co byś zrobiła, gdybyś się nie bała?

Mam teraz trochę wolnego i nocami nie mogę zasnąć, więc przepraszam się gorączkowo ze Szklanym kloszem Sylvii Plath. Prawdopodobnie niesłusznie spisałam tę powieść na straty kilka lat temu. Już nie pamiętam, co mnie wtedy w niej tak drażniło, ale chyba wyzierający zewsząd banał. Banał, który po samobójczej śmierci autorki przeistoczył się w literacki geniusz (i jeszcze słowo prestidigitator, którego tam użyła, a którego wtedy nie znałam, ale było piękne, choć surowe i brzmiało po niemiecku). Może z wiekiem moje zahibernowane emocje postanowiły się roztopić i zrobiło mi się jej naprawdę żal. Gdyby tu była, pogłaskałabym ją po policzku i uśmiechnęłabym się do niej ciepło, pobłażliwie. Potem poszłybyśmy w tany i popełniłybyśmy mnóstwo głupstw, aż odechciałoby jej się tego śmiesznego umierania.

#czytajdalej

kiedy Harry poznał Charlotte

 To był najdziwniejszy sylwester w całym moim życiu, chociaż poprzednich nawet nie pamiętam.

Dzień wcześniej wylądowałam w szpitalu z okazji złapania paskudnej mieszanki grypy, anginy i okołopodobnych wirusów. Zdałam sobie tam sprawę z niecodziennych rzeczy i podjęłam pewne decyzje, których rano nie miałam już siły się trzymać (nie chodzi wcale o jedzenie, tylko o mężczyznę).

#czytajdalej

nie obudź zmarłych, przeczytaj mnie dzisiaj szeptem

przeczytaj mnie szeptem

Czasem myślę z rozbawieniem – ale też ze strachem – że chciałabym mieć w mózgu wszczepionego czipa, który rejestruje każdą moją myśl, jak dyktafon słowa. Brak mi tego najczęściej wtedy, gdy leżę trupem w szpitalu i nie mam siły stukać palcem w klawiaturę, już nie wspominając, że o zachowaniu jakiejkolwiek logiki czy chronologii wydarzeń nie ma nawet mowy. Za nic mam dzisiaj chronologię, chociaż K. cierpliwie i wyrozumiale mi ją tłumaczy.

#czytajdalej