idę coś zmienić

Nie podo­ba mi się życie, któ­re sobie przy­pad­kiem wybra­łam.
Sie­dzę w czte­rech różo­wych ścia­nach, któ­rych prze­ma­lo­wa­nie pla­nu­ję od jakichś sze­ściu lat, a któ­rych nie malu­ję, bo głu­pio tak dłu­bać w nie­swo­im miesz­ka­niu. Nie podo­ba mi się ten widok.

Pra­ca z domu wycho­dzi mi odwło­kiem. Przy­kro mi, że ludzie z moje­go nie­ist­nie­ją­ce­go biu­ra nie wycią­ga­ją mnie po pra­cy na piwo, na festi­wal pla­ka­tów, kolo­rów, wnętrz, cze­go­kol­wiek. Przy­kro mi, że żaden szef nie sta­nie w mojej obro­nie, jak się pokłó­cę z klien­tem, albo nie weź­mie mnie na dywa­nik i nie pogro­zi mi pal­cem, że nie wol­no mi się kłó­cić z klien­tem, bo nawet jeśli klient nie ma racji, to prze­cież klient ma zawsze rację.

Nie podo­ba mi się, że kum­pel opo­wia­da mi o książ­kach, któ­re powin­nam prze­czy­tać, na mes­sen­ge­rze, a kum­pe­la mono­sy­la­ba­mi na Insta­Sto­ries zawia­da­mia mnie, że w naj­bliż­szą sobo­tę się haj­ta. Nie podo­ba­ją mi się wir­tu­al­ne kon­tak­ty towa­rzy­skie. Wła­ści­wie to nimi pogar­dzam.

Nie podo­ba mi się, że co mie­siąc muszę liczyć pie­nią­dze i kal­ku­lo­wać, czy lepiej z zaku­pem tego, siam­te­go i owe­go pocze­kać do przy­szłe­go mie­sią­ca czy przy­szłe­go wcie­le­nia.
Czy z tego zle­ce­nia wyży­ję mie­siąc, czy pół, czy wca­le. Albo że w ogó­le robię potrój­ną robo­tę za potrój­nie niskie haj­sy. Czy uda mi się zaosz­czę­dzić, czy uda mi się odło­żyć, czy uda mi się zor­ga­ni­zo­wać sobie jakąś namiast­kę poczu­cia bez­pie­czeń­stwa.

Nie podo­ba mi się, że od sied­miu mie­się­cy zary­wam noc­ki i zasy­piam nad ranem. Nie pamię­tam, kie­dy ostat­ni raz poło­ży­łam się spać przed pierw­szym śpie­wem pta­ków (zaczy­na­ją tuż przed trze­cią, ale na poważ­nie roz­śpie­wu­ją się w oko­li­cach czwar­tej, gdy już świ­ta).

Nie podo­ba mi się, że dwu­na­sty rok z rzę­du nie poja­dę na żad­ne waka­cje. Nie podo­ba mi się, że moja mat­ka raz po raz radzi mi pra­cę w bie­dron­ce, bo co to za pra­ca, sie­dze­nie w domu i stu­ka­nie w kla­wia­tu­rę. Każ­dy by tak chciał, a ktoś prze­cież musi robić praw­dzi­wą robo­tę.

Sie­dzę w popla­mio­nym tiszer­cie, bo po co sie­dzieć w wypra­nym na prze­ciw­ko różo­wej ścia­ny. Nie podo­ba mi się ten widok. Muszę coś zmie­nić.

Idę coś zmie­nić.

ZapiszZapisz