co czytają wilki, czyli lubię ładne książki #2

lubię ładne książki #2

Przy­znać się, kto na nowy rok wymy­ślił sobie, że prze­czy­ta jesz­cze wię­cej ksią­żek?
Zga­dza się, na przy­kład ja. Nie mam poję­cia, ile prze­czy­ta­łam w zeszłym roku, ale ze wzglę­du na spo­ry defi­cyt cza­su na przy­jem­nost­ki w moim życiu (albo raczej spo­ry defi­cyt umie­jęt­no­ści zarzą­dza­nia tym cza­sem…), na pew­no prze­czy­ta­łam mniej, niż bym mogła.
Biję się w pierś, żału­ję, popra­wę obie­cu­ję, a w ramach poku­ty pod­rzu­cam Ci kolej­nych pięć tytu­łów z cyklu: co czy­ta­ją wil­ki, czy­li lubię ład­ne książ­ki.
Pamię­tasz, jakie są zasa­dy? Że nie ma żad­nych zasad. Dla każ­de­go coś inte­re­su­ją­ce­go (albo nie).

Dag­ma­ra Skal­ska i Mar­cin Wąsik — Ego­izm to nie grzech. Poko­chaj swój umysł
Dag­ma­ra na pierw­szy rzut oka jest cho­dzą­cym cukie­recz­kiem, ale w gło­wie ma poukła­da­ne jak nikt inny. Z nią i z jej mężem, Tom­kiem, byłam emo­cjo­nal­nie zwią­za­na od dłuż­sze­go cza­su. Nie­kie­dy mam wra­że­nie, że z jego odej­ściem radzę sobie znacz­nie gorzej niż ona. Gdy dra­stycz­ny pro­ces godze­nia się Dag­ma­ry ze śmier­cią Tom­ka u nie­któ­rych wywo­ły­wał nie­smak, we mnie gene­ro­wał poczu­cie nie­opi­sa­nej dumy. Ta dziew­czy­na ma o całe nie­bo bar­dziej bud­dyj­ski umysł od moje­go.
Dag­ma­ra pięk­nie poka­zu­je świa­tu, jak prze­stać wal­czyć i żyć w zgo­dzie z tym, co cię ota­cza. I cho­ciaż jej cukier­ko­wy wize­ru­nek może się nie­co kłó­cić z wewnętrz­nym wyci­sze­niem, któ­re tak mani­fe­stu­je, to i tak w cało­ści ją kupu­ję. Pole­cam wszyst­kie ich książ­ki o pozy­tyw­nym ego­izmie. Ale to przy tej smar­ka­łam tęczo­wy­mi śpi­ka­mi, kie­dy Daga krok po kro­ku opi­sy­wa­ła odej­ście Tom­ka i falę smut­ku, z jaką przy­szło jej się potem zmie­rzyć.

Shaun Usher — Listy nie­za­po­mnia­ne. Tom I i II.
Chy­ba muszę przy­znać, że to moje naj­więk­sze lite­rac­kie odkry­cie minio­ne­go roku. Uwiel­biam ten zbiór! Nie dość, że oba tomy są wyda­ne prze-pię-knie (duży for­mat, twar­da opra­wa + kolo­ro­we foto­gra­fie robią robo­tę), to jesz­cze zawie­ra­ją w sobie naj­lep­sze lite­rac­kie skar­by z całe­go świa­ta — LISTY. I to nie byle jakie listy. Autor zbio­ru (nota­be­ne — blo­ger) jest kolek­cjo­ne­rem naj­waż­niej­szych i naj­cie­kaw­szych listów w histo­rii ludz­ko­ści. Każ­dy tom zawie­ra ich ponad 120, zaś same listy poprze­dzo­ne są krót­kim wpro­wa­dze­niem, któ­re wyja­śnia kto pisze do kogo, dla­cze­go i co było dalej.
Czy­ta­nie zbio­rów było dla mnie prze­pra­wą eks­cy­tu­ją­cą, bo nigdy nie wie­dzia­łam, co mnie cze­ka na kolej­nej stro­nie. Nie­któ­re listy mają zale­d­wie kil­ka lini­jek, inne kil­ka lub kil­ka­na­ście stron. Pole­cam oba zbio­ry mieć na wła­sność. A jesz­cze bar­dziej pole­cam roz­da­wać je naj­bliż­szym w pre­zen­cie.

Stieg Lars­son — Męż­czyź­ni, któ­rzy nie­na­wi­dzą kobiet
Thriller/sensacja/kryminał. Wszyst­ko się zga­dza. Pierw­sza część try­lo­gii Mil­le­nium. Podo­ba­ła mi się zarów­no książ­ka, jak i film — Dziew­czy­na z tatu­ażem. Książ­ka jest spo­rych roz­mia­rów, na szczę­ście ape­tyt na dal­szy roz­wój wyda­rzeń w mia­rę czy­ta­nia wzra­sta. Bez waha­nia się­gnę po kolej­ne czę­ści.
Film oglą­da­łam sro­gie lata temu i jedy­ne, co z nie­go zapa­mię­ta­łam, to że po pierw­sze: był bar­dzo dobry, a po dru­gie: miał sce­nę gwał­tu, któ­ra total­nie mnie spo­nie­wie­ra­ła.
Cięż­ko mnie wewnętrz­nie spo­nie­wie­rać albo obrzy­dzić, w koń­cu nale­żę do tej gru­py kobiet, któ­re czy­ta­ją do podusz­ki 120 dni Sodo­my Mar­ki­za de Sade’a, a potem zaśmie­wa­ją się w pubie do łez z nie­któ­rych ustę­pów. Ale było w tej sce­nie coś takie­go, co odrzu­ci­ło mnie na kilo­metr. Może to przez to, że opraw­ca wyglą­dał jak mój ojciec, któ­re­go szcze­rze nie­na­wi­dzę. Who knows.

Hanya Yana­gi­ha­ra — Małe życie
Pomi­mo sztucz­ne­go szu­mu, jaki się wokół tej książ­ki robi­ło w 2016 roku, i tak z czy­stym ser­cem ją pole­cam. Do prze­czy­ta­nia raz, a porząd­nie. Kawał dobre­go, lite­rac­kie­go mię­cha.

Igna­cy Kar­po­wicz — Soń­ka
Mam coś takie­go, że jak jakaś książ­ka wybit­nie mi się spodo­ba, to prze­ka­zu­ję ją w pre­zen­cie dalej. Mój kryp­to­bud­dyzm i nie­zno­śna potrze­ba pozby­wa­nia się wszel­kich mate­rial­nych gra­tów z moje­go oto­cze­nia cza­sem prze­gi­na pał­kę, ale prze­cież wszy­scy mamy swo­ją banię (praw­da?). Dzi­ki Lis jak to usły­szał, zadał mi pyta­nie, któ­re cał­kiem zbi­ło mnie z tro­pu:

Jak roz­dasz wszyst­kie książ­ki, to co ci pozo­sta­nie?

Any­way. Soń­kę chcia­łam poda­ro­wać zna­jo­mej z try­wial­nej oka­zji, ale ile­kroć otwie­ra­łam ją na ran­do­mo­wej stro­nie i czy­ta­łam frag­ment, roz­my­śla­łam się i z czu­ło­ścią odkła­da­łam ją z powro­tem na hono­ro­we miej­sce na toa­let­ce z uko­cha­ny­mi książ­ka­mi.
Jest pięk­nie, mini­ma­li­stycz­nie wyda­na i poetyc­ko napi­sa­na. A histo­ria sama w sobie jak żad­na inna kru­szy ser­ce. Dedy­ka­cja zresz­tą mówi wszyst­ko. Kar­po­wicz Soń­kę dedy­ku­je bowiem:

dobrym ludziom

Tags