kiedy Harry poznał Charlotte

 To był najdziwniejszy sylwester w całym moim życiu, chociaż poprzednich nawet nie pamiętam.

Dzień wcześniej wylądowałam w szpitalu z okazji złapania paskudnej mieszanki grypy, anginy i okołopodobnych wirusów. Zdałam sobie tam sprawę z niecodziennych rzeczy i podjęłam pewne decyzje, których rano nie miałam już siły się trzymać (nie chodzi wcale o jedzenie, tylko o mężczyznę).

#czytajdalej

nie obudź zmarłych, przeczytaj mnie dzisiaj szeptem

przeczytaj mnie szeptem

Czasem myślę z rozbawieniem – ale też ze strachem – że chciałabym mieć w mózgu wszczepionego czipa, który rejestruje każdą moją myśl, jak dyktafon słowa. Brak mi tego najczęściej wtedy, gdy leżę trupem w szpitalu i nie mam siły stukać palcem w klawiaturę, już nie wspominając, że o zachowaniu jakiejkolwiek logiki czy chronologii wydarzeń nie ma nawet mowy. Za nic mam dzisiaj chronologię, chociaż K. cierpliwie i wyrozumiale mi ją tłumaczy.

#czytajdalej

porozmawiajmy o seksie

Ja to bym chciała osiągnąć wreszcie ze sobą jakąś spójność. Na dzień dzisiejszy jesteśmy dwie, czyli co najmniej o półtorej za dużo. Nie lubię tej drugiej. Znam ją na wylot, ale męczy mnie ta jej ciągła potrzeba udowodnienia mi, że nie jestem na nic gotowa. Coraz częściej łapię się na tym, że rozważam nad skrajnie abstrakcyjnymi kwestiami, których nigdy nie będę w stanie przełożyć na rzeczywistość. I tak na przykład od piątku próbuję rozwikłać egzystencjalną zagadkę pt. „jak zatrzymać czas”. Albo jak go cofnąć. Albo może jak wcale nie chcieć, żeby stał. Mądrzy ludzie powtarzają mi, że głupotą jest karmić głowę złudzeniami, a ja uparcie im nie wierzę. Jasny Jezu, przecież tęsknota bierze się z głowy, nie z serca.

#czytajdalej