka w stroju kąpielowym, na który zużyto chyba mniej materiału niż na moją jedną skarpetkę. Do końca nie wiedziałam, co ona tam jęczy pod nosem, bo zbyt byłam zajęta kręceniem głową w różne strony świata, by zorientować się, co to za dziwne figle wyczynia w plarzowym piasku jej ciało.

Na trzecim teledysku jakieś średniopełnoletnie dziewczę wypięło swój napompowany tyłek tak, że z kusego podkoszulka prawie wypadły jej napompowane cycki, i umościła go na kroczu pewnego pana, który zapomniał śpiewać, bo akurat musiał udawać, że ma orgazm. Chociaż, kto go tam wie, może wcale nie udawał, ale jeśli tak wygląda orgazm, to w sumie ja już nigdy więcej nie chcę uprawiać seksu.

Na czwartym teledysku nie wiem, co było, bo w ciągu niecałych 10 minut straciłam wiarę w ludzkość i przełączyłam na kanał z powtórkami Esmeraldy.

Że też można do tego stopnia spieprzyć pojęcie kobiecości.
Chyba że to tylko ja widzę ją – jak większość spraw – na opak.

Puenty nie ma i nie będzie, bo im dłużej myślę o świecie, tym większa mnie ogarnia melancholia.