#4. od A do ZEN. C jak CHAOS

od a do zen. c jak chaos

Wpadam do domu wściekła jak osa, ciskam rzeczami, niewiele o nich myśląc; kot się boi, bo niczego nie rozumie, a ja go mam samolubnie w nosie. Siadam na środku łóżka, ciężko oddycham, myślę, jak bardzo życie mi się dzisiaj nie udało. Jak bardzo nieudolnie za wszystko się zabrałam. Jak bardzo nie umiem się rozpędzić w pracy. Jak bardzo się wściekam, że jestem uczulona na mleko i nie mogę sobie poprawić humoru pierwszym lepszym batonikiem ze sklepu pod blokiem. Jak bardzo chce mi się z tego płakać, chociaż na łzy też jestem wściekła, wiec trzymam je w niewoli kącików moich oczu. Oddycham ciężko, w zasadzie zapominam, na co tak bardzo się wściekałam. I wściekam się jeszcze bardziej, a najbardziej o to nieuzasadnione wściekanie.
Śmietnik. Mam w głowie śmietnik. Za dużo myślę o rzeczach, które nie zasługują na moją uwagę.
Chaos, mam w głowie chaos. Za mało pielęgnuję myśli, po których się uśmiecham.

Chaos to takie dziwne skojarzenie. Trochę złe, trochę niebezpieczne, trochę ekscytujące, a już z całą pewnością inspirujące, choć niekoniecznie w tej kolejności.
Tak jak medal ma dwa oblicza, kij dwa końce, a Moda na Sukces żadnego końca, tak i chaos rządzi się swoimi prawami:
Prawem Stwórczym i Prawem (emocjonalnego) Spustoszenia.

Jest chaos wewnętrzny, który blokuje przepływ twórczej energii. Chaos rządzony przez stres, lęk, niepewność, zazdrość, żal i zgorzknienie. To ten zły duszek, którego podszepty uniemożliwiają Ci podjęcie działania.

Drugi chaos to najogólniej rzecz biorąc – Twoje życie. Choćbyś nie wiem, jak je poukładała, nie jesteś w stanie przewidzieć wszystkiego. Nie jesteś w stanie zapobiec małym tragediom ani wielkim sukcesom, które mogą Cię przerosnąć. Jesteś główną postacią własnego życia, ale to nie zawsze do Ciebie należy decyzja, gdzie Cię poniesie.

Jednego chaosu najlepiej się pozbyć.
Drugi najlepiej zaakceptować.

Pisałam wczoraj na fejsie, że wystarczy podmuch wiatru, żebym przestała pisać, czytać, partycypować, istnieć.
Ale to tak na chwilę. Potem gramolę się spod koca, staję przed lustrem i wymierzam sobie pokrzepiający policzek.

7 lat temu:

w maju i czerwcu zdałam maturę; w sierpniu mój chłopiec umarł; we wrześniu ojciec wyrzucił mnie i moją matkę z domu. Byłam bezdomna – przez ułamek sekundy, bo raz-dwa sobie poradziłam i zorganizowałam skromny daszek nad głową w Podgórzu. Zamiast nowego łóżka, wzięłam ze schroniska czarnego kota, którym dzisiaj spamuję na Insta.
Studiowałam dziennie, pracowałam na 3 zmiany, były momenty, że sypiałam po max. 4h na dobę. Z tęsknoty za przyjacielem, który ośmielił się mi umrzeć o lata świetlne za wcześnie, było mi wszystko jedno. Smuciłam się i jednocześnie marzyłam o Innym Życiu, do którego w tajemnicy przed samą sobą zmierzałam.

Dzisiaj:

nieskromnie przyznam, że nie znam bardziej samowystarczalnej kobiety ode mnie samej.
Wciąż popełniam błędy, ale jest ich niewiele. Mam w sobie Intuicję Wilka – widzę znacznie więcej. A najwięcej widzę wtedy, gdy niektórym się wydaje, że nie patrzę. Mam też mnóstwo pokory, chociaż pyskuję jak wariatka, kiedy jest na to pora. Wybaczam, ale nie zapominam. Nie warto mi załazić za skórę (#potwierdzoneinfo).
W związku z wrodzonym syndromem Bitch Face jakieś 16h/dobę mam niesympatyczny wyraz twarzy. Przez resztę doby śpię z syndromem Upośledzona Foka Face. Oba syndromy dają się złamać z prędkością światła jednym, pozornie obojętnym uśmiechem.

Lubię się i się nienawidzę. To zależy od tego, co akurat leży na moim talerzu.

Rzadko korzystałam z pomocy bliskich osób. Nie umiem czerpać energii z ludzkiej dobroci ani tym bardziej prosić innych o pomoc. Im bardziej ktoś jest mój, tym bardziej nie chcę mu wchodzić z moimi problamami w drogę. Nie mam siatki znajomych, którzy mogą polecić dalej moje usługi. Większość nawet do końca nie wie, czym ja się właściwie zajmuję. To głupota. To Lena. To ja.

Mojemu życiu, jak każdemu innemu życiu, do bajki z oczywistym happy endem bardzo daleko. Potykam się co krok. Ilekroć mi się zdaje, że już-już powolutku wszystko się układa, spada na mnie grom z jasnego nieba. C.H.A.O.S.

Sęk w tym, by odważyć się na niego spojrzeć z innej perspektywy.
Ogólnie rzecz biorąc, mnie się podoba miejsce, w którym aktualnie się znajduję. Jest bezpieczne. Jest wypracowane moimi rękami i myślami. To moje życie. Mam dwie ręce, dwie nogi, widzące oczy, słyszące uszy, bijące serce i od sasa do lasa myślący umysł. Mam wybór. Zawsze mam wybór. A to jest luksus, na który nie każdy może sobie pozwolić.

Czy byłabym tu, gdzie jestem, gdyby 7 lat temu moje życie postanowiłoby niczego mnie nie nauczyć?
Nauczyło mnie działać. Nauczyło mnie reagować. Nauczyło mnie walczyć o przetrwanie. Nauczyło mnie akceptować to, na co nie mam żadnego wpływu.

Są dwa oblicza chaosu.
Są złe myśli i jest Twoje życie.
Te pierwsze możesz podeptać, to drugie możesz przytulić.
Masz wybór.

  • Hm, nigdy chaosu nie rozpatrywałam w kontekście ludzi, a teraz, jak o tym piszesz, wydaje mi się to jak najbardziej uzasadnione. Chciałabym mieć wyłącznik ludzkości w tych chwilach, kiedy pracuje i myśli mi się najlepiej – w ciszy :D

  • Piszę o sobie, bo ten temat znam, ale za tę otwartość niejednokrotnie dostałam po głowie, a i tak niczego mnie to nie nauczyło ;) Więc może akurat Twoja strategia wyjdzie Ci na dobre :)

  • Chaos jest bardzo interesujący. Dla mnie chaosem są głównie ludzie. Świat w mojej głowie jest dość uporządkowany, ale zawsze muszą pojawić się oni – pytają mnie, co było zadane z gramatyki, zagadują, skarżą się, pokazują różne rzeczy; wymagają nagle mojej pełnej uwagi, za chwilę mnie rozpraszają, żądają robienia wielu rzeczy naraz, na czas, na teraz; każą podejmować decyzje w ułamku sekundy, zasypują mnie pytaniami i informacjami. Przerywają mi mój plan dnia. „Hipis, chodź na spacer, Hipis weź to pozmywaj, Hipis pomóż mi z tym”. Dla mnie to chaos w czystej postaci, bardzo męczący, to chyba podstawa introwertyzmu u wielu osób.
    Chaos życia? Rzadko się z nim spotykam. Jestem człowiekiem o tak nudnym życiu, że aż lubię patrzeć, jak świat płonie. Jak powiedziałaś – to szalenie motywujące. Pewien autostopowicz powiedział mi kiedyś: „Stabilizację to ja miałem jak mi dysk wypadł”.

  • Jak zawsze świetny tekst. Zgodzę się z Tobą, że chaos może być i destrukcyjny, i twórczy. Więcej nie będę się rozgadywać, bo o Twoich tekstach wolę myśleć niż gadać. :)
    Zazdroszczę Ci otwartości, z jaką potrafisz pisać o swoim życiu. Ja tego nie umiem, bo zaraz myślę o znajomych czytających mój blog i robi mi się głupio. Jestem mistrzem stawiania sobie znaków zakazu. :p