brak powodu, żeby zostać, jest dobrym powodem, żeby odejść

To nie musi być mężczyzna ani kobieta.

To może być stara sukienka, dzisiejsze kłopoty, toksyczni ludzie, dawne sny.
To może być porcelanowa filiżanka po ukochanym, który niechcący złamał ci serce.
To może być rozklekotany stołek za biurkiem i piękne wersalskie ogrody.
Twoje ostatnie słowo przeciwko słowu tego drugiego. Żenująca pętla twojej głowy.

Ja na przykład odchodzę od wygórowanych oczekiwań. Moich, twoich i innych.

Jedno, czego się dowiedziałam o właściwym wyznaczaniu kierunku życia, to konieczność określenia swoich wartości.
Na początku myślałam, że to jakaś bzdura. Cóż mnie obchodzą jakieśtam wartości, skoro tak mi spieszno do znalezienia odpowiedzi na najważniejsze pytanie – czego ja chcę? – myślałam.

A potem wymyśliłam sobie, czego chcę.
Było to piękne, spektakularne i nie-moje.

Bo skoro lubię spokój, to dlaczego pakuję się do paszczy chaotycznego lwa?
Skoro lubię ciszę, to dlaczego celuję w miejsca, w których wrzeszczy na mnie stres?
Skoro tak sobie cenię prywatność, dlaczego pozwalam obcym ludziom zaglądać za moje kulisy?
Skoro lubię dobrych ludzi, to dlaczego jestem gotowa sprzedać swoją miękką duszę?

Jestem wrażliwa. I przechodzi mi to przez palce równie ciężko jak przez gardło: jestem piękna. Czasem żyję tylko po to, by udowadniać innym, że wcale nie, ale pod koniec dnia pluję sobie w gębę, bo znowu kogoś udawałam.

Może to dobry moment, by podarować sobie odrobinę czułości.

Na potrzeby dzisiejszych przemyśleń moje biurko przetransformowałam w sanktuarium. Leży na nim komputer z ładnym edytorem do pisania, zeszyt z trudnym charakterem pisma do odcyfrowania i…książka.

Książka ta jest dla mnie szczególna, bo ośmiela mnie do zadawania pytań, na które nigdy sobie nie pozwalam.

Poszłam dzisiaj na spacer, a ze względu na trudny nastrój i pogodę, moja wrażliwość była spotęgowana. W parku napadła mnie wiewiórka. Wskoczyła na moją ławkę i zniecierpliwiona wgapiała się we mnie swoimi – no cóż – orzechowymi oczami. Przez kilka sekund mierzyłyśmy się wzrokiem; moja postawa była zszokowana; jej – roszczeniowa. Potem przeskoczyła po mnie i dała nura do mojej torebki. Jej poszukiwania długo nie trwały i zanim się zmyła, zaszczyciła mnie pełnym dezaprobaty spojrzeniem.

Nie wiem, co mnie bardziej poruszyło. To, że zupełnie niechcący weszłam w konflikt z leśną wiewiórką, czy że to intymne zajście, z odległości kilku metrów, nagrywała rozbawiona staruszka.

W drodze powrotnej słyszałam, jak ktoś ćwiczy grę na gitarze (w tamtej chwili była to najpiękniejsza melodia, jaką kiedykolwiek miałam w uszach), widziałam psa, który na widok fontanny oszalał z radości, i czułam zapach cynamonu.

Wracałam do domu między tymi urokliwymi kamieniczkami, za które kocha się Kraków i rozmyślałam, że to chyba właśnie takich chwil chcę poszukiwać.

Że to za tymi momentalami* tęsknię.
Te myśli, które mnie psują, zostawiam w tyle. Pozwalam im odejść.
Pozwalam odejść sobie.

A żeby dzisiejszej czułości stało się zadość, zostawiam Was z piosenką do-czułego-bujania.


*Filip? Czy Ty tu jeszcze gdzieś jesteś? Czy ja Cię mogę jeszcze gdzieś przeczytać? Bardzo bym chciała. A jak nie, to…opublikuj wreszcie te swoje notesy, okej? :)

  • Też tak miałam, dopóki nie zaczęłam tam niemalże regularnie spożywać alkohol :P

  • A ja Kaźmirza się boję, bo chociaż mieszkam w Krakowie już, no nie wiem, ze dwadzieścia sześć lat, to ZAWSZE się na nim zgubię :P

  • Oj tak, stare Podgórze jest okej :) Ja jeszcze szczerze to lubię tylko Kazimierz :P

  • Nono, Kraków jest szalenie trudny do kochania, sama z nim mam często pod górkę. Ale są takie momenty, że widzę go w jakichś niecodziennych wydaniach i robi mi się zacnie na serduszku. Może to dlatego, że w Krakowie toleruje prawie tylko stare Podgórze, z którego nigdzie się nie ruszam… :D

  • Mam abonament w legimi i jak ostatnio sprawdzałam, to ww. książki nie było. Ale jest tak popularna, że w razie zainteresowania na pewno dorwiesz ją w którejkolwiek bibliotece :)

  • Też chcę poszukiwać takich chwil (i takiej muzyki! <3). Niestety co ja mam zrobić, kiedy Kraków wydaje mi się obdarty z piękna, wiewiórek, zapachu cynamonu i pięknej gry na gitarze? Zaczadziło mi mózg podczas ostatniego jesiennego smogowania. A zaraz będzie kolejne…

  • Niestety, nadal nie mam pewności.

    Książkę sprawdzę korzystając z darmowego miesiąca w legimi;)

  • a

    Przypadkiem, kiedy na chwilę znalazłam się w trochę innym świecie wśród ludzi, którzy doskonale czują się ze sobą, ze swoim życiem, z tym co mają i czego nie mają. Bo widocznie podróże rzeczywiście kształcą i czasami są tak magiczne jak w tych wszystkich filmach, gdzie ludzie odnajdują siebie na końcu świata. Moje podejście do wielu rzeczy prawie niezauważalnie dla mnie zupełnie się zmieniło i jest mi z tym całkiem nieźle. I mam podobnie jak napisałaś w komentarzu wyżej – jeśli nawet część tego gdzieś w mojej świadomości już była, to jeżeli sobie czegoś nie nazwę i nie zdefiniuję – najlepiej w najprostszych słowach – to to wszystko jest taką niedookreśloną chmurą myśli, których sama do końca nie rozumiem. Dopiero po poukładaniu wszystkiego trochę mi się rozjaśnia, szczególnie kiedy mogę przegadać to z kimś, kto myśli podobnie, ale przy opisywaniu tego myślenia używa innych słów.

  • Jak się określa swoje wartości przypadkiem? :)

    Samej mi się jakośtak dobrze klikało w ten różowy, więc chyba też jestem ofiarą internetowej podświadomości!

    PS. Te wiewiórki już mnie prawie wołają po imieniu, a ja jak na złość ZAWSZE o nich zapominam, gdy zmierzam w stronę parku. Jestem najgorszym wilkiem, jakiego leśny świat widział.

  • Ja też od zawsze byłam raczej pod względem wartości zdefiniowana, ale mam tę przykrą przypadłość, że dopóki nie nazwę czegoś konkretnie, nie wyrysuję sobie drukowanymi literami, czarno na białym, nie zawołam po imieniu, to nie dojdę z sobą do żadnego porozumienia :)

    Życie w zgodzie ze sobą jest na wagę złota. To prawie na pewno nie ten Filip, ale pozdrów mimo to! :)

  • Skonfrontowałaś? Się dowiedziałaś?
    Ja sobie naiwnie myślę, że ucieka się PRZED, a odchodzi się DO kogoś/czegoś (innego).

    Wspomniana książka: „Jedz, módl się, kochaj” :)
    Z jakiegoś niezrozumiałego dla mnie powodu śmieje się z niej pół globu, a mnie zawsze dodaje niesamowitej otuchy.

  • WEŹ, BO SZLOCHNĘ <33333 <44444 <55555

  • Olek

    Lenika, jestes NAJPIEKNIEJSZYM czlowiekiem jakiego znam. I nie mowie ci tego bo jestem twoim ulubionym przyjacielem, tylko dlatego, ze znam cie od najbrzydszej strony, a i tak uwazam, ze piekniejszych istot nie ma <345

    XXXXOOOOO

  • Skłoniłaś mnie właśnie do skonfrontowania ze sobą mojej głowie pojęć: odejść i uciec, między którymi ostatnio często lawiruję.
    Zdradzisz może co to za książka?

  • Bardzo ładnie budujesz narrację, chociaż w tej chwili to chyba drugorzędna kwestia (ale cisną mi się pytania, czy twoje słowa mieszczą się na blogu, czy może masz ich na tyle dużo, że stricte literacko również się układają).

    A do rzeczy. Jestem tym ewenementem, że od dzieciaka miałam poukładane wartości. Cała klasa chce zwiać? Spoko, tylko mała Klaudia pyta… po co mam uciekać, skoro nie mam takiej potrzeby? Czemu mam to robić dla tłumu? I tłumaczyłam, że jak będę chciała zwiać, to zwieję, zabiorę kostkę (bo kiedyś trochę mroczniejsza byłam) i pójdę kontemplować wiosnę, albo chociaż lody w McDonaldzie, z polewą karmelową oczywiście.

    Jasne, na początku były to wartości jakieś w środku mnie, nie myślałam o tym za wiele. Często mi przeszkadzały, do dziś ludzie patrzą na mnie z dezaprobatą i myślą „oj, dziecko, nie bądź taka kategoryczna”. A ja tylko żyję w zgodzie ze sobą. Więc skoro nie lubię wódki to jej nie piję. Skoro nie chodzę do kościoła, to nie brałam ślubu kościelnego (nie lubię zakłamania). Nie mam potrzeby imponowania, bo niewiele bawią mnie większe i mniejsze imprezy czy gonienie za kasą. Ale za tych kilku ludzi, z którymi mogę całą noc przegadać, grać w planszówki, a nawet czytać na głos literaturę – dam się pokroić. Swoją drogą jeden z nim to Filip właśnie, który chadza po Krakowie.

    Pozdrawiam, tym razem sernikowo.

  • a

    Chyba z rok temu przypadkiem określiłam swoje wartości i zrobiło mi się dużo przyjemniej i spokojniej z samą sobą.

    PS. Mam nadzieję, że od dziś będziesz nosić w torebce orzechy dla roszczeniowych wiewiórek.
    PS 2. Przeczytałam dzisiaj gdzieś przypadkiem, że różowy kolor zwiększa klikalność w internecie i aplikacjach, pomyślałam że no nie wiem, cokolwiek, na mnie to na pewno nie działa. I co? Miałam się już po długim, długim dniu wylogować z internetów, a tu na fejsbuku Twój wpis z różowym zdjęciem. Cóż mogłam zrobić? Kliknęłam natychmiast i mi się przypomniało, że no właśnie ._.