#2. od A do ZEN. A jak AKCEPTACJA

od A do ZEN. A jak AKCEPTACJA

Z moje­go skrom­ne­go doświad­cze­nia wyni­ka, że jed­nym z głów­nych powo­dów ludz­kie­go nie­za­do­wo­le­nia jest trud­ność lub nie­umie­jęt­ność zaak­cep­to­wa­nia siebie/otoczenia/świata taki­mi, jaki­mi są. Bez oce­nia­nia i cią­głej tęsk­no­ty za czymś innym.

To natu­ral­ne, że gdy cokol­wiek idzie nie po naszej myśli, mamy ten­den­cję do oce­nia­nia tego w kate­go­rii „złe”. Ale czy nie łatwiej by było, gdy­by zamiast tego powie­dzieć: „to nie jest ani dobre, ani złe. To po pro­stu JEST, jakie JEST?

Czy to oznacza, że nie ma sensu niczego zmieniać?

Prze­ciw­nie. Ale zamiast zmie­niać rze­czy dla­te­go, że nie jesteś w sta­nie zaak­cep­to­wać ich taki­mi, jakie są, zmie­niaj je dla same­go pro­ce­su zmia­ny. Dla rado­ści, dla doświad­czeń, dla wie­dzy, dla pale­ty dobrych emo­cji, któ­re tej zmia­nie towa­rzy­szą. Dla­te­go, by być doj­rzal­szym i bar­dziej świa­do­mym czło­wie­kiem. Dla­te­go, że doko­na­łeś takie­go wybo­ru i nie masz wąt­pli­wo­ści, że pod­ją­łeś słusz­ną decy­zję.

A co w przypadku Samo-Akceptacji?

Gdy się nad tym głę­biej zasta­no­wić, naj­bar­dziej nie­kom­for­to­wo czu­je­my się wśród ludzi, którzy…czują się nie­kom­for­to­wo z samy­mi sobą.

Kry­ty­ku­je­my swo­je cia­ła. Mamy wyrzu­ty sumie­nia, że oglą­da­my 13. sezon Chi­rur­gów zamiast zba­wiać świat. Czu­je­my się nie­zdy­scy­pli­no­wa­ni, leni­wi, nie­szczę­śli­wi z wła­sne­go powo­du. Boimy się pora­żek, bo prze­cież nie jeste­śmy wystar­cza­ją­co dobrzy, mądrzy, pięk­ni i odważ­ni. Nie podo­ba­my się sobie. Ludz­ka rzecz.

Z tyłu gło­wy cią­gle towa­rzy­szy nam stre­su­ją­ce prze­świad­cze­nie, że musi­my być kimś wię­cej, mieć wię­cej, wyglą­dać lepiej i osią­gać więk­sze suk­ce­sy. Nie uświa­da­mia­my sobie tego na co dzień, ale te wszyst­kie myśli są zako­twi­czo­ne w gło­wie i powo­du­ją, że nasza życio­wa ener­gia spa­da.
Co się sta­nie, gdy zaapli­ku­je­my swo­jej gło­wie nie­skoń­czo­ną akcep­ta­cję dla samych sie­bie? Co jeśli przyj­rzy­my się dokład­nie sobie, nasze­mu cia­łu, naszym myślom, uczu­ciom, dzia­ła­niom i stwier­dzi­my: „Ej lasia, wszyst­ko z tobą abso­lut­nie OK, jesteś wię­cej niż wystar­cza­ją­ca”?
Czy jesteś w sta­nie zaak­cep­to­wać się w peł­ni, bez poczu­cia, że musisz w sobie coś zmie­nić?

Nie­któ­rzy od razu zapy­ta­ją, co takie­go złe­go jest w dostrze­ga­niu rze­czy, któ­re wyma­ga­ją zmian. Czyż uczu­cie nie­za­do­wo­le­nia z sie­bie tym bar­dziej nie moty­wu­je nas do zmia­ny?
Jasne, to może być cał­kiem nie­zły moty­wa­tor. Albo cał­kiem nie­zła pułap­ka: ludzie, któ­rzy czu­ją się gru­bi, o wie­le chęt­niej się­ga­ją po śmie­cio­we żar­cie i nie chce im się ćwi­czyć, bo sami sobie przy­kle­ja­ją na smut­ne czo­ło ety­kiet­kę gru­ba­sa. A potem pocie­sza­ją się jedze­niem, tele­wi­zo­rem, inter­ne­tem, alko­ho­lem i kolej­nym sezo­nem Chi­rur­gów.

A co się sta­nie, jeśli w peł­ni zaak­cep­tu­ją swo­je sadeł­ko, cel­lu­lit i potrój­ny pod­bró­dek? Będą bar­dziej sko­rzy do podej­mo­wa­nia dzia­łań, pro­wa­dzą­cych do speł­nie­nia dosko­na­łej wizji samych sie­bie.

Już ich tak bar­dzo nie pie­cze w dup­sko, że muszą zejść z kana­py na pod­ło­gę i mach­nąć parę ćwi­czeń. Już nie mają takiej gigan­tycz­nej ocho­ty na te wszyst­kie sma­ko­ły­ki. Wycho­dzą chęt­niej do ludzi, otwie­ra­ją się, kolek­cjo­nu­ją wię­cej doświad­czeń, któ­re tak po pro­stu wzbo­ga­ca­ją ich życie. I wte­dy doko­nu­je się w nich zmia­na. Trans­for­mu­ją się dla­te­go, że się uwiel­bia­ją.

Akcep­ta­cja nie jest sta­gna­cją. Zmie­nisz się, choć­by nie wiem co. Tego się nie da unik­nąć. Pyta­nie tyl­ko, czy wolisz się zmie­niać z punk­tu nie­na­wi­ści do tego, co jest teraz, czy może z miej­sca śle­pe­go uwiel­bie­nia dla fak­tu, że po pro­stu JESTEŚ.
Up to you.
Pro­tip: pole­cam to dru­gie.


We wpi­sie na dzień dobry, z oka­zji powsta­nia moje­go bar­dzo oso­bi­ste­go cyklu ZEN, wspo­mnia­łam, że w związ­ku z tym podzie­lę się z Tobą wszyst­kim, cze­go nauczy­łam się przez ostat­nie lata.

Oto moje ulu­bio­ne tech­ni­ki, któ­re być może pomo­gą Ci osią­gnąć stan więk­szej akcep­ta­cji:

  • Medy­ta­cja ze świa­do­mo­ścią. Zamknij oczy na kil­ka minut i obser­wuj obra­zy prze­la­tu­ją­ce przez Two­ją gło­wę, uczu­cia jakie im towa­rzy­szą oraz fizycz­ne dozna­nia cia­ła (ból, swę­dze­nie, drże­nie mię­śni etc.). Możesz widzieć nega­tyw­ne myśli, któ­rym towa­rzy­szą nega­tyw­ne emo­cje, ale nawet jeśli tak się dzie­je, pozwól sobie na to. Dostrzeż je, obser­wuj z każ­dej stro­ny, jak­by ist­nia­ły poza tobą i sta­raj się ich nie oce­niać. Nie pró­buj tych myśli zmie­niać na pozy­tyw­ne albo ich prze­ga­niać. Zaak­cep­tuj fakt, że poja­wia­ją się w two­jej gło­wie. Ćwi­cze­nie możesz wyko­ny­wać od kil­ku do kil­ku­dzie­się­ciu minut dzien­nie — jeśli tyl­ko czu­jesz, że speł­nia swo­je zada­nie.
  • Przy­wi­taj z otwar­ty­mi ramio­na­mi to, co zasta­niesz w swo­jej gło­wie. Kie­dy prak­ty­ku­jesz medy­ta­cję samo­świa­do­mo­ści, dostrze­gasz róż­ne rze­czy — nega­tyw­ne i pozy­tyw­ne myśli, lęki, mimo­wol­ne oce­nia­nie sie­bie i innych itd. Zamiast się ich na siłę pozbywać…przywitaj je z otwar­ty­mi ramio­na­mi, zaproś na fili­żan­kę małej czar­nej, uści­skaj jak dobre­go przy­ja­cie­la. Wyobraź sobie, że te myśli to część Two­je­go życia i że wszyst­ko z nimi OK. Jeśli nie czu­jesz satys­fak­cji z wyko­na­nia jakie­goś zada­nia, to nic. Uści­skaj tę nie-satys­fak­cję, poklep po smut­nych plec­kach i pozwól jej w Tobie jesz­cze przez chwi­lę pobyć. Potrak­tuj ją nie jako wro­ga, tyl­ko szan­sę na naucze­nie się cze­goś na swój temat.
  • Współ­czu­cie i wyba­cza­nie same­mu sobie. Jeśli źle oce­niasz same­go sie­bie za bycie nie­wy­star­cza­ją­co dobrym w roz­ma­itych aspek­tach swo­je­go życia, czy potra­fisz sobie to wyba­czyć, tak jak­byś wyba­czył to komuś inne­mu? Czy potra­fisz zro­zu­mieć, dla­cze­go nie zro­bi­łeś cze­goś tak dobrze, jak chcia­łeś, a w kon­se­kwen­cji dostrzec, że nie potrze­bu­jesz żad­ne­go wyba­cze­nia? Jeśli zro­zu­mie­my, że robi­my wszyst­ko na tyle dobrze, na ile w danej chwi­li jeste­śmy w sta­nie, bio­rąc pod uwa­gę nasze umie­jęt­no­ści, zaso­by, któ­ry­mi dys­po­no­wa­li­śmy, sprzy­ja­ją­ce, bądź nie­sprzy­ja­ją­ce oko­licz­no­ści itp., to oka­że się, że nie mamy powo­du, by czuć się w sto­sun­ku do sie­bie źle.
  • Zdy­stan­suj się do…swoich emo­cji. Kie­dy napa­da­ją Cię nega­tyw­ne emo­cje, spójrz na nie jak na odręb­ne zja­wi­sko, a nie część Cie­bie, i obser­wuj je z dystan­sem. Pozbądź się prze­wa­gi, jaką mają nad Tobą, przez zwy­czaj­ne myśle­nie o nich w kate­go­rii mija­ją­cych Cię przed­mio­tów. Te przed­mio­ty nie mają nad Tobą żad­nej wła­dzy ani kon­tro­li, tak jak nega­tyw­ne emo­cje nie mają nad Tobą wła­dzy ani kon­tro­li, dopó­ki im na to nie pozwo­lisz.

Siet. Tro­chę się roz­pi­sa­łam. Ale sko­ro już jeste­śmy w tema­cie AKCEPTACJI, czy potra­fisz zaak­cep­to­wać fakt, że nie­kie­dy strasz­na ze mnie gra­fo­man­ka? :)

ZapiszZapisz