#2. od A do ZEN. A jak AKCEPTACJA

od A do ZEN. A jak AKCEPTACJA

Z mojego skromnego doświadczenia wynika, że jednym z głównych powodów ludzkiego niezadowolenia jest trudność lub nieumiejętność zaakceptowania siebie/otoczenia/świata takimi, jakie są. Bez oceniania i ciągłej tęsknoty za czymś innym.

To naturalne, że gdy cokolwiek idzie nie po naszej myśli, mamy tendencję do oceniania tego w kategorii „złe”. Ale czy nie łatwiej by było, gdyby zamiast tego powiedzieć: „to nie jest ani dobre, ani złe. To po prostu JEST, jakie JEST”?

W ciągu dnia powodów do niezadowolenia mamy tysiące, a może nawet miliony. W pracy obcujesz z ludźmi, którzy być może nie nadają z tobą na tych samych falach. Arena polityczna to cyrk nakręcany przez media, z małpkami zamiast polityków, podejmującymi coraz głupsze decyzje. Świat zmierza do samozagłady, a my mu w tym pomagamy.

Ale może ci ludzie w pracy nie próbują być dla ciebie złośliwi, tylko robią to, co w danym momencie wydaje im się najlepsze, bo innego rozwiązania nie widzą. Może te polityczne małpki nie są aż takim złem wcielonym, tylko popełniają błędy jak wszyscy. Może te błędy są wyolbrzymiane przez media po to, żebyś z wywieszonym jęzorem wracał do ich cyrku po więcej. Może świat kręci się według zasad, których nie rozumiemy.

Spójrz na rzeczy takimi, jakie są i spróbuj zrozumieć, dlaczego są właśnie takie. A potem je zaakceptuj. Zaoszczędzisz sobie w ten sposób ciągłego poczucia frustracji, goryczy, żalu i niezadowolenia.

Czy to oznacza, że nie ma sensu niczego zmieniać?

Przeciwnie. Ale zamiast zmieniać rzeczy dlatego, że nie jesteś w stanie zaakceptować ich takimi, jakie są, zmieniaj je dla samego procesu zmiany. Dla radości, dla doświadczeń, dla wiedzy, dla palety dobrych emocji, które tej zmianie towarzyszą. Dlatego, by być dojrzalszym i bardziej świadomym człowiekiem. Dlatego, że dokonałeś takiego wyboru i nie masz wątpliwości, że podjąłeś słuszną decyzję.

A co w przypadku Samo-Akceptacji?

Gdy się nad tym głębiej zastanowić, najbardziej niekomfortowo czujemy się wśród ludzi, którzy…czują się niekomfortowo z samymi sobą.

Krytykujemy swoje ciała. Mamy wyrzuty sumienia, że oglądamy 13. sezon Chirurgów zamiast zbawiać świat. Czujemy się niezdyscyplinowani, leniwi, nieszczęśliwi z własnego powodu. Boimy się porażek, bo przecież nie jesteśmy wystarczająco dobrzy, mądrzy, piękni i odważni. Nie podobamy się sobie. Ludzka rzecz.

Z tyłu głowy ciągle towarzyszy nam stresujące przeświadczenie, że musimy być kimś więcej, mieć więcej, wyglądać lepiej i osiągać większe sukcesy. Nie uświadamiamy sobie tego na co dzień, ale te wszystkie myśli są zakotwiczone w głowie i powodują, że nasza życiowa energia spada.
Co się stanie, gdy zaaplikujemy swojej głowie nieskończoną akceptację dla samych siebie? Co jeśli przyjrzymy się dokładnie sobie, naszemu ciału, naszym myślom, uczuciom, działaniom i stwierdzimy: „Ej lasia, wszystko z tobą absolutnie OK, jesteś więcej niż wystarczająca”?
Czy jesteś w stanie zaakceptować się w pełni, bez poczucia, że musisz w sobie coś zmienić?

Niektórzy od razu zapytają, co takiego złego jest w dostrzeganiu rzeczy, które wymagają zmian. Czyż uczucie niezadowolenia z siebie tym bardziej nie motywuje nas do zmiany?
Jasne, to może być całkiem niezły motywator. Albo całkiem niezła pułapka: ludzie, którzy czują się grubi, o wiele chętniej sięgają po śmieciowe żarcie i nie chce im się ćwiczyć, bo sami sobie przyklejają na smutne czoło etykietkę grubasa. A potem pocieszają się jedzeniem, telewizorem, internetem, alkoholem i kolejnym sezonem Chirurgów.

A co się stanie, jeśli w pełni zaakceptują swoje sadełko, cellulit i potrójny podbródek? Będą bardziej skorzy do podejmowania działań, prowadzących do spełnienia doskonałej wizji samych siebie.

Już ich tak bardzo nie piecze w dupsko, że muszą zejść z kanapy na podłogę i machnąć parę ćwiczeń. Już nie mają takiej gigantycznej ochoty na te wszystkie smakołyki. Wychodzą chętniej do ludzi, otwierają się, kolekcjonują więcej doświadczeń, które tak po prostu wzbogacają ich życie. I wtedy dokonuje się w nich zmiana. Transformują się dlatego, że się uwielbiają.

Akceptacja nie jest stagnacją. Zmienisz się, choćby nie wiem co. Tego się nie da uniknąć. Pytanie tylko, czy wolisz się zmieniać z punktu nienawiści do tego, co jest teraz, czy może z miejsca ślepego uwielbienia dla faktu, że po prostu JESTEŚ.
Up to you.
Protip: polecam to drugie.


We wpisie na dzień dobry, z okazji powstania mojego bardzo osobistego cyklu ZEN, wspomniałam, że w związku z tym podzielę się z Tobą wszystkim, czego nauczyłam się przez ostatnie lata.

Oto moje ulubione techniki, które być może pomogą Ci osiągnąć stan większej akceptacji:

  • Medytacja ze świadomością. Zamknij oczy na kilka minut i obserwuj obrazy przelatujące przez Twoją głowę, uczucia jakie im towarzyszą oraz fizyczne doznania ciała (ból, swędzenie, drżenie mięśni etc.). Możesz widzieć negatywne myśli, którym towarzyszą negatywne emocje, ale nawet jeśli tak się dzieje, pozwól sobie na to. Dostrzeż je, obserwuj z każdej strony, jakby istniały poza tobą i staraj się ich nie oceniać. Nie próbuj tych myśli zmieniać na pozytywne albo ich przeganiać. Zaakceptuj fakt, że pojawiają się w twojej głowie. Ćwiczenie możesz wykonywać od kilku do kilkudziesięciu minut dziennie – jeśli tylko czujesz, że spełnia swoje zadanie.
  • Przywitaj z otwartymi ramionami to, co zastaniesz w swojej głowie. Kiedy praktykujesz medytację samoświadomości, dostrzegasz różne rzeczy – negatywne i pozytywne myśli, lęki, mimowolne ocenianie siebie i innych itd. Zamiast się ich na siłę pozbywać…przywitaj je z otwartymi ramionami, zaproś na filiżankę małej czarnej, uściskaj jak dobrego przyjaciela. Wyobraź sobie, że te myśli to część Twojego życia i że wszystko z nimi OK. Jeśli nie czujesz satysfakcji z wykonania jakiegoś zadania, to nic. Uściskaj tę nie-satysfakcję, poklep po smutnych pleckach i pozwól jej w Tobie jeszcze przez chwilę pobyć. Potraktuj ją nie jako wroga, tylko szansę na nauczenie się czegoś na swój temat.
  • Współczucie i wybaczanie samemu sobie. Jeśli źle oceniasz samego siebie za bycie niewystarczająco dobrym w rozmaitych aspektach swojego życia, czy potrafisz sobie to wybaczyć, tak jakbyś wybaczył to komuś innemu? Czy potrafisz zrozumieć, dlaczego nie zrobiłeś czegoś tak dobrze, jak chciałeś, a w konsekwencji dostrzec, że nie potrzebujesz żadnego wybaczenia? Jeśli zrozumiemy, że robimy wszystko na tyle dobrze, na ile w danej chwili jesteśmy w stanie, biorąc pod uwagę nasze umiejętności, zasoby, którymi dysponowaliśmy, sprzyjające, bądź niesprzyjające okoliczności itp., to okaże się, że nie mamy powodu, by czuć się w stosunku do siebie źle.
  • Zdystansuj się do…swoich emocji. Kiedy napadają Cię negatywne emocje, spójrz na nie jak na odrębne zjawisko, a nie część Ciebie, i obserwuj je z dystansem. Pozbądź się przewagi, jaką mają nad Tobą, przez zwyczajne myślenie o nich w kategorii mijających Cię przedmiotów. Te przedmioty nie mają nad Tobą żadnej władzy ani kontroli, tak jak negatywne emocje nie mają nad Tobą władzy ani kontroli, dopóki im na to nie pozwolisz.

Siet. Trochę się rozpisałam. Ale skoro już jesteśmy w temacie AKCEPTACJI, czy potrafisz zaakceptować fakt, że niekiedy straszna ze mnie grafomanka? :)

  • Domyślam się, że nie jest łatwo, ale nie przejmuj się to po prostu kwestia zmiany kilku nawyków. Cieszę się, że na siebie natrafiłyśmy :)
    Jeśli będziesz miała jakieś pytania w kwesti odżywiania, to pisz do mnie śmiało.

    Pozdrawiam! :)

  • Jakże miło! <3
    Dla mnie medytacja i uważność to też niesamowicie istotne aspekty mojej codzienności. I widzę, że Twój blog spadł mi z nieba, bo odkąd okazało się, że nie wolno mi jeść produktów mlecznych, jestem trochę jak dziecko we mgle, które nie bardzo wie, co teraz jeść i jak żyć :)

  • Właśnie trafiłam do Ciebie z Share Weeka i czuję, że zostane na dłużej! Podoba mi się, co piszesz i jak piszesz.
    P.S Medytacja i uważność są mi bardzo bliskie i cieszę się, że o tym wspominasz. To dla mnie kluczowa praktyka na drodze do samoakceptacji :)