#3. od A do ZEN. B jak BYĆ OBECNYM

od a do zen
Gdy­bym mogła tyl­ko jed­nym sło­wem pod­po­wie­dzieć Ci, jak możesz odna­leźć spo­kój w tym przy­tła­cza­ją­cym, stre­so­gen­nym i cha­otycz­nym świe­cie, powie­dzia­ła­bym: UPRASZCZAJ.

A gdy­bym mogła użyć dwóch słów, powie­dzia­ła­bym: BĄDŹ OBECNA.

Są trzy pola, wokół których krąży nasza myślenica:
  1. PRZESZŁOŚĆ. Prze­ży­wa­my ponow­nie rze­czy, któ­re kie­dyś spie­przy­li­śmy. Jeste­śmy zaże­no­wa­ni sytu­acja­mi sprzed lat. Żału­je­my rzeczy/ludzi, któ­rych już nie mamy. Żyje­my wspo­mnie­nia­mi dobrej, bez­tro­skiej prze­szło­ści. Jeste­śmy źli na wypad­ki, któ­re przy­tra­fi­ły się aku­rat nam.
  2. PRZYSZŁOŚĆ. Mar­twi­my się cią­gle rosną­cym sto­sem spraw do zała­twie­nia. Gdy­ba­my, zasta­na­wia­my się „co będzie, jeśli…”. Mar­twi­my się nad­cho­dzą­cy­mi wyda­rze­nia­mi. Jeste­śmy pode­ner­wo­wa­ni rze­cza­mi, któ­re mogą pójść nie tak. Liczy­my na to, że spo­tka­ją nas wspa­nia­łe rze­czy, marzy­my o lep­szym, dosko­nal­szym życiu.
  3. TERAŹNIEJSZOŚĆ. Wszyst­ko to, co dzie­je się teraz, dokład­nie w tym momen­cie.

To nic dziw­ne­go, że nasze myśli lawi­ru­ją w obrę­bie tych trzech życio­wych płasz­czyzn. Nie może­my powstrzy­mać umy­słu od zasta­na­wia­nia się nad prze­szło­ścią i przy­szło­ścią, może­my jed­nak sku­pić go na teraź­niej­szo­ści, bo to jedy­ne miej­sce i czas, w któ­rym two­rzy­my naj­lep­szą przy­szłość.

Niby nie ma nic złe­go w roz­trzą­sa­niu prze­szło­ści, ale prze­cież i tak nie jeste­śmy w sta­nie nic pora­dzić na coś, co już się sta­ło. O wie­le lepiej było­by prze­ana­li­zo­wać sytu­ację, wycią­gnąć z niej wnio­ski, a potem ruszyć dalej.
Przy­szło­ści też nie jeste­śmy w sta­nie cał­ko­wi­cie skon­tro­lo­wać. Nie cho­dzi o to, żeby porzu­cić wszel­kie pla­ny i cele. War­to jed­nak do spra­wy podejść pokor­nie i mieć świa­do­mość, że pla­ny mogą ulec zmia­nie, a my, dzię­ki prak­ty­ko­wa­niu obec­no­ści, może­my tę zmia­nę dziel­nie przy­jąć na kla­tę.

Zalety bycia obecnym, czyli nasze polskie po-co-mię-to:
  • Wzrost ogól­ne­go poczu­cia zado­wo­le­nia. Wciąż odkry­wam, że dzię­ki świa­do­me­mu prze­ży­wa­niu teraź­niej­szo­ści, jestem w sta­nie bar­dziej cie­szyć się życiem, tak po pro­stu. Jedze­nie sma­ku­je lepiej (bo nagle wiem, co żuję). Mam lep­szy kon­takt ze zna­jo­my­mi (bo kie­dy się z nimi widzę, ist­nie­ję tyl­ko ja i oni). Nawet pra­ca, za któ­rą nie prze­pa­da­my, sta­je się jak­by zno­śniej­sza (bo dzię­ki niej mam dach nad gło­wą, zapła­co­ne rachun­ki i naje­dzo­ne­go kota).
  • Reduk­cja stre­su. Wia­do­mo. Zamar­twia­nie się prze­szło­ścią i przy­szło­ścią gene­ru­je stres, któ­re­go wca­le nie potrze­bu­jesz. W dodat­ku za ten stres odpo­wia­dasz Ty sama, bo to Ty dajesz swo­im myślom i emo­cjom przy­zwo­le­nie na to, by szar­pa­ły Tobą cią­głym nie­po­ko­jem. Bycie obec­nym jest pra­wie medy­ta­cją. Nie ma zmar­twień. Są tyl­ko doświad­cze­nia danej chwi­li.
  • Wystrzał pro­duk­tyw­no­ści. Zamiast pró­bo­wać być mul­ti­ta­skow­cem czy mul­ti­my­śle­niow­cem, skup się na jed­nej rze­czy, któ­rą chcesz zro­bić. W trak­cie pra­cy nie myśl o tym, ile musisz zro­bić oprócz tego i jak nie­wie­le masz na to cza­su. Jesteś tyl­ko Ty i to jed­no zada­nie, któ­re masz do wyko­na­nia. Dzię­ki takie­mu podej­ściu do spra­wy jesteś w sta­nie zro­bić swo­ją pra­cę lepiej i skoń­czyć ją szyb­ciej. A potem płyn­nie prze­cho­dzisz do następ­ne­go zada­nia.
Magia stanu FLOW

Wśród ludzi zaja­wio­nych uspraw­nia­niem swo­jej pro­duk­tyw­no­ści jest taka cał­kiem popu­lar­na kon­cep­cja zwa­na FLOW. W skró­cie cho­dzi o to, żeby zatra­cić się bez resz­ty w tym, czym aktu­al­nie się zaj­mu­jesz i się­gnąć umy­słem tej magicz­nej stre­fy, do któ­rej świat zewnętrz­ny nie ma wstę­pu. To cudow­na Lan­dia Pro­duk­tyw­no­ści, któ­ra spra­wia, że jesteś nakrę­co­na do dzia­ła­nia i wiesz, że możesz abso­lut­nie wszyst­ko, bez wzglę­du na to, czy zaj­mu­jesz się pisa­niem, malo­wa­niem, kodo­wa­niem, czy sadze­niem tysią­ca pomi­dor­ków w butel­ko­wych donicz­kach.

Jed­no jest pew­ne — sta­nu FLOW nie osią­gniesz, prze­rzu­ca­jąc się cha­otycz­nie mię­dzy zada­nia­mi, czy myśląc o rze­czach nie­zwią­za­nych z wyko­ny­wa­nym zada­niem. To się po pro­stu dzie­je, gdy jesteś obec­na. ZAWSZE.

Nie ma jed­nej magicz­nej for­mu­ły, któ­ra powie Ci, jak być obec­ną. Trze­ba pró­bo­wać. I trze­ba ćwi­czyć.
Na począt­ku praw­do­po­dob­nie nie będziesz w tym naj­lep­sza. Two­je myśli będą dener­wu­ją­co bzy­czeć i latać w róż­nych kie­run­kach jak nie­do­bu­dzo­ne osy, bo tego są nauczo­ne. Praw­do­po­dob­nie będziesz też meta-myśla­ła, czy­li myśla­ła o tym, o czym myślisz, i czy to, o czym myślisz, jest dobrym myśle­niem czy nie. I w ten spo­sób zno­wu wypad­niesz ze swo­jej ścież­ki obec­no­ści. To nor­mal­ne. Więk­szość z nas tak ma. Albo nawet wszy­scy.

Nie przej­muj się tym ani nie znie­chę­caj. Po pro­stu pró­buj. Ćwicz o poran­ku, pod­czas mycia zębów. Ćwicz pod­czas jedze­nia obia­du. Spró­buj pod­czas zmy­wa­nia naczyń albo robie­nia porząd­ku w szu­fla­dzie, w któ­rej zapo­mnia­ne rupie­cie zakła­da­ją swo­je kolo­nie. Jeśli tyl­ko będziesz mia­ła oka­zję — a gdy wysi­lisz wyobraź­nię, oka­że się, że oka­zja jest zawsze — ćwicz się w byciu obec­ną. Obie­cu­ję, że z cza­sem będziesz w tym coraz lep­sza.

Oto jak jeszcze możesz ćwiczyć bycie obecną:
  1. Kie­dy jesz, po pro­stu jedz. Bycie obec­nym to nic inne­go, jak robie­nie wyłącz­nie tego, co…robisz w danej chwi­li. Kie­dy jesz, nie czy­taj, nie roz­my­ślaj, nie prze­glą­daj fejs­bu­ka ani nawet insta­gra­ma (sic!), po pro­stu jedz. Zwróć uwa­gę na to, co jesz. Doświadcz tego w peł­nym wymia­rze — pową­chaj, dotknij, posma­kuj, zjedz. Rób to powo­li. To samo tyczy się każ­dej innej czyn­no­ści, któ­rą na co dzień wyko­nu­jesz machi­nal­nie, z przy­zwy­cza­je­nia.
  2. Zauważ swo­je myśli. Już usta­li­li­śmy, że myśle­nie o swo­jej przeszłości/przyszłości jest nie­unik­nio­ne i zasad­ni­czo nie ma w tym nic złe­go. Spró­buj zatem dostrzec te myśli i stać się ich bar­dziej świa­do­mą. Nie oce­niaj ich, zwróć tyl­ko uwa­gę, wokół cze­go się sku­pia­ją, a potem je puść. Niech sobie pły­ną dalej.
  3. Prak­ty­kuj Zazen. To jed­na z form medy­ta­cji, cho­ciaż tak napraw­dę to tylko…siedzenie. Prak­ty­ku­jąc Zazen nie musisz śpie­wać żad­nych mantr, odli­czać od stu do jed­ne­go ani roz­trzą­sać zna­cze­nia wszech­świa­ta i oko­lic. Musisz tyl­ko sie­dzieć i sku­piać się na…siedzeniu. Brzmi jak nie­zła przy­go­da, c’nie? :)
  4. Pie­lę­gnuj świa­do­mie swo­je codzien­ne rytu­ały. Tak napraw­dę wszyst­ko może być Two­im Zazen. Możesz wkle­py­wać cyfer­ki do Exce­la i widzieć tyl­ko cyfer­ki wkle­py­wa­ne do Exce­la. Możesz iść na spa­cer i po pro­stu spa­ce­ro­wać. We wszyst­kim, co robisz, bądź OBECNA.
  5. Ustaw przy­po­mi­naj­ki. Jeśli wiesz, że 15 min. po tym, jak posta­no­wisz być bar­dziej obec­na, i tak roz­pro­szysz się milio­na­mi rze­cza­mi, o któ­rych musisz pamię­tać — przy­klej sobie kart­kę na kom­pu­ter, biur­ko, ścia­nę… albo ustaw powia­do­mie­nie w tele­fo­nie, któ­re przy­po­mni Ci, że, hej, mia­łaś po prostu…BYĆ.
Zanotuj sobie: nie ma porażek — są informacje zwrotne
Nie ist­nie­je coś takie­go jak zła prak­ty­ka obec­no­ści. Naj­gor­sza prak­ty­ka to ta, któ­rej nie robisz. Nawet jeśli teraz przy­cho­dzi Ci to z tru­dem i czu­jesz, że robisz coś wbrew swo­jej roz­ko­ja­rzo­nej natu­rze, z cza­sem będzie łatwiej. Każ­da Two­ja pró­ba to mały suk­ces, któ­rym powin­naś się cie­szyć. Życzę Ci tych suk­ce­sów całe mnó­stwo.

Jeśli chcesz się dowie­dzieć, od cze­go to wszyst­ko się zaczę­ło, to jest link, w któ­ry trze­ba kli­kać.

ZapiszZapisz