zasługujemy na odrobinę więcej

Wystar­czy­ły dwa dni wśród ludzi, żebym skon­sta­to­wa­ła, że to wszyst­ko nic nie war­te, nale­ży odwró­cić się na pię­cie i uciec. O ile orga­ni­zo­wa­nie komuś rze­czy jest cał­kiem zno­śne, o tyle orga­ni­zo­wa­nie cudze­go życia — już nie. Nie moż­na we mnie pokła­dać tak dra­stycz­nych nadziei.
#czy­taj­da­lej

skowyt #4

lena wadera

Na jego widok sta­nę­łam jak wry­ta.
Wstrzy­ma­łam oddech, prze­łknę­łam śli­nę, roz­sze­rzy­ły mi się źre­ni­ce.
On też się nie ruszał.
On też nie wie­dział, gdzie się podziać.
Ode­zwać się, wymi­nąć mnie, odejść w prze­ciw­ną stro­nę?
Musia­łam pod­jąć decy­zję za nas obo­je.
Obró­ci­łam się jak w zwol­nio­nym tem­pie; na tyle, na ile pozwa­la­ły na to szu­mią­ce klat­ki wspo­mnień w mojej gło­wie.
I ode­szłam.
Trzę­słam się jak cho­le­ra.
Cie­ka­we, czy widział.
Cie­ka­we, czy o nas pamię­tał.
#czy­taj­da­lej

skowyt #3

skowyt #3

Wró­ci­łam do domu, zrzu­ci­łam z sie­bie w przed­po­ko­ju wszyst­kie ubra­nia i poszłam pro­sto pod prysz­nic. To było jedy­ne, co umia­łam z sie­bie jesz­cze świa­do­mie wykrze­sać.
Prze­bra­łam się w domo­we łachy, wiesz któ­re, ten spra­ny nie­bie­ski swe­ter, któ­ry nale­żał do moje­go zmar­łe­go, te getro­po­dob­ne gacie z dziw­nym wzor­kiem i skar­pet­ki z pierw­szą dziur­ką na lewej pię­cie. Wczoł­ga­łam się do łóż­ka i tak już zosta­łam. Leża­łam nie­ru­cho­mo, oddy­cha­łam głę­bo­ko i słu­cha­łam ciszy.
#czy­taj­da­lej