140 do zmiany — czyli odpowiadam na pytanie JAK

Pyta­cie mnie na Insta­gra­mie — ok, ale jak mam się do tego zabrać?

Znam ten ból, sama zresz­tą lubię kon­kre­ty, więc w ramach pod­po­wie­dzi mam dla Was kil­ka napro­wa­dza­ją­cych pytań (koł­czer­skich tro­chę, ale co pora­dzę, że pro­jek­cik też się zro­bił jakiś taki tro­chę koł­czer­ski).

Na przy­kład:

* jaka jed­na zmia­na wyge­ne­ru­je naj­bar­dziej pozy­tyw­ny wpływ na moje życie?
* co lubię robić? -> posta­no­wie­nie -> przez naj­bliż­sze 135 dni będę tego robić jak naj­wię­cej
* jakie spra­wy odwle­kam w nie­skoń­czo­ność (ze stra­chu, ze znie­chę­ce­nia, bo nasta­wiam się na „nie”), cho­ciaż bar­dzo bar­dzo chcę albo muszę je zro­bić? -> posta­no­wie­nie -> upo­ram się z tym jak naj­szyb­ciej LUB każ­de­go dnia zro­bię 1 maleń­ki kro­czek, któ­ry przy­bli­ży mnie do reali­za­cji zada­nia
* jakie mam spo­so­by na popra­wie­nie swo­je­go nastro­ju? Nie igno­ruj­cie tej kwe­stii, bo w tej małej rewo­lu­cji wię­cej mają do powie­dze­nia Wasze emo­cje niż Wy. Dla­cze­go? Bo to emo­cje gene­ru­ją kon­kret­ne czy­ny, zacho­wa­nia i dzia­ła­nia.
(Och, ja wiem, że nurza­nie się w smut­ku i melan­cho­lii to taka nie­kie­dy kuszą­ca per­spek­ty­wa, ale w tym wypad­ku nie ma na to miej­sca. Nie mamy na to cza­su.)
* jaki­mi myśla­mi w cią­gu dnia kar­mię swo­ją gło­wę? A jaki­mi chcia­ła­bym kar­mić?
* na czym mi zale­ży, co mnie inspi­ru­je?
* cze­go zawsze chcia­łam się nauczyć?
* cze­go zawsze chcia­łam spró­bo­wać?
* co mogę dzi­siaj dla sie­bie zro­bić?

Obmy­śla­jąc swój plan dzia­ła­nia, posta­no­wi­łam oprzeć całe przed­się­wzię­cie na trzech wio­dą­cych zasa­dach:

1. małe kro­ki — trwa­ła zmia­na
2. tyl­ko jeden dzień
3. kre­atyw­ność > nie zada­nio­wość

Już tłu­ma­czę.

1. małe kro­ki — trwa­ła zmia­na

Mogę codzien­nie robić jeden krok albo kil­ka, byle robić JAKIEŚ. Te moje 140 dni są umow­ne. Chcia­ła­bym żyć tak już zawsze.

W lep­sze dni będę robić co się da, żeby dzień był jesz­cze lep­szy. W gor­sze dni zro­bię jed­ną rzecz, żeby — nie­za­leż­nie od tem­pa — cały czas iść do przo­du. I nie ma SAMOBICZOWANIA! Czy­li jak Ola z Para­pe­tu Lite­rac­kie­go usta­li na dany dzień 55 min. czy­ta­nia, a osta­tecz­nie znaj­dzie na czy­ta­nie tyl­ko 5 min, TO SIĘ LICZY JAKO TEN SAM WYGRYW.

Nie ma żad­ne­go jęko­le­nia, że zawa­li­łam. W tej rewo­lu­cji nie zawa­la­my, dopó­ki KAŻDEGO DNIA zro­bi­my przy­naj­mniej JEDEN KROK DO ZMIANY.

Nie­chno tyl­ko zoba­czę, że się któ­raś pod­da­je, bo po cięż­kim dniu wsu­nę­ła na noc ciast­ki OREO prze­gry­za­ne czip­sa­mi! Bud­da i Inter­net mi świad­kiem, że zor­ga­ni­zu­ję sobie wte­dy jakiś lewy cer­ty­fi­kat KOŁCZA, byle tyl­ko na lega­lu napluć Wam w twarz moty­wa­cyj­ny­mi haseł­ka­mi, któ­re raz dwa usta­wią Was do pio­nu :)

2. tyl­ko jeden dzień

Nie zamie­rzam myśleć o tym pro­jek­cie w per­spek­ty­wie dłu­go­fa­lo­wej. Zamiast tego sku­pię się na jak naj­bar­dziej satys­fak­cjo­nu­ją­cym (a może wręcz inspi­ru­ją­cym!) prze­ży­ciu tyl­ko jed­ne­go dnia. Dzię­ki temu unik­nę odwle­ka­nia spraw z myślą, że prze­cież do koń­ca roku jest jesz­cze ponad 4 mie­sią­ce. To pułap­ka, w któ­rą sama bar­dzo czę­sto wpa­da­łam. Dawa­łam sobie na coś 3 mie­sią­ce, a potem codzien­nie prze­kła­da­łam spra­wy na jutro, by po trzech mie­sią­cach zorien­to­wać się, że demet, jutro nigdy nie nade­szło, za to trzy mie­sie śmi­gnę­ły jak z piczy strze­lił.

Liczy się tyl­ko ten jeden dzień. Sta­ję na rzę­sach, żeby uczy­nić ten dzień dobrym i pięk­nym. Dla mnie. Nie myślę o pozo­sta­łych 134 dniach. Myślę tyl­ko o tym dzi­siej­szym. Żyję tym, co mam przed nosem, nie wędru­ję w zaświa­ty, w prze­szło­ści, w przy­szło­ści…

3. kre­atyw­ność > nie zada­nio­wość

Wola­ła­bym unik­nąć codzien­ne­go kon­stru­owa­nia restryk­cyj­ne­go pla­nu dzia­ła­nia. Wręcz prze­ciw­nie, w całym tym pomy­śle prym wie­dzie wol­ność, swo­bo­da i kre­atyw­ność. Czy­li jak mam ocho­tę cały dzień napa­rzać w uku­le­le, to cały dzień będę napa­rzać w uku­le­le.

Pla­nu­ję tyl­ko przy­go­to­wać sobie kil­ka kotwic, dzię­ki któ­rym będę w sta­nie nie­za­leż­nie od sytu­acji utrzy­mać się na powierzch­ni i uznać, że dzień bez­dy­sku­syj­nie był UDANY. Na ten moment będzie to w mia­rę moż­li­wo­ści codzien­na medy­ta­cja, joga, roz­po­zna­wa­nie nega­tyw­nych myśli i prze­kształ­ca­nie ich w neu­tral­ne lub, jeśli się da, w pozy­tyw­ne (peł­na akcep­ta­cja wszel­kich oko­licz­no­ści) oraz uważ­ne jedze­nie (jak naj­wię­cej tego, co dobre; jak naj­mniej tego, co złe).
Wie­cie, jak lubię uprasz­czać. Nie wie­cie? To już wie­cie.

Natu­ral­nie nie będzie to czte­ro­mie­sięcz­na, bez­tro­ska sie­lan­ka. Cze­ka mnie też kil­ka trud­nych spraw, z któ­ry­mi zamie­rzam się upo­rać. Tyle że chcę do tych spraw zmie­nić podej­ście. Z trud­ne prze­kwa­li­fi­ko­wać je na: trud­ne, ale zro­bię i będzie z gło­wy.

Oczysz­czam, oczysz­czam, oczysz­czam. Listę spraw do zro­bie­nia, swo­je cia­ło, swo­ją gło­wę i sys­tem ner­wo­wy.

I naj­waż­niej­sze:
DOKUMENTUJCIE SWOJĄ ZMIANĘ!
Nie wspo­mi­naj­cie w ogó­le o tym, co się nie uda­ło — zawsze znaj­duj­cie pozy­tyw­ny aspekt dane­go dnia, choć­by był mikro­sko­pij­ny.

Zano­tuj­cie go. Nary­suj­cie. Opu­bli­kuj­cie. Pochwal­cie się świa­tu. I bądź­cie z nie­go cho­ler­nie dum­ne.

Nie cho­dzi o to, żeby rzy­gać tęczą, tyl­ko o to, by dla odmia­ny poda­ro­wać sobie odro­bi­nę czu­ło­ści i być dla sie­bie DOBRĄ.

Ja swo­je poczy­na­nia zamie­rzam doku­men­to­wać tu, w zakład­ce 140doZmiany oraz na Insta­gra­mie.

No, to tyle ode mnie. Baw­cie się dobrze :)