mam jedno ciepłe wspomnienie z mamą

Nie możemy być razem, bo za bardzo cię lubię i życie pokazało mi już, że w tej konfiguracji to się nie może udać.
Im bardziej cię lubię, tym bardziej cię stracę, kiedy cię stracę. Wiedziałeś?

Mam jedno ciepłe wspomnienie z mamą.
Takie, które – podejrzewam – w równym stopniu zaskakuje i mnie, i ją.

Czekałam dziesięć dni na wiadomość, która nigdy nie powinna nadejść.
Kursowałam między maleńkim pokoikiem, a równie maleńką kuchnią z maleńkim oknem na parking. Zerkałam na telefon, wybierałam numer, słyszałam twój głos nagrany na pocztę głosową.

OMG, ALEXIS FAILED – wibrowało mi w głowie na dobranoc.
Ale potem znowu był ranek, a ja znowu czekałam.

Nocami wymykałam się do łazienki, żeby rodzice nie słyszeli, jak zanoszę się od szlochu i mantry, która wtedy, tak mi się przynajmniej wydawało, dodawała mi otuchy.
He’s alive. He’s alive. He’s alive…

Aż dostałam wiadomość, po której przestałam słyszeć cokolwiek.
Widzieć cokolwiek. Rozumieć cokolwiek.
Czułam za to aż za mocno i cały czas miałam głupie wrażenie, że tak musi wyglądać umieranie.

Wiesz, co oni mi powiedzieli? Że czekali z wiadomością tak długo, bo bali się, jak zareaguję.

Nie pamiętam, jak zareagowałam. Wysłałam jakiegoś smsa, a potem obudziłam się w szpitalu. Mama mówiła, że nie wiedziała, co innego ze mną zrobić. Wpadłam w histerię, wrzeszczałam coś po angielsku, topiłam się we własnych śpikach i trzęsłam się jak osika. A ja tylko chciałam, żeby ta wiadomość…

Jeszcze wtedy nie wiedziałam, że nie wolno się zamykać na ludzi.
Myślałam, że to moje święte prawo – leżeć w łóżku, płakać i nie odpowiadać na telefony. Przecież straciłam mojego najlepszego przyjaciela. Przecież straciłam mój oddech, moje żebro i wystającą kość biodrową. Przecież jacyś obcy ludzie mi mówią, że on już nie żyje.

Mam jedno ciepłe wspomnienie z mamą.
To były noce, kiedy wypłakałam z siebie wszystkie łzy.
Na poduszce leżały moje włosy i plamy czarnej krwi od zmęczonego ciągłym szlochem nosa.

Dostałam od niego niebieski sweter. Dużo za duży i tak bardzo w jego kolorze. Zapadłam się w ten sweter na długie miesiące.

Mama przychodziła do mnie w bezsenne noce, siadała na brzegu łóżka i dławiąc na mój widok łzy w gardle, opatulała mnie rękawami tego swetra, niby obejmując mnie jego ramionami. I mówiła, że jakoś wytrzymam. Że z czasem będzie odrobinę lepiej.

Kiedy kilka miesięcy później podniosłam swoją otępiałą głowę z łóżka, nigdy więcej nie rozmawiałyśmy o tych nocach, ani o tym, co się stało.

Wtedy nie miałam odwagi pojechać na pogrzeb, a dzisiaj, po siedmiu latach, wciąż nie mam odwagi odwiedzić jego grobu.

Miałam 19 lat. Byłam gówniarą.
Tamtego dnia, jak przystało na prawdziwą smarkulę, obraziłam się na miłość i jak dotąd się z nią nie przeprosiłam.

To wiele utrudnia, wiesz?
To lubi podcinać skrzydła w tych szczególnych momentach, kiedy masz ochotę wykrzyczeć światu, że jesteś szczęśliwa.

Boisz się.
Na wszelki wypadek nie mówisz nic.
Bo może to kolejne przekleństwo.
Bo może za rogiem czeka kolejna śmierć.

  • <3

    Ależ oczywiście, że dobrze. Zawsze dobrze jest się rozpadać z właściwych powodów. Przeszłość powinna zostać przeszłością. Możesz być z siebie dumna :)

    (To mówię ja – tchórz, kurczowo trzymający się zaprzeszłości.)

  • Dziewczyno, jak Ty piszesz. Niesamowite. Miałam niedawno podobną sytuację. Po długim czasie poszłam na grób i się rozpadłam. Dalej nie wiem czy to dobrze czy źle. Ściskam Cię mocno!

  • Jak Ty pięknie umiesz w emocje.

    *patrzy na komentarze pode mną*
    *kopie w oporną rzyć*

    (I jak ładnie nawiązałaś do notki z „urodzinową listą”. Pamiętałam! Zastanawiałam się o jakie wspomnienie z mamą może Ci chodzić…)

  • Spokojna Twoja, na co dzień w te klocki jestem w miarę ogarnięta, ale raz do roku daję sobie pozwolenie na to, by się nieco zasmucić <3

  • Szkoda zatem. Bo twarda rzyć może dawać przerzuty i wtedy *rzycie* robi się dość… gunwiane. :P

    To kopię. I wspieram. Ale ogarnij się. <3

  • O, mam milijony ludzi od kopania i wychodzi im to znakomicie. Tylko wiesz, moja rzyć sążna i OPORNA :) <3

  • Nie mam pojęcia, czy w takiej sytuacji lepiej pogłaskać po głowie czy kopnąć w rzyć i wylać wiadro zimnej wody na łeb. Naprawdę nie wiem. Ale myślę, że po siedmiu latach doceniłabym, gdyby ktoś mnie kopnął. Tak wiesz, z dobrą intencją.

    <3

  • <3

  • Boże Lena, ale mnie za gardło ścisnęło. I szybko chyba nie puści.