dwunastu braci, wierząc w sny, zbadało mur od marzeń strony*

A pamię­tasz, jak sie­dzie­li­śmy do póź­na i roz­wo­dzi­li­śmy się nad bez­sen­sow­no­ścią domnie­my­wań na tema­ty poli­ty­ki i ist­nie­nia? Jak prze­pi­ja­li­śmy wód­kę piwem bez żad­nych fizycz­nych ani psy­chicz­nych kon­se­kwen­cji i budzi­li­śmy się rano wśród obcych ludzi? Ludzi, któ­rzy — choć obcy i nowi — w tych krót­kich momen­tach byli nam naj­bliż­si?

Pamię­tasz jak czło­wiek, któ­ry uda­wał przed tobą i inny­mi two­je­go ojca, z dnia na dzień kop­nął cię w dupę i pozba­wił dachu nad gło­wą? Jak prze­bie­ra­łaś z rado­ści noga­mi na samą myśl, że oto zaczy­na się Wiel­kie-Lep­sze-Nowe? Jak dzię­ko­wa­łaś mu za to w duchu, bo on nie miał poję­cia, że to naj­lep­szy pre­zent, jaki ci kie­dy­kol­wiek poda­ro­wał?

Pamię­tasz, jak leża­łaś dzie­sięć dni w łóż­ku, nie­zdol­na do żad­ne­go ruchu, i cze­ka­łaś na Tę Jed­ną Wia­do­mość? Jak po jej otrzy­ma­niu, wyczer­pa­na od łez, marzy­łaś tyl­ko o tym, żeby nigdy nie nade­szła? Pamię­tasz trzy naj­trud­niej­sze sło­wa, jakie wysła­łaś wte­dy SMSem Wojt­ko­wi? A pamię­tasz, co ci odpo­wie­dział? Przy­po­mi­nasz sobie, dla­cze­go pół roku póź­niej uda­ło ci się wygra­mo­lić z łóż­ka i spró­bo­wać życia od nowa?

A pamię­tasz jak do kawy, oprócz mle­ka i cyna­mo­nu, dosy­py­wa­łaś pła­ską łyżecz­kę cukru? Jak cały­mi godzi­na­mi podej­mo­wa­łaś naj­prost­sze decy­zje? Jak przez okrą­gły rok muska­łaś do gra­nic przy­zwo­ito­ści pra­cę licen­cjac­ką, cho­ciaż magi­ster­ka — takie masz wra­że­nie — pisze się two­imi pal­ca­mi sama? Pamię­tasz, jak w wie­ku dzie­wię­ciu lat pod­pi­sa­łaś swój pierw­szy pamięt­nik? Że śred­nio co dwie stro­ny zmie­nia­łaś obiek­ty swo­ich dzie­cię­cych wes­tchnień, w zależ­no­ści od tego, któ­ry chło­piec dane­go dnia podzi­wiał i gła­skał two­ją świn­kę mor­ską? A zauwa­ży­łaś, że dzi­siaj, w wie­ku 24 lat, masz tych pamięt­ni­ków na pół­ce wię­cej niż ksią­żek? I tyl­ko jeden, zna­czą­cy obiekt wes­tchnień.

Pamię­tasz czło­wie­ka, któ­ry jako pierw­szy uczył cię, że trze­ba być pew­nym sie­bie? A pamię­tasz tego, któ­ry cier­pli­wie kle­ił two­je poszar­pa­ne zwer­ba­li­zo­wa­ny­mi wąt­pli­wo­ścia­mi innych skrzy­deł­ka? A tego, któ­ry dał ci naj­więk­szą lek­cję poko­ry? Tego, któ­ry cię zabrał w spon­ta­nicz­ną wyciecz­kę nad morze? A tego, któ­ry dosłow­nie poda­ro­wał ci gwiazd­kę z nie­ba?

Pamię­tasz, przy któ­rej pio­sen­ce kru­szy ci się do cna ser­ce, a przy któ­rej śpie­wa?

Pamię­tasz, ile razy potknę­łaś się i emo­cjo­nal­nie potur­bo­wa­łaś, zanim zna­la­złaś się w naj­ja­śniej­szym momen­cie swo­je­go ist­nie­nia? Bo tego, co dzi­siaj w tobie naj­faj­niej­sze, doko­na­łaś sama. Zda­jesz sobie spra­wę, że nie ma już odwro­tu i musisz zacząć żyć życiem, o któ­rym marzy­łaś całe życie?


* to moje ulu­bio­ne od Leśmia­na