co czytają wilki, czyli lubię ładne książki #3

lubię ładne książki #3

Są na tym świe­cie rze­czy, któ­re się nie śni­ły nawet filo­zo­fom i są w moim świe­cie książ­ki, któ­re śnią mi się po nocach, bo tak bar­dzo je lubię.

Oto kolej­na por­cja mini­re­cen­zią­tek tytu­łów, któ­re w mniej­szym lub więk­szym stop­niu odci­snę­ły swo­je lite­ry pod moją blond­ko­pu­łą.

Sue Town­send — Seria z Adria­nem Molem
Pery­pe­tie Adria­na Mole’a czy­tu­ję odkąd pamię­tam. Te książ­ki nauczy­ły mnie patrzeć na świat przez oku­lar cyni­zmu osta­tecz­ne­go. Nigdy nie potra­fi­łam Adria­na okre­ślić jed­nym sło­wem, bo kie­dy myślę o nim nie­udacz­nik, zaraz nasu­wa mi się do gło­wy pospiesz­ne uzu­peł­nie­nie: sym­pa­tycz­ny. Para­dok­sal­nie — nie da się go nie lubić.

Pierw­szą część czy­ta­łam w wie­ku lat nastu, czy­li jakieś…*kasz­le*…dosyć daw­no temu.
Adrian to nie­speł­nio­ny pisarz, zako­cha­ny bez pamię­ci w swo­jej pierw­szej miło­ści, Pan­do­rze, któ­ra przez więk­szą część życia raczej ma go w dupie (zna­my to z autop­sji). Ma wiel­ki talent do podej­mo­wa­nia naj­gor­szych z moż­li­wych decy­zji i czy­nie­nia rów­nie mar­nych życio­wych wybo­rów. Myślę, że więk­szość sym­pa­ty­ków Mol­ka, podob­nie jak ja, do koń­ca nie wie, dla­cze­go tak bar­dzo lubi go czy­tać. To jed­na z tych ksią­żek „jesz­cze tyl­ko jeden dzień z życia Adria­na i mogę iść spać”. A potem widzę na jed­no oko, bo jest trze­cia w nocy, a w snach wal­czę z łabę­dzia­mi, któ­re blo­ku­ją mi doj­ście do łazien­ki. No a wie­cie, taki łabędź to potra­fi czło­wie­ko­wi zła­mać rękę!

Naj­lep­szą i naj­traf­niej­szą recen­zję swo­ich dzien­ni­ków napi­sał sam Adrian, ręką pani Sue:

Posta­no­wi­łem skru­pu­lat­nie pro­wa­dzić dzien­nik w nadziei, że moje życie wyda się bar­dziej inte­re­su­ją­ce, jeśli zosta­nie opi­sa­ne. Bo na pew­no nie jest cie­ka­we, gdy je prze­ży­wam. Jest nud­ne, że aż strach.

Jak­by się nad tym głę­biej zasta­no­wić, to cytat moje­go życia. I moje­go blo­ga. Dla­te­go chy­ba wolę się nie zasta­na­wiać.

Mar­kus Zusak — Zło­dziej­ka ksią­żek
O tej książ­ce zapew­ne zosta­ło już powie­dzia­ne wszyst­ko, więc dłu­go się nad nią roz­wo­dzić nie będę. Opo­wieść jest ład­na, a Nar­ra­tor wzru­sza­ją­cy.
Pamię­tam, że jako dziec­ko mia­łam momen­ty paskud­ne­go lęku przed śmier­cią. Dobrze, że jakiś doro­sły nie pod­rzu­cił mi wte­dy Zło­dziej­ki…, bo pew­nie chcia­ła­bym temu panu Śmier­ci przy­bić piąt­kę.
Sce­na dru­gie­go prze­mar­szu Żydów szcze­gól­nie zła­ma­ła mi ser­ce, a jesz­cze bar­dziej mi zła­ma­ła, jak się oka­za­ło, że w adap­ta­cji fil­mo­wej tej sce­ny nie ma. Z fil­mu bowiem wycię­to wszyst­kie klu­czo­we i emo­cjo­nu­ją­ce momen­ty, a zosta­wio­no te, na któ­re się przy­jem­nie patrzy. Nie ogar­niam. Po co robić takie fil­my, sko­ro za te same pie­nią­dze moż­na robić lep­sze?

Cla­ris­sa Pin­ko­la Estes — Bie­gną­ca z wil­ka­mi. Arche­typ Dzi­kiej Kobie­ty w mitach i legen­dach
Może kie­dyś się odwa­żę i napi­szę całą recen­zję tej książ­ki. Ale im bar­dziej o tym myślę, tym bar­dziej nie chcę, bo to jak pisać recen­zję tego, co kto ma w gło­wie. Bra­ku­je mi odpo­wied­nich kom­pe­ten­cji.
To nie jest książ­ka dla męż­czyzn. Nie chcę sobie nawet wyobra­żać miny face­ta, któ­ry prze­dzie­ra się z gigan­tycz­nym bólem dupy i oczu przez kolej­ne stro­ny tej księ­gi. To biblia kobiet. Kobiet, któ­re zapo­mnia­ły, że żeby żyć w peł­ni, muszą być DZIKIE.
Mnie uchro­ni­ła ona od total­ne­go zgorzk­nie­nia i doda­ła mi otu­chy. To zde­cy­do­wa­nie ta książ­ka, któ­rą chcia­ła­bym mieć przy sobie na bez­lud­nej wyspie. Pierw­szy raz czy­ta­łam ją rok. Jej się nie poły­ka, tyl­ko bie­rze do łóż­ka, gdy jest się goto­wym na Sło­wa.

Julio Cor­ta­zar — Opo­wia­da­nia
Zna­la­złam swo­je dwa tomi­ki opo­wia­dań ukry­te gdzieś w cze­lu­ściach sta­re­go anty­kwa­ria­tu. Pięk­ne to było odkry­cie, bo cho­ciaż do samej okład­ki musia­łam prze­drzeć się przez pię­cio­cen­ty­me­tro­wą war­stwę kurzu, gdy oczom moim uka­zał się tytuł — zwa­rio­wa­łam.
W życiu nie zamie­ni­ła­bym tego sta­re­go wyda­nia na nowe, któ­re stoi teraz dum­nie na pół­kach empi­ku i razi mnie swo­imi kolo­ra­mi. Pole­cam odwie­dzi­ny w anty­kwa­ria­tach, moż­na tam dorwać praw­dzi­we pereł­ki.
Co do samych opo­wia­dań — kto zna Cor­ta­za­ra, ten wie, jak trud­no zde­fi­nio­wać jego pisa­nie. I powtó­rzę za Par­ty­zant­ką: pole­cam czy­tać je dla same­go czy­ta­nia, a nie dla roz­trzą­sa­nia, co się tam wła­ści­wie odja­nie­paw­li­ło.

J.M. Bar­rie — Pio­truś Pan
Dzi­siej­szą serię mini­re­cen­zią­tek koń­czę zie­lo­nym akcen­tem.
Pio­truś Pan to moja naj­naj baj­ka z dzie­ciń­stwa. Mia­łam kie­dyś dwie czę­ści, ale jed­ną, w przy­pły­wie postra­da­nia zmy­słów, poda­ro­wa­łam na uro­dzi­ny moje­mu byłe­mu. Wie­cie, on miał pierw­szą część, ja dru­gą, razem byli­śmy tacy KOMPLETNI. A potem się roze­szli­śmy i książ­ka zosta­ła u nie­go. Ser­ce krwa­wi mi do teraz, bo zna­jąc jego podej­ście do lite­ra­tu­ry wyso­kiej, jesz­cze jej nawet nie otwo­rzył (pozdra­wiam Cię cie­pło, R., napraw­dę!). A była tak pięk­nie wyda­na! I mia­ła akwa­rel­ko­we ilu­stra­cje i była taka zie­lo­na…

W wie­ku wcze­sno­dziew­czę­cym trud­no się nie zako­chać w bun­tow­ni­czej posta­wie Pio­tru­sia. Chy­ba lubię takich lite­rac­kich łotrzy­ków. Ale kto nie lubi?

Tags