gwałcę replay jak Reksio szarpie szynkę od Zbyszka 3 cytryny

Siedzimy kulturalnie w Stowarzyszeniu Gmin i Powiatów Małopolski na Grodzkiej i w skromnym kółeczku rozprawiamy na temat Kalkwerku, próbując zinterpretować m. in. rysunek na ścianie pojawiający się w którejśtam godzinie spektaklu i wymieniając się sugestywnymi komentarzami, że ten pan profesor, który nie chce wpuścić Konrada do środka, w życiu prywatnym jest osobą prywatną samego Krystiana Lupy.

#czytajdalej

wszyscy mamy swoją banię

Do śniadania, tuż przed siódmą rano, musi być kawa, zielona herbata i musująca multiwitamina rozpuszczona w letniej wodzie. Hipernawodniona podłączam uszy do swojego telefonu i synchronizuję się z odświeżoną playlistą na spotify’u.
Wychodzę z klatki i machinalnie kieruję głowę na północny-zachód naprzeciwległego bloku, próbując dojrzeć jakiejkowiek formy życia za zasłoniętym niebieskimi roletami oknem. Po ułamku sekundy przypominam sobie, że cała przeszłość już dawno z tego okna uleciała, a we mnie zamiast wspomnień tli się – z jakiegoś powodu wciąż żywy i wyczuwalny na języku – niesmak (bo dlaczego coś tak ludzkiego i ładnego kończyć tak nieludzko i nieładnie?).

#czytajdalej

co byś zrobiła, gdybyś się nie bała?

Mam teraz trochę wolnego i nocami nie mogę zasnąć, więc przepraszam się gorączkowo ze Szklanym kloszem Sylvii Plath. Prawdopodobnie niesłusznie spisałam tę powieść na straty kilka lat temu. Już nie pamiętam, co mnie wtedy w niej tak drażniło, ale chyba wyzierający zewsząd banał. Banał, który po samobójczej śmierci autorki przeistoczył się w literacki geniusz (i jeszcze słowo prestidigitator, którego tam użyła, a którego wtedy nie znałam, ale było piękne, choć surowe i brzmiało po niemiecku). Może z wiekiem moje zahibernowane emocje postanowiły się roztopić i zrobiło mi się jej naprawdę żal. Gdyby tu była, pogłaskałabym ją po policzku i uśmiechnęłabym się do niej ciepło, pobłażliwie. Potem poszłybyśmy w tany i popełniłybyśmy mnóstwo głupstw, aż odechciałoby jej się tego śmiesznego umierania.

#czytajdalej