140doZmiany

W cią­gu 140 dni zmie­nię swo­je życie. Nie cał­kiem. Tro­chę.
W tym miej­scu możesz zoba­czyć, jak mi idzie.


23 września 2018 / 99

Buszu­ję po sta­rych pamięt­ni­kach, żeby się cze­goś o sobie dowie­dzieć i jak dotąd dowie­dzia­łam się, że co chwi­lę wska­ku­ję w wiel­kie rewo­lu­cje, z któ­rych rzad­ko coś wyni­ka. Czy­li jestem dziew­czy­ną od małych, a nie wiel­kich kro­ków. I może po sie­dem­na­stu latach retro­spek­cji mogła­bym to wresz­cie zro­zu­mieć. Do prze­my­śle­nia, lena.

W wol­nych chwi­lach, któ­rych będzie teraz coraz mniej, błą­dzę po zie­lo­nych pagór­kach, laskach, par­kach, nad­wi­ślan­skich pla­żach i pia­skach i zako­pu­je dla Was listy miło­sne. A wczo­raj­szy wie­czór odbył się w ryt­mach wie­lu seren­di­pi­ty, z któ­rych jed­no prze­tłu­ma­czę sobie tak:

dar znaj­do­wa­nia war­to­ścio­wych lub przy­jem­nych rze­czy, któ­rych się nie szu­ka.


6 września 2018 / 116

Kil­ka razy u nie­go byłam, a już zdą­ży­li­śmy:
— ugo­to­wać razem obiad
— pokro­ić poma­rań­czę
— spraw­dzić zawar­tość mikro­skład­ni­ków pod­rzęd­ne­go masła orze­cho­we­go
— stać przy oknie i zer­kać na księ­życ (nie roman­tycz­nie, tyl­ko badaw­czo: czy go widać, dla­cze­go jest taki kan­cia­sty, jakie­go wła­ści­wie jest kolo­ru)
— grać na gita­rze (ja też)
— grać na pia­ni­nie (ja też)
— śpie­wać (on też)
— myć razem zęby
— budzić się ze słoń­cem

Więc dla­cze­go wymy­kam się z jego łóż­ka bla­dym świ­tem?
Bo on mi mówi, że ostat­nio coś kupo­wał i wziął mi prób­ki kre­mu do rąk i bal­sa­mu do cia­ła, bo wie, że lubię. A ja się zasta­na­wiam, czy to napraw­dę praw­da, że zain­sta­lo­wał mnie w swo­im życiu i myślach.

I śmie­je się ze mnie, jak mu mówię, że nie pamię­tam, jak nale­ży dzie­lić się sobą z dru­gim czło­wie­kiem.
Ponad­to zda­je się tole­ro­wać, że od sasa do lasa jestem skoń­czo­ną wariat­ką, któ­rej trze­ba przy­ta­ki­wać.

Mogła­bym się zako­chać. Gdy­bym wie­dzia­ła jak.


2 września 2018 / 120

Pisać o niczym wca­le nie jest tak łatwo

Patrzę na Vir­gi­nię z jej spo­ko­jem wypi­sa­nym na wzo­rzy­stej twa­rzy i pra­wie cze­kam, czy mi coś odpo­wie. Nie jestem jed­nak aż tak naiw­na; dobrze wiem, że odpo­wiedź znaj­du­je się w mojej i tyl­ko mojej gło­wie. Tam też scho­wa­łam hamu­ją­ce mnie ogra­ni­cze­nia.

Pat­ti Smith zain­spi­ro­wa­ła mnie ostat­nio do kwe­stio­no­wa­nia wszyst­kich zja­wisk w moim życiu. Tyle tyl­ko, że ona nicze­go nie kwe­stio­nu­je. Bie­rze jakie jest i trans­for­mu­je na swo­ją modłę albo wca­le. Tym się róż­nię od resz­ty zdro­wo­roz­sąd­ko­we­go świa­ta: wię­cej myślę niż robię. A rzad­ko kie­dy jest z tego jakiś poży­tek.

Pozna­łam ostat­nio Maję. Cie­ka­we czy wie, jaka jest pięk­na.


30 sierpnia 2018 / 123

Za to wycho­dząc z pra­cy po 23 nie myśli się już o niczym. No chy­ba że:

Rot­ten­berg: sko­ro smu­tek może stać się destruk­cyj­ny i para­li­żu­ją­cy, to może war­to też nauczyć się go tole­ro­wać?

A to w odpo­wie­dzi na nową kla­sy­fi­ka­cję żało­by pato­lo­gicz­nej i nor­mal­nej wg DSM (Dia­gno­stic and Sta­ti­sti­cal Manu­al of Men­tal Disor­ders):
czas żało­by uzna­wa­nej za nor­mal­ną skró­co­no do dwóch tygo­dni. Jeśli więc po stra­cie bli­skiej oso­by cier­pi­my dłu­żej niż dwa tygo­dnie, z per­spek­ty­wy współ­cze­snej psy­chia­trii jeste­śmy zabu­rze­ni i wyma­ga­my lecze­nia.

O kur­cze, na to bym nie wpa­dła. Ale co ja tam wiem, sko­ro od ośmiu lat z tęsk­no­ty jestem zabu­rzo­na.


28 sierpnia 2018 / 125

Wycho­dząc z pra­cy o 22 w gło­wie kotłu­ją się myśli w sty­lu:

cie­ka­we, co wyry­ją na moim nagrob­ku.

Nie dla­te­go, że jestem taką dra­ma queen (tro­chę jestem), któ­ra po paru nad­go­dzi­nach myśli o śmier­ci, ale dla­te­go, że sko­ro już wyszłam, to takie miłe, że wła­ści­wie mogę sobie myśleć o bzdu­rach.

No i Zuz­kę wypu­ści­li ze szpi­ta­la. Pomi­ja­jąc cały aspekt nabu­zo­wa­nych zda­rzeń, ta jed­na wia­do­mość ura­to­wa­ła mi dzień. Nie­wie­le jest dla mnie rze­czy gor­szych od świa­do­mo­ści, że ludziom, któ­rych lubię, jest źle.

I kie­dy tak sobie mija­łam tram­wa­jem począt­ki nocy, pomy­śla­łam, że nie pognie­wa­ła­bym się, gdy­by mi na nagrob­ku wyry­li:

wró­ci­ła do domu

Nie do Boga, nawet nie do nie­ba, ale pro­sto do gwiazd.


26 sierpnia 2018 / 127 

Za mgłą, jestem za mgłą, gdzieś za mgłą.
Zamro­czo­na, nie­do­bu­dzo­na, zmę­czo­na, potur­bo­wa­na, prze­żu­ta, wyplu­ta, roz­dep­ta­na, roz­bo­la­na.

Okrop­nie mi trud­no cie­szyć się życiem z paskud­ną infek­cją gar­dła i zapa­lo­ną ósem­ką, któ­ra chcia­ła­by się ze mnie wydo­stać, a nie może. Ząb mądro­ści, myślał­by kto, taki z nie­go mądra­la, że zamiast szu­kać dro­gi na skró­ty, wal­czy o świa­tło, za prze­pro­sze­niem, z dupy stro­ny.

Meta­fo­ra ludz­kie­go życia, rze­kła­bym pochop­nie. Moje­go na pew­no. Za dużo rze­czy sobie utrud­niam, a za mało uła­twiam. Do prze­my­śle­nia, lena.

Dzi­siaj zamiast się rege­ne­ro­wać przed ponie­dział­kiem, któ­ry będzie chciał mnie zno­kau­to­wać, prze­spa­łam nie­mal cały dzień, bo do snów bóle zazwy­czaj nie mają wstę­pu.

Śni­ło mi się, że trzy­ma­łeś mnie w ramio­nach i powta­rza­łeś mi do ucha:

jesteś w domu, jesteś w domu, jesteś w domu.

Byłam w domu.
Kto by chciał się budzić.


24 sierpnia 2018 / 129

Każ­dy dzień to nowa wal­ka. Dale­ka jestem od dra­ma­tycz­nych porów­nań, ale w tym wypad­ku to w isto­cie wal­ka. Wal­czę w duecie z samą sobą prze­ciw­ko rze­czy­wi­sto­ści, któ­rej nawet na siłę nie jestem w sta­nie do sie­bie dopa­so­wać i cho­ciaż nie zawsze wygry­wam, jestem tro­chę dum­na z tego, że teraz przy­naj­mniej idzie COŚ, gdy kil­ka tygo­dni temu nie szło zupeł­nie NIC.

Chy­ba wyba­czy­łam ojcu. Chy­ba wypra­łam tro­chę gło­wy. Chy­ba polu­zo­wa­łam szel­ki.
Po dłu­gich sesjach medy­ta­cyj­nych robi się dooko­ła mnie prze­strzeń, któ­rą i tak na ten moment mam siłę wypeł­niać głów­nie snem. No i jesz­cze ta Pat­ti, zupeł­nie jak­by mnie obu­chem tęsk­no­ty w łeb…


22 sierpnia 2018 / 131 

Czy­taj­cie Pat­ti Smith. Ponie­dział­ko­we dzie­ci nota­be­ne od ponie­dział­ku są moją utę­sk­nio­ną sio­strą z papie­ru i słów. Bar­dzo rzad­ko zda­rza mi się taki haust powie­trza, jak cho­dzi o cudze sło­wa. Jestem okrop­nie kry­tycz­na. I cho­ciaż ostat­nio pole­ca­łam Wam sza­le­nie Wszyst­kie kwia­ty Ali­ce Hart, to praw­da jest taka, że dzi­siaj z tej książ­ki prak­tycz­nie nic we mnie nie zosta­ło. A Pat­ti zosta­nie na zawsze, już to wiem. Jak Vir­gi­nia, Oria­na, Godzi­ny Cun­nin­gha­ma czy Soń­ka Kar­po­wi­cza.

Czy­taj­cie Pat­ti Smith.


19 sierpnia 2018 / 134

Wczo­raj w nocy dowie­dzia­łam się, że pocho­dzę z gwiazd.
I nagle wszyst­ko sta­ło się okrop­nie jasne.


18 sierpnia 2018 / 135

Pyta­cie mnie na Insta­gra­mie — ok, ale jak mam się do tego zabrać?

Znam ten ból, sama zresz­tą lubię kon­kre­ty, więc w ramach pod­po­wie­dzi mam dla Was kil­ka napro­wa­dza­ją­cych pytań (koł­czer­skich tro­chę, ale co pora­dzę, że pro­jek­cik też się zro­bił jakiś taki tro­chę koł­czer­ski).

Link do wpi­su tutaj.


17 sierpnia 2018 / 136

W pierw­szym tygo­dniu sku­piam się na obser­wa­cji.
Tego, jak reagu­ję na róż­ne sytu­acje i ludzi. Co jem, w jakich godzi­nach, w jakich ilo­ściach, z jakie­go powo­du. Kie­dy mam naj­wię­cej ener­gii, kie­dy naj­mniej. Co naj­moc­niej ze mną rezo­nu­je. Co przy­pra­wia mnie o dobry nastrój, a co o zły. Na czym mi zale­ży. Któ­rzy ludzie gene­ru­ją we mnie pozy­tyw­ne wibry, a któ­rzy nega­tyw­ne. Jakie myśli plą­ta­ją się po mojej gło­wie.

Fizycz­nie jestem dzi­siaj tak zmę­czo­na, że pra­wie odpu­ści­łam. Skle­jam te sło­wa wol­no i bez­myśl­nie; o jodze nawet nie myślę, ale poga­pię się w księ­życ i pome­dy­tu­ję.

Jeden dzień. Jeden krok. Jesz­cze 136 małych krocz­ków.


16 sierpnia 2018 / 137

Sikam ze wszyst­kich otwo­rów pomy­sła­mi na to, co jesz­cze, jak jesz­cze, gdzie jesz­cze. Och, co to był za pro­duk­tyw­ny dzień. Ist­ne sza­leń­stwo, odzi­wo zupeł­nie nie­za­mie­rzo­ne. A co naj­lep­sze, po dro­dze ani razu z tych emo­cji nie zapła­ka­łam.

Z takich rze­czy dum­nych, to mia­łam dzi­siaj oka­zję pójść na łatwi­znę, a nie poszłam. Tyl­ko że w nocy nic nie spa­łam, bo kom­bi­no­wa­łam i chy­ba już led­wo patrzę na oczy. Pani na sta­cji popa­trzy­ła na mnie z poli­to­wa­niem, gdy pode­szłam do kasy z sakra­menc­ko dro­gim bato­ni­kiem ener­ge­tycz­nym od Ewy Cho­da­kow­skiej. A ja jej ocza­mi pró­bo­wa­łam wytłu­ma­czyć, że pro­szę pani, ja mam tyle samo pogar­dy za tego bato­ni­ka do sie­bie samej co pani, tyl­ko że jak już się doko­nu­je publicz­nej trans­for­ma­cji i z same­go rana zapo­mi­na śnia­da­nia, to lepiej poku­to­wać pie­niędz­mi, niż hot dogiem i prin­spo­lo.

Wyglą­da­ła, jak­by nic z tego nie rozu­mia­ła.
Uwa­żaj­cie na te ener­ge­tycz­ne bato­ni­ki. To mor­do­klej­ki. I całą gębę mia­łam potem umo­ru­sa­ną gorz­ką bio­fit cze­ko­la­dą.


15 sierpnia 2018 / 138

Pra­wie nic nie jadłam. To nie ele­ment pożą­da­nej zmia­ny, tyl­ko zwy­kłe roz­tar­gnie­nie. Zna­la­złam w cze­lu­ściach nie­zgłę­bio­ne­go inter­ne­tu nową inspi­ra­cję. Lubię te zna­le­zi­ska, bo z miej­sca roz­pa­la­ją we mnie ogień.

* krok pierw­szy: przy­go­to­wać listę rze­czy do zmia­ny
* krok dru­gi: opra­co­wać sys­tem wdra­ża­nia zmian (wyzwa­nia tygo­dnio­we?)
* krok trze­ci: zasta­no­wić się nad sys­te­mem śle­dze­nia postę­pów
* krok czwar­ty: usta­lić kotwi­ce, czy­li rze­czy do codzien­ne­go odha­cza­nia, nie­za­leż­ne od tygo­dnio­wych wyzwań
* krok pią­ty: sta­wiać małe krocz­ki, nie pory­wać się z moty­ką na słoń­ce, być dla sie­bie dobrą
* krok szó­sty: sku­piać się na pozy­ty­wach, nie roz­trzą­sać nega­ty­wów

Na przy­kład dzi­siaj, zamiast prze­wi­dy­wać naj­czar­niej­sze sce­na­riu­sze dnia jutrzej­sze­go, więk­szość dnia spę­dzi­łam na czy­ta­niu Oli­ve Kit­te­rid­ge. Pró­bu­ję się prze­ko­nać do krót­kiej for­my, a Oli­ve nie dość, że jest z mojej krwi, to jesz­cze for­mą znaj­du­je się gdzieś pomię­dzy.


14 sierpnia 2018 / 139

Być tutaj. Być teraz. Nie wybie­gać myśla­mi w siną dal. Nie ryso­wać czar­nych sce­na­riu­szy, za to ryso­wać dużo kwia­tów i bar­wić je na pokrze­pia­ją­cą zie­leń. Zno­sić dziel­nie ból. Nie tyl­ko ten psy­chicz­ny. Boziu, dzię­ku­ję, że wczo­raj zafun­do­wa­łam sobie roz­kur­cza­ją­cą jogę. Taką do przy­tu­la­nia — się i podu­szek, któ­re muszę jesz­cze doku­pić, bo nie mam i dziw­nie tak, nie ma w co się noca­mi zanu­rzać.

Nie mia­łam gło­wy do roz­dra­py­wa­nia sta­rej rany; spę­dzi­łam dzień w pra­cy.
Wła­ści­wie chciał tyl­ko dwóch rze­czy. Żeby odmie­nić czy­jeś życie (odmie­nił moje) i żeby o nim pamię­tać (zawsze będę pamię­tać).


13 sierpnia 2018 / 140

W cią­gu 140 dni zmie­nię swo­je życie. Nie cał­kiem. Tro­chę. Plan jest śmia­ły tyl­ko z nazwy.

Co praw­da marzy­ła mi się okrą­gła trzy­sta sześć­dzie­siąt­ka piąt­ka, ale sko­ro do koń­ca roku zosta­ło 140 dni, zro­bię z tej licz­by uży­tek. Nie opra­co­wa­łam jesz­cze kon­kret­ne­go sys­te­mu. Nie zro­bi­łam listy rze­czy do zmia­ny. Wiem tyl­ko, że chcę żyć w lep­szym świe­cie, bo z obec­ne­go coraz czę­ściej ucie­kam do magicz­ne­go schow­ka w mojej gło­wie.

W opcji ide­al­nej (ergo nie­re­al­nej) będę tu codzien­nie wrzu­cać kil­ka zdań pod­su­mo­wu­ją­cych mikro-kro­ki, któ­ry­mi spró­bu­ję doko­nać w sobie trans­for­ma­cji. W SOBIE — W ŚRODKU — W LENIE — to fra­zy klu­czo­we. Z doświad­cze­nia wiem, że powło­ka podą­ży za wszyst­kim, co zmie­ni się w gło­wie.