dzień dobry, poproszę piwo

dzien dobry poprosze piwo
- Dzień dobry, popro­szę piwo.
- Piwo? Oczy­wi­ście, już się robi! Ciem­ne, jasne, zło­te, zie­lo­ne, o sma­ku cytry­ny, a może roso­łu? Prze­lać? Schło­dzić? Dopra­wić sokiem, mio­dem? Ze słom­ką? Bez słom­ki? Z pod­kład­ką? Jebać bie­dę!

* * *
- Witaj! Czy mogę się przy­siąść? Oczy­wi­ście — neu­tral­nie!
- No jak neu­tral­nie, to…
- Pozwo­lisz, że się przed­sta­wię? Nazy­wam się Taki­to­ata­ki; jestem dyrek­to­rem sprze­da­ży w małej agen­cji rekla­my. Moja pra­ca jest fan­ta­stycz­na; to nie­sa­mo­wi­te prze­nieść się z kor­po-śro­do­wi­ska do maleń­kiej fir­my, któ­ra pła­ci ci za każ­de pierd­nię­cie! Aktu­al­nie poszu­ku­je­my copyw­ri­te­ra, któ­ry sma­ko­wi­cie sprze­da sło­wem nasze mię­so!
- Copyw­ri­te­ra mówisz…mięso…
- A ty kim jesteś?

- Och, nikim. Jestem tyl­ko dziew­czy­ną sie­dzą­cą przy barze.

* * *

- Lena! Tutaj jesteś! Widzia­łaś już naj­now­szy odci­nek Gry o tron?
- Nie. A kto umarł tym razem?
- No jak­to! Wszy­scy! Wszy­scy wyzdy­cha­li, jeden po dru­gim, jak muchy!
- Kła­miesz. Ale to i tak prę­dzej czy póź­niej nastą­pi, więc nawet się nie gnie­wam. Gdzie masz swo­je­go lover­bo­ja?
- Rzu­cił mi fochem, bo nie sma­ko­wa­ły mi jego wegań­skie rolad­ki, to ja posta­no­wi­łem rzu­cić jego.
- O, to super. Czy­li zno­wu może­my toa­sto­wać do opo­ru za sin­giel­stwo?

- Nie dra­ma­ty­zuj. Mam osiem nowych powia­do­mień na Tin­de­rze i dwa­dzie­ścia trzy na Grin­drze. Ja, moja dro­ga, w prze­ci­wień­stwie do cie­bie, nigdy nie stra­cę nadziei na praw­dzi­wą miłość!

* * *

- Oesu Lena, asie­na­eba­am! A widzie­li­ście tego babsz­ty­la co teraz prze­cho­dził? No ja nor­mal­nie już nigdy przez nie­go nie zasnę!!!!1. Bo ona była w cią­ży, ale twarz to mia­ła taką jak jakiś facet! Taką szczę­kę sze­ro­ką i żuchwę w ogó­le taką pro­stokk proskontną!!!1 I w ogó­le toooo nooo pfff, no sor­ry ale ja dzi­siaj nie zasnę bo yyyy ja takie­go pani w cią­ży to nigdy nie widziałam!!!11jeden.

- Kaś­ka, to był Tomek. Z żab­ki wra­cał. Cią­ża spo­żyw­cza mu się zary­so­wa­ła.

- Czy­li to ty jesteś tą tajem­ni­czą blon­di przy barze?
- Czy ja ci wyglą­dam na tajem­ni­czą blon­di?

- Masz rację. Dzi­siaj wyglą­dasz naj­wy­żej jak dziw­ka roz­je­cha­na przez tira.

* * *

- No cześć, Maciek jestem. Cze­go tutaj szu­kasz? A może — KOGO, hehe­he­he?
- Piwa. Szu­kam piwa. Ciem­ne­go piwa, nicze­go wię­cej. Lej mię pan te piwo!
- Hehe­he, no to ja ci powiem, że ja tu bywam czę­sto i pierw­szy raz cię widzę c’nie.
- Spo­ko, sta­ram się nie rzu­cać w oczy.
- Hehe­he, no ale wiesz, to tak nie dzia­ła. Ja to ci wogle powiem, że mam żonę, ale nam się nie ukła­da. Już ze sobą ani nie miesz­ka­my, ani nie roz­ma­wia­my. I wiesz, ja ją kocham c’nie i wogle i ona mnie chy­ba też, ale my nie jeste­śmy dla sie­bie, a każ­dy powi­nien za wszel­ką cenę zna­leźć swo­je szczę­ście! A ty?
- Co ja?
- Masz męża?
- Haha­ha­ha­ha­ha­ha­ha­ha. Nie.
- Słu­chaj, wyglą­dasz mi na napraw­dę spo­ko dziew­czy­nę, wiem, że się nie zna­my, ale coś już o sobie wie­my, więc nie będę owi­jał w baweł­nę — chciał­bym się z tobą prze­spać.
- Też nie.
- Ale cze­mu, co, nie podo­bam ci się?
- Sta­ry, nie brnij­my w to dalej.
- Dobra, weź­sie, zapo­mnij, lol! Wogle to co, masz się za lep­szą ode mnie?
- Czy to jest ten moment, kie­dy na two­je pocie­sze­nie zaczy­na­my drwić sobie z moich cyc­ków?

- Two­ich cyc­ków? Nie­no, daj spo­kój, prze­cież są spo­ko. Takie…sportowe.

* * *

- Lena? Wszyst­ko w porząd­ku?
- Nie wiem. Jak myślisz? Wszyst­ko w porząd­ku?
- Jest czwar­ta nad ranem. Myślę, że to dobra pora na spa­nie.
- Pora na spa­cer? Powie­dzia­łeś spa­cer?

- Może być, chodź­my na spa­cer.

I poszli­śmy.

Bo cza­sa­mi zama­wia­jąc jed­no piwo, w pew­nym momen­cie odkry­wasz, że wypi­jasz czwar­te i dooko­ła cie­bie dzie­je się abso­lut­ny kosmos. Uśmiech­niesz się sym­pa­tycz­nie do jed­ne­go typ­ka, z dru­gim zamie­nisz kil­ka luź­nych słów, trze­ci na ten widok doj­dzie do wnio­sku, że jesteś szma­tą, a czwar­ty obro­bi ci dupę przed swo­imi kum­pla­mi, żeby sobie cie­bie zosta­wić na potem.

Raz na sto lat tra­fi się jesz­cze jakiś pią­ty. On, tak jak ty, przy­szedł po pro­stu napić się piwa i przy oka­zji poznał nie­groź­ną dziew­czy­nę, o któ­rej nie pró­bu­je nawet uda­wać, że coś wie. To bar­dzo miłe. To z tymi pią­ty­mi o czwar­tej nad ranem idzie się na spa­cer szu­kać słoń­ca. Do domu wra­ca się o szó­stej. Na do widze­nia (dzień dobry? dobra­noc?) poda­je się dłoń, a nie wagi­nę. A po prze­bu­dze­niu oddy­cha się z ulgą, że zasnę­ło się we wła­snych majt­kach i nie obu­dzi­ło w cudzej koszu­li.

To bar­dzo miłe. Mogła­bym tak spa­ce­ro­wać codzien­nie. I conoc­nie. I coran­nie.